niedziela, 5 kwietnia 2015

Epilog

– Podsumowując – odezwała się w końcu – twoja babka była tak naprawdę twoją matką. Biologiczny ojciec doprowadził do samobójstwa matki Thei, jego synowie zabili twoją pierwszą miłość, a ty wyjechałaś ze swoim zmartwychwstałym bratem/siostrzeńcem. Zabrałaś córkę i przeniosłaś się do Chorwacji.
 Przytaknęłam.
 – A co z Laurą? Maćkiem? – dopytywała się. 
 – Wiem, że zamknięto ją za drobne kradzieże, gdy tylko Thea przestała im płacić. A Maciek... – westchnęłam. – Zginął w wypadku tuż po śmierci Thei. 
 – Ale ty w to nie wierzysz – stwierdziła przyglądając się mi. 
 – Nie –pokręciłam głową. 
Spojrzałam w okno przypominając sobie dzień jego śmierci. 
 Tuż po zamachu na Theę, na konto Maćka wpłynęła duża suma pieniędzy. Zrobił to, co zawsze planowaliśmy - wyruszył w świat. O dziwo został potrącony przez samochód. Spośród dziesiątki osób tylko on zginął. Przez kulkę w klatkę piersiową, co skutecznie zamaskowano przy akcie zgonu. 
 – Więc, jak...?
 – Słucham? – zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc pytania.
 – Jakim cudem ty wciąż żyjesz? 
Obruszyłam się na niewygodnej kanapie. 
 – Dwa razy próbowałam popełnić samobójstwo. Wpadłam w depresję, a w piwnicy miałam komplet broni, którą mogłam wykorzystać. Parę dni po pogrzebie Lucka zmarła moja matka. Później Thea i Maciek. Ale zrozumiałam, że ludzie zawsze odchodzą. To jest nieuniknione, a ja przecież miałam dla kogo żyć. 
 – Czyli uratowała cię twoja córka? 
 – Tak – przyznałam. – Feliks też. Chociaż największy wkład miał w tym Oliver. Uświadomił mi, że muszę żyć. 
 – Twój mąż, Oliver – Założyła nogę na nogę. – Więc skoro pogodziłaś się z tym wszystkim, nie widzę powodu, dla którego chodzisz na terapię. 
 – Ja też nie – uśmiechnęłam się. –Może dlatego, że mam wątpliwości?
– Iza. Masz 24 lat i radzisz sobie o wiele lepiej, niż niektórzy w błahych sytuacjach. Ludzie zabijają się przez długi, a ty przeżyłaś tyle i mogę stwierdzić, że żyjesz właściwie. Nie chcesz siępoddać. 
 – Ale to nie o to chodzi – zaprzeczyłam. – W domu nie rozmawiamy o Thei, a to ona jest tu jedną, wielką niewiadomą. 
 – Przecież ona nie żyje – przypomniała mi. 
 – Więc dlaczego nas zostawiła? Bez żadnego pożegnania czy słowa wyjaśnienia? To ona się poddała, a była z nas najsilniejsza... Nie potrafię sobie wyobrazić co przeszła w tym obozie... Feliks i ja wybaczyliśmy jej, że chciała mnie zabić. Gdybym mogła, to sama zabiłabym swoich przyrodnich braci. Krew mnie zalewa, gdy wiem, że ta kanalia wciąż chodzi po tym świecie. I wiem, że to on jest po części winien śmierci Thei.
 – Więc co zamierzasz zrobić? 
 – Chcę go zabić – oświadczyłam. – Ale nie jestem do tego zdolna...
 – Żeby go dorwać, będziesz musiała kogoś wynająć. To nie jest takie proste, jak myślisz. Potrzeba tygodnie, a nawet miesiące, żeby zabić takiego człowieka – zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. – Co? Nie patrz tak na mnie – zaśmiała się. – Sama przez kilka lat robiłam w tej branży, a to, że teraz jestem terapeutą to nie znaczy, że nie znam się na fachu. 
 – Chyba jeszcze nie jestem gotowa, aby to zrobić...
 – Nie przejmuj się, Iza – kobieta usiadła obok mnie i pogłaskała po plecach. – Na dzisiaj koniec. Widzimy się za tydzień i porozmawiamy o Thei, dobrze? 
 Przytaknęłam wstając. Poprawiłam swoją kremową sukienkę i sięgnęłam po torebkę, którą przełożyłam przez ramię. 
 – Pa! – krzyknęłam wychodząc.
 – Czekaj! – zawołała Mila. – Miałam ci to dać na początku, ale zupełnie o tym zapomniałam – wyciągnęła w moim kierunku kopertę z moim imieniem i nowym nazwiskiem. – Leżało przed biurem – wyjaśniła. 
 Podziękowałam i wyszłam. Zaparkowałam tuż pod budynkiem, więc po paru sekundach sunęłam po drodze kierując się do mojego domu. Jednak po drodze zrobiłam drobne zakupy. 
  – Jestem! – zawołałam i rzuciłam klucze na komodę. Ściągnęłam brązowe sandałki i skierowałam się z zakupami do kuchni. 
 Trochę zdziwiło mnie to, że w mieszkaniu jest tak cicho...
 – MAMA!!! – pisnął chłopczyk,
 Odwróciłam się i ujrzałam swojego synka, którego trzymał Oliver. Odebrałam od niego dziecko, a chłopiec wtulił się we mnie. Pogłaskałam go po główce. 
 – Trzeba go zabrać do fryzjera – stwierdziłam. – Patrz, jakie robią mu się loczki. 
 – Oj, nie marudź, kochanie – mężczyzna cmoknął mnie w policzek. – Jest piękny, jak jego mamusia. 
 – Podlizujemy się, panie Linden? Liczysz na coś? – poruszyłam zabawnie brwiami. 
– Nawet nie wyobrażasz sobie co teraz zaprzątają moje myśli – zbliżył się do mnie, a następnie złączył nasze usta w pocałunku. 
 – Nie! – zawołał chłopczyk, po czym swoimi małymi rączkami próbował odepchnął ojca. Roześmiałam się głośno i cmoknęłam malca w czoło. 
 – To co, Enzo? Zrobimy coś do jedzenia? – zapytałam synka, na co ten zapiszczał. 
 – Kochanie! – zawołał mąż, zanim opuścił pomieszczenie. – Twój synek zostawił ci małą niespodziankę! 
 – Jasne – warknęłam. – Kiedy trzeba go przebrać to jest mój syn? 
 – Też cię kocham! 
 – Do diabła, z twoim ojcem... – pokręciłam głowę śmiejąc się jednocześnie i wyszłam do pokoju synka, aby zmienić mu pieluchę. 

– Julka! Wyłaź! – zawołałam, pukając w drzwi dziewczynki. – Obiad jest już gotowy. 
Drzwi się otworzyły a w ich progu stanęła dziewięciolatka. Miała na sobie czarne, skórzane spodnie i kurtkę z ćwiekami. Stałam oniemiała, gapiąc się na nią. 
 Dziewczynka wyminęła mnie i ruszyła do salonu. 
 – Oliver! Chodź tu! – warknęłam, szukając mężczyzny. Zastałam go w salonie bawiącego się z Enzo. – Co to znaczy?! – wskazałam na dziewczynkę. – Dlaczego ona ma pomalowane oczy? I... Boże! Czerwone usta?! 
 – Dobra, skarbie – zaczął brunet. – Idź się przebrać. Umówiliśmy się, że będziesz chodzić tak tylko na treningi...
 – Ale tato... – jęknęła. 
 – Żadne ale. Umowa to umowa – mrugnął do niej i się roześmiał. 
 – I zmyj ten lakier z paznokci! – dodałam, gdy mała kierowała się do łazienki. – A ty – wskazałam na męża. – Teraz mi to wytłumaczysz. Ollie! Ona ma dopiero dziewięć lat! 
 – Tak, tak... Wiem kochanie – zrobił minę zbitego psa, próbując pograć mi na uczuciach. O nie, panie Ładny. Nie tym razem. – Byliśmy dzisiaj na pierwszych zajęciach z motocrossowych. 
 – To nie wyjaśnia tego wyglądu – odebrałam od niego synka i posadziłam go na jego fotelu przy stole,  a następnie założyłam mu śliniaczek. Jego błękitne oczy wpatrywały się we mnie, a gdy kręcił głową jego loki lekko podskakiwały. 
 – Najlepsze jest to, że ona nie chce chodzić na motocross – usiadł nadąsany obok Enzo i skrzyżował ręce na piersi. Wyglądał przesłodko tak się denerwując. 
 – Nie wdała się w tatusia? – zaśmiałam się. – A to pech... 
 – No, ale patrz, jak mogłoby być idealnie! I tak spędzam pół dnia na torze ucząc dzieci jeździć, a Julka mogłaby też się uczyć! Mogłaby zrobić to dla tatusia... Prawda, skarbie? – zwrócił się do dziewczynki, która zdążyła do nas wrócić. Miała na sobie krótkie jeansowe spodnie i białą bluzkę. Beż żadnego makijażu, tylko ładny, naturalny wygląd. 
 – Tatuś jest zły, bo chcę się zapisać na żużel – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. 
 – Naprawdę? – uśmiechnęłam się. – To cudownie! 
 – I ty przeciwko mnie, kochanie?! To niesprawiedliwe! 
 – Baby górą – zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek. 
 Usiedliśmy do obiadu, a ja zaczęłam karmić naszego synka, który jak zwykle nie potrafił spokojnie usiedzieć na miejscu. Oliver widząc moje zdenerwowanie zaśmiał się i zamieniliśmy się miejscami, abym to ja mogła teraz w spokoju zjeść. Jednak nie dane mi było nawet usiąść, gdyż ktoś zadzwonił do drzwi. 
 – Otworzę – westchnęłam. 
 – Alex? – zdziwiłam się, gdy w progu ukazał się nasz przyjaciel. – Co ty tu robisz? 
 – Jak to co? – zaśmiał się. – Nie pamiętasz co dzisiaj za dzień? – pokręciłam głową. – No tak... Moja słodka, zapominalska Izzy... Dzisiaj zabieramy dzieciaki do Tripstril. Umówiliśmy się o pierwszej, że po nie przyjadę.
 – No tak! – przyłożyłam rękę do czoła przypominając sobie. – Dacie sobie radę z czwórką dzieci? – zmartwiłam się. 
 – No jasne – zaśmiał się. – Marco ma już siedem lat, a Enzo przy Mary to istny aniołek. Zresztą, przecież ma być z nami Feliks. 
 – Jeszcze Kira miała z wami jechać! – krzyknął Oliver z salonu. 
 – Faktycznie! Jeszcze będzie Kira z Melany, więc myślę, że damy sobie radę – mrugnął do mnie. 
 – Okej, to ja ich spakuję – chciałam się odwrócić, lecz drogę zagrodził mi Oliver. 
 – Już wszystko załatwione – podał wielką walizkę Alexowi. 
 – Po co aż tyle rzeczy? – zdziwiłam się. 
 – Kochanie, przecież mówiłem ci, że zostają później na noc u Alexa. Będzie za późno, żeby ich w nocy budzić i tu przywozić. 
 – Spędzicie miły wieczór razem – dodał Alex. 
 – Bardzo miły – podkreślił Oliver.
 – Dobra, chłopaki. To ja idę po dzieci, a wy zapakujcie wózek do samochodu – wróciłam do kuchni, gdzie właśnie Julka kończyła jeść obiad, a Enzo rozrzucił jedzenie po sobie i swoim krzesełku. Zabrałam go i przebrałam w czyste ubrania i wyszłam na zewnątrz. 
 – No już, dzieciaki – powiedział Alex. – Pożegnać się z rodzicami i jedziemy! 
 – Pa! – Julka przytuliła się do mnie, a następnie do Olivera. Wsiadła do samochodu i nam pomachała. 
 – Pilnuj go – ostrzegłam Alexa. – Jeśli spadnie mu choć włos z głowy, udupię cię, Alex. I nie zapomnij o tabletkach dla Julki. 
 – Tak, tak, wiem – przewrócił oczami. – Dobra, to do jutra! 
 – Do diabła! – krzyknął Enzo, a mężczyźni spojrzeli na mnie zdziwieni. Dzięki, synek. 
 – Ładnych rzeczy uczysz nasze dziecko – powiedział Oliver z udawanym zdenerwowaniem. 
 – Jesteś zły, bo nie umie powiedzieć tato – pomachałam im jeszcze raz, a następnie auto zniknęło za skałami. Zostaliśmy sami. 
– Dlatego uczysz go takich rzeczy? – uniósł brew ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam, jak te piękne, niebieskie oczy patrzą na mnie z czułością. Oliver uśmiechnął się, a ja widząc to poczułam przyjemne ciepło w środku. 
 – Choć, tatku. Mamy masę rzeczy do roboty.
 Poczułam, jak jego ręce oplatają się wokół mojej tali, Następnie uniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. 
 – No weź! Ile my mamy lat? – powiedziałam, a następnie dostałam mocnego klapsa w tyłek. Zapiszczałam.
 – Oj, kochanie – wymruczał. – Mamy wystarczająco dużo lat, na małe zabawy. 
 Zaprowadził mnie do sypialni i położył na łóżku. 
– Chyba należało by panią ukarać, za uczenie dzieci tak brzydkiego słownictwa – stwierdził, patrząc na mnie wzrokiem przepełnionym pożądaniem. Powstrzymałam chichot. 
 – Jak najbardziej, panie Linden – przytaknęłam. – Należy mi się bardzo surowa kara. 
 Oliver pochylił się nade mną, a następnie złączył nasze usta w pocałunku. Poczułam język na swoich wargach, gdy prosił o pozwolenie. Rozchyliłam usta, na po chwili nasze języki walczyły o dominację. Mężczyzna oparł się na jednej ręce a drugą chwycił za zamek od mojej sukni, który znajdował się z boku. Rozpiął go, opuszkami palców jeżdżąc po mojej nagiej skórze. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk, a on przygryzł moją wargę, ssąc ją jednocześnie. 
 – Wiec, jak bardzo mam cię ukarać? – wyszeptał do mojego ucha, a jego pocałunki to wyznaczały sobie ślad och ucha do szczęki. Nim się ocknęłam leżałam już w samej bieliźnie, a mężczyzna pochylał się nade mną nago. Wplotłam mu ręce we włosy i wygięłam się w łuk, pragnąc go jak najbliżej siebie. Oliver jedną dłonią rozpiął mój stanik i wyrzucił go w kąt. Kciukiem toczył koła na moim sutku, zaś po drugim błądził językiem. Czułam przyjemne ciepło w moim podbrzuszu, a w środku niemal eksplodowałam, gdy uświadomiłam sobie, co czeka mnie dalej. 
 Nagle poczułam lekkie ugryzienie na mojej piersi, przez co krzyknęłam bardziej z zaskoczenia niż z bólu. 
 – Uduszę cię, jeśli zrobisz mi tam kolejną malinkę – ostrzegłam śmiejąc się. 
 – Kara to kara, kochanie – pocałował mnie namiętnie w usta, a następnie possał moją pierś. Wiedziałam, że później będę kląć za tą malinkę, ale nie miałam głowy w tym momencie do tego. W moich myślach było zupełnie coś innego. 
 Gdy skończył także z drugą piersią, jego dłoń znalazła się przy mojej bieliźnie. Podniosłam tyłek, aby łatwiej było mu ją ściągnąć. Koronkowe figi przeleciały przez pokój, lądując przy staniku. 
 Jednym pchnięciem wdarł się cały we mnie, a ja głośno jęknęłam. Oplotłam go nogami, a on wchodził we mnie coraz mocniej i przyjemniej. Ponownie wplotłam rękę w jego włosy, a on zaczął mnie namiętnie całować. Jego pchnięcia stawały się coraz szysze, a gdy w końcu wypełnił mnie sobą, oboje padliśmy na łóżko, przepełnieni przyjemnością. Wtuliłam się w jego nagi tors i pocałowałam go w klatkę piersiową. 
 – Kocham cię – wyszeptałam spoglądając na jego oczy. Oliver uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie w usta. 
 – Ja ciebie też. 
 – Musimy wziąć prysznic i zabrać się do roboty – westchnęłam. Na twarzy Olivera pojawił się grymas. 
 – No wiesz co, kochanie? Nie mogliśmy jeszcze chwilę pocieszyć się sobą? 
 Zaśmiałam się. – Mamy cały dzień dla siebie. – Podniosłam się. – Dobra, idę po coś do picia, a gdy wrócę masz być w wannie. Rozumiemy się? 
 – Tak jest, pani Linden – uśmiechnął się. 
 – No to ruchy, przystojniaczku – cmoknęłam go szybko w usta i ruszyłam do kuchni, nago. 
 Wyciągnęłam z lodówki sok, a gdy postawiłam go na blacie przypadkowo zrzuciłam torebkę.
 – Cholera – zaklęłam, gdy dostrzegłam, że jej wnętrze się rozsypało. Przykucnęłam, aby wszystko pozbierać, a moim oczom ukazała się białą koperta z moim imieniem. Odstawiłam torebkę i wpatrując się w kawałek papieru usiadłam na kanapie. Zupełnie o niej zapomniałam. Przyznam, że trochę zżerała mnie ciekawość co w niej jest, ale bardziej zastanawiało mnie dlaczego została zostawiona u mojej terapeutki niż tu, w domu. Rozerwałam papier i spojrzałam na jej treść. Z moich oczu popłynęły łzy, a dłonią zasłoniłam usta, aby nie krzyczeć. 

Śmierć to tylko iluzja.
                       Thea Carstais 



No i mamy epilog :) Nareszcie skończyłam tą historię... Chociaż przyznam, że będzie mi jej trochę brakowało... Historia Izy i Oliviera potoczyła się zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowałam, ale przecież książka zawsze pisze się sama^^ 
Dziękuje wszystkim, którzy śledzili ich losy. Mam nadzieję, że również będziecie za nimi tęsknić, jak ja :* 
Zapraszam na pozostałe blogi mojej twórczości. Może coś wam przypadnie do gustu, a jeśli będziecie chętni, to przeżyjcie ich historię jeszcze raz <3 Za niedługo powstanie to opowiadanie na Wattpadzie i oczywiście postaram się poprawić wszystkie błędy, które wcześniej wystąpiły< 3 
To do następnego, kochani! 
Pozdrawiam!
Seoanaa/Lonely S

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 39

Dwa tygodnie później...

 Dni były przepełnione słońcem i świeżym powietrzem. Morska bryza co dzień budziła mieszkańców wyspy Krk. Piękne przejrzyste morze zachwycało swoim widokiem wszystkich turystów, jak i stałych mieszkańców. Iza także była zachwycona tym widokiem. Pomimo początkowej niechęci szybko zdała sobie sprawę, że to miejsce jest idealne. Cisza i spokój - a tego teraz było jej najbardziej potrzebne. 
 Dzięki pomocy Olivera nie załamała się tak, jak wcześniej. Teraz wiedziała, że ma wokół siebie przyjaciół, którym zależy na niej. 
 Ich dom znajdował się niedaleko kamiennej plaży. Wokół niej piętrzyły się drobne skały, dzięki czemu miała swój własny azyl, gdzie mogła chociaż przez chwilę napawać się spokojem. Kilka suchych gałęzi walało się wokół, jednak nikt obcy tu nie zaglądał. Dom był wielki - zbyt wielki nawet na tak liczną grupę. W mieszkaniu znajdowało się siedem osób. Oliver nie spuszczał swojego młodszego brata z oka. Sprawdzał wszystkie jego pomysły, interesy czy wyjścia. Nawet dał mu kilku dniowy szlaban, po tym, jak młodszy spóźnił się o kilka minut do domu (zabrał mu laptopa i odciął dostęp do internetu, aby uniemożliwić korzystanie z innych urządzeń). Oczywiście Iza pomagała mu wymykać się z domu w środku nocy. Wiedziała, że nie zrobiłby nic głupiego, a potrzebował chwilę samotności, aby odreagować ostatnie wydarzenia. Nie tylko ona po tym wszystkim była zagubiona. 
 Feliks próbował nadrobić stracony czas z blondynkom. Chciał wynagrodzić jej wszystko, co zrobił, aby zapewnić siostrze bezpieczeństwo. 
 Parę dni po ich przyjeździe dołączyli do nich Alex z Amandą - jego dziewczyną. Nie potrafili całkowicie odłączyć się od swojej przeszłości czy o niej zapomnieć. A przy nich czuli się, jak z rodziną. Zresztą, dziewczyny bardzo się zaprzyjaźniły. 
 Po długiej rozmowie z Magdą, w końcu doszły do jakiegoś porozumienia i teraz to Julka była ze swoją matką. Jej towarzystwo bardzo pomogło blondynce zebrać się do kupy. 
 - Mamo! - pisnęła dziewczynka, chlapiąc ją wodą. 
 Iza aż krzyknęła, gdy poczuła jej zimno na rozgrzanej skórze. 
 - Boże, Julka! Ale zaraz ci się za to oberwie - zagroziła, choć w jej głosie można było usłyszeć rozbawienie. 
 Ruszyła za swoją córeczką, która biegła po wodzie. Na nogach miała wodne obuwie, aby nie zranić stopy o skały czy jeżowce. Dziewczynka biegła jednocześnie się śmiejąc. W końcu matka porwała ją w ramiona i okręciły się wokół własnej osi. 
 - I co mam teraz z tobą zrobić? - zapytała się małej, lecz w odpowiedzi usłyszała wybuch śmiechu. - Masz wszystko co potrzebujesz? - Dziewczynka wskazała palcem na wiaderko przepełnione kamyczkami i muszelkami. - Czyli możemy wracać do domu? 
 - Nie! Ja chce na lody! 
 Iza pokręciła głową, śmiejąc się pod nosem. Wróciła na kamień, na którym rozłożyła ręcznik i zaczęła pakować swoje rzeczy. Ubrała kremową, zwiewną sukienkę na strój, zaś córeczce założyła krótkie szorty i koszulkę. Oczywiście mała założyła taki sam, lecz mniejszy kapelusz niż jej matka. Iza schyliła się, żeby zapiąć małej buciki, po czym przerzuciła torbę przez ramię. Ruszyły do pobliskiego barku, gdzie kupiły lody. 
 - Mamo! Mamo! - krzyczała dziewczynka ciągnąc blondynkę za sukienkę. Iza odwróciła się do niej, chcąc zobaczyć co wzbudziło taką ekscytację jej córki. - Wujek Loli przyjechał - wskazała palcem na brązowego jeepa, który właśnie zaparkował nieopodal ich. Brunet uśmiechnął się do nich, gdy obydwie spojrzały na niego. Wysiadł z terenówki i ruszył w ich kierunku. 
 Mała skoczyła w objęcia bruneta. 
 - Mieliśmy się spotkać w domu - powiedziała blondynka podchodząc do niego. 
 - Taa... Ale musiałem załatwić coś na mieście i pomyślałem, że zabiorę was z powrotem - chłopak przywitał się z Izą, całując ją w policzek. 
 - Przy okazji przydałoby się zrobić jakieś zakupy - odparła. - Hormony jej buzują, a Alex ma już dość spełniania jej zachcianek. Podał mi listę rzeczy, które ona chce - zmarszczyła brwi wyciągając kartkę z torebki. - Nie znam większości tych rzeczy - podała mu kartkę.
 - Cholera - zaklął, po czym przeprosił za przekleństwo. - To zajmie nam pół dnia, a moja niespodzianka nie wytrzyma tak długo w aucie, więc będziemy musieli najpierw wstąpić do domu. 
 - Julce także nie uśmiecha się chodzenie po sklepach, prawda? - zwróciła się do dziewczynki, która energicznie pokiwała głową.
 - Co to za niespodzianka, Loli? - zapytała dziewczynka. 
 - To coś za co twoja mamusia mnie znienawidzi i coś dzięki czemu ty będziesz szczęśliwa - mruknął Oliver. 
 - Nie zrobiłeś tego! - wyznała przerażona Iza. 
 - Owszem, zrobiłem - uśmiechnął się i posadził Julkę na ziemię. - Idź do auta - zwrócił się do niej. - Zobacz na tylne siedzenie - polecił. 
 Dziecko zrobiło to o co Oliver poprosił. 
 - Chyba powiedziałam coś na ten temat - warknęła. 
 - Oj, Izuś - uśmiechnął się. - Spójrz jaka jest szczęśliwa - wskazał palcem na dziecko, które właśnie wyciągnęło z pudełka zwierzątko. Mały kotek z czerwoną wstążką związaną wokół szyi znajdował się teraz w jej ramionach. Julka zaczęła piszczeć i skakać ze szczęścia. 
 - Tak, ale to ja później będę się musiała zajmować tym zwierzakiem - skrzyżowała ręce. 
 - Wiem, ale ja ci w tym pomogę - objął ją w pasie i obydwoje ruszyli w stronę samochodu. 
 Gdy już dotarli do domku, Iza zostawiła swoje rzeczy w pokoju i zebrała ze sobą mniejszą torebkę, do której wrzuciła kilka rzeczy i zeszła na dół. Jej córka właśnie pokazywała swojego kotka Feliksowi. Zostawiając córkę pod jego opiekę udali się z Oliverem na zakupy. 
 Lista była bardzo długa, a w większości Iza nie znała tych rzeczy. Omal nie wybuchła śmiechem, gdy Oliver z grymasem na twarzy przyniósł kilka krabów i kałamarnic, po czym wykreślił te pozycje z kartki. Były one zapisane po niemiecku, dlatego też dziewczyna niezbyt rozumiała co miałaby kupić. Gdy w końcu dotarli do domu z niemal zapakowanym po brzegi samochodem, chłopak kazał jej iść do salonu, aby ta nie nadwyrężała się niosąc zakupy. 
 - No nareszcie! - krzyknął Alex z słabym niemieckim akcentem. - Amanda nie daje mi żyć - westchnął, po czym wyciągnął pudełko lodów z torby. Nałożył do miski kilka gałek, posypał je wiórkami kokosowymi, a na koniec polał karmelem. - Pycha - mruknął niezadowolony. - Mam nadzieję, że jak urodzi to się skończy. Inaczej zeświruje. 
 - Powodzenia - roześmiała się blondynka. - Mnie jeszcze przez kilka tygodni męczyły po porodzie. 
 - Boże... - jęknął, po czym ruszył do ich sypialni zanosząc Amandzie lody.
 - Czyli nie masz już żadnych zachcianek? - zapytał Oliver. Dziewczyna pokręciła głową.- A te chrupki? - wskazał palcem. - Czy przypadkiem przez nie nie zwiedziliśmy dodatkowo kilka sklepów? 
 - To dla Julki - oburzyła się. - Ona uwielbia te wafelki z czekoladą. 
 - Więc czemu je jesz?- Chłopak uniósł wyczekująco brew. 
 Blondynka odłożyła paczkę i naburmuszona usiadła obok swojego brata w salonie. Za sobą usłyszała tylko śmiech Olivera, który teraz samotnie rozpakowywał zakupy. 
 - Jak się czujesz? - zapytał jej brat. 
 - Już lepiej. Nawet sama mogę korzystać z toalety - zachichotała przypominając sobie, jak długą kłótnie odbyła z Oliverem, aby ten odwołał zatrudnioną pielęgniarkę. Już po tygodniu czuła się lepiej i mogła chodzić, lekko kuśtykając, lecz ten dla bezpieczeństwa kazał jej przeleżeć kolejny tydzień w łóżku. Dziś był wyjątek. Ubłagała go - choć tak naprawdę zagroziła wymknięciem w nocy - aby mogła wyjść z córką na spacer. 
 - Wieczorem chcemy zrobić grilla. Przyłączysz się do nas? 
 - Nie, dzięki - Feliks pokręcił głową. 
 - Nie znajdziesz jej - szepnęła, po czym położyła dłoń na jego ramieniu. - Gdyby Thea chciała zostać znaleziona, to byś już dawno przy niej był. Musisz po prostu zrozumieć, że odeszła - powiedziała, choć sama nie wierzyła w swoje słowa. 
 Obecność Thei była bardzo ważna. Szczególnie teraz, gdy jej rodzina cierpiała. Była rozbita i rozrzucona po wszystkich częściach kraju. 
 - A może pojechalibyśmy... - zaczęła, jednak zaraz umilkła. Feliks pogłośnił telewizor i teraz cała trójka wpatrywała się w wiadomości. 
" Dziś schwytano jednego z członka tajnej organizacji, która na swoim koncie miała kilka poważnych przestępstw. Thea Calvani, lat 24 przewodziła kilkuosobową szajką. W trakcie rozprawy przyznała się do zabójstwa Xawiera Delroya, jego brata Marcusa i włamania się do Narodowego Banku RNA. Niestety, nie mamy żadnych informacji co do jej życia, ani osób, z którymi współpracowała. Wiemy jedynie, że Thea wzięła całą winę na siebie i właśnie w tym momencie zostaje przetransportowana do więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie zostanie poddana czterokrotnej karze śmierci". 
 Obraz zmienił się i już nie widziano wyprowadzaną ją z sądu, tylko ciemny autobus z policyjną obstawą. 
 - To niemożliwe - wyszeptała. 
 Nagranie pokazywano, jakby z lotu ptaka. Jednak nagle obraz poruszył się. Coś w nim wstrząśnięto, a gdy ponownie pokazano autobus, ten już płonął. Następne co mogli dostrzec to biały ekran i przerwaną emisję programu. 
 Feliks wypadł z domu, jakby wystrzelono go z procy. Zaraz po nim, do pomieszczenia wszedł Alex. 
 Spojrzał na pozostałą dwójkę i zmarszczył brwi. 
 - Czy coś się stało? - zapytał. 
 Oliver pierwszy odwrócił się w jego stronę.
 - Zabrali ją - wyszeptał. - Aresztowali Theę...
 - Pierdolisz - zdziwił się. 
 - A teraz ona nie żyje - dodała Iza, po czym zaczęła płakać.



sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 38

 Dni zlewały się w jedność. Dla Izy nie było żadnej różnicy, czy jest ranek, czy też noc. Większość przesypiała, robiąc małe przerwy. Jej rany goiły się wolno, ale na szczęście nie wdała się żadna infekcja. Speedy wiedziała co robić.
 Tydzień po zniknięciu brunetki wszyscy wracali do swoich zajęć. A przynajmniej próbowali.
 Mel i Jack wrócili do Krakowa, aby kontynuować swoje "normalne" życie. Każdy z nich próbował zapomnieć o burzliwej przeszłości, która była jedną wielką intrygą Thei. Część z nich rozumiała i współczuła jej, ale czuli się przez nią oszukani i zdradzeni. Najgorzej jednak zniósł to Bash, który czuł, jak cząstka niego odchodzi wraz z nią.
 Iza sięgnęła po naszyjnik w kształcie krzyża, a następnie zawiesiła go sobie na szyi. Palcem przejechała po zimnym metalu, czując pod opuszkami wyryty napis. Wygładziła sukienkę i sięgnęła po kule, po czym wyszła z pokoju. Doszła do windy, którą zjechała na dół, gdzie czekała na nią reszta.
 Ten dzień nie był jednym z najgorszych dni jej życia. Właśnie dzisiaj miała pożegnać swojego przyjaciela i chłopaka. Dzisiaj szła na pogrzeb Lucka.
 Oliver czekał cierpliwie na blondynkę, co chwila spoglądając w zegarek. Wiedział, że nie zaczną bez niej, ale chciał mieć to już za sobą. Przez ostatnie dni był świadkiem, jak całe jego życie zostaje zrujnowane. Rodzina rozsypuje się, a przyjaciele odchodzą. Rozumiał Basha i jego rozpacz, ale sam też był bardzo związany z siostrą. To właśnie ona uratowała go przed totalną katastrofą. Sprawiła, że znów zaczął żyć. A teraz jej nie było. Zniknęła i zostawiła go samego, bez żadnej pomocy czy wsparcia.
 Gdy usłyszał pisk windy uniósł głowę do góry. Metalowe drzwi otworzyły się, a w nich ujrzał Izę, ubraną w białą sukienkę. Jej ubranie było kontrowersyjne, zważywszy na to, gdzie się teraz udawali. Biała sukienka na pogrzeb?
 Dziewczyna, jakby słysząc jego pytanie odparła:
 - Luck niecierpił czarnego - uśmiechnęła się blado. - Biel oznaczała żałobę i czystość, zaś czerń była grzechem.
 Brunet pomógł jej wejść do samochodu, a następnie zajął miejsce kierowcy i ruszył w stronę kaplicy.
 Przed kaplicą stało już kilkanaście samochodów. Iza dostrzegła wśród grupki ludzi swojego brata, rozmawiającego z Rafaelem. Przyjaciel zmarłego miał na sobie biały garnitur, zaś Bash czarny z białą koszulą. Była wdzięczna bratu za wsparcie, chociaż wiedziała, że nigdy nie popierał ich związku. 
 Rafael dostrzegając blondynkę przeprosił swojego rozmówcę i udał się w jej stronę. Pomógł dziewczynie wyjść z samochodu i przytulił ją. Tak samo, jak ona, potrzebował czyjegoś wsparcia. A Iza rozumiała go, jak nikt inny.
 - Tak bardzo mi go brakuje... - wyszeptała, chowając twarz w jego piersi. 
 - Mi też, Bella - odparł z mocnym, hiszpańskim akcentem. - Chodźmy do środka. Wszyscy czekali na ciebie, chica.

 Pogrzeb przebiegł bez żadnych komplikacji. Rafael cały czas czuwał przy niej, tak jak Oliver. Obydwoje nie spuszczali z niej oczów, jakby bojąc się, że Iza rozklei się i załamie, gdy tylko odwrócą wzrok. Ku ich zdziwieniu, dziewczyna przetrwała całą ceremonią, a łzy spłynęły po jej policzkach, gdy chowano trumnę. Położyła bukiet kalii przed nagrobkiem, a następnie zaczęto składać jej kondolencję. 
 Iza nie znała większości ludzi. Część kojarzyła z jego clubu czy też z domu, gdzie robili za ochroniarzy. Oliver postanowił zostawić ją z Rafaelem, aby ci mogli w spokoju pożegnać Lucka. 
 - Co teraz będzie? - zwróciła się do Hiszpana. 
 - Iza.. - westchnął. - Muszę ci coś powiedzieć.
 Zmarszczyła brwi, po czym spojrzała na mężczyznę. Nie patrzył na nią. 
 - Chciał, żebym ci to dał - podał jej kopertę, którą wyciągnął z marynarki. - Powinnaś znać prawdę. 
 Dziewczyna wpatrywała się w biały papier, jednak nie potrafiła go przyjąć. Zdawała sobie sprawę, że znajdują się w niej ostatnie słowa Lucka. Do niej. 
 - Jutro wyjeżdżamy. Pomyślałem, że chłopacy ucieszą się, gdy wrócimy do domu.
 - A co z... - urwała wciąż wpatrując się w kopertę. 
 - Byłem jego zastępcą, więc to ja obejmuję po nim władzę. Mamy kilka zakładów na całym świecie, jednak nasz główny znajdował się tu, w Polce. Teraz przenosimy się do Madrytu. 
 - Zaopiekuj się nimi - szepnęła. - Luck'owi bardzo zależało na waszym przedsięwzięciu. Byliście jego rodziną. 
  Chłopak pokręcił głową. 
 - Nie, chica. To ty byłaś jego rodziną. Ty i Julianna. Kochał was całym sercem, a my byliśmy jedynie jego przyjaciółmi, z którymi łączył burzliwą przeszłość. Wy byliście jego przyszłością. Całym szczęściem... - zrobił krótką przerwę. - Weź to - wsadził jej kopertę do ręki. - Chciał, abym dał ci jeszcze kilka jego rzeczy, ale jestem pewien, że sama sobie coś wybierzesz. Wiem, że masz klucze do jego mieszkania. Oczywiście, jeśli będziesz chciała tam zamieszkać nie będę stał na twojej drodze. Jego dom jest teraz twój i możesz robić z nim co ci się tylko podoba - przytulił ją. 
 Iza była w wielkim szoku. Nie potrafiła myśleć trzeźwo w takich okolicznościach. 
 - Dziękuje, Raf - wyszeptała. 
 - To ja tobie dziękuje, chica. Zmieniłaś go, jak i nas wszystkich. Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała pomocy, wiesz, gdzie się udać - puścił do niej oko, a następnie odszedł. 
 Ręka dziewczyna, w której trzymała kopertę, drżała, a ona sama nie czuła się lepiej. Ostatni raz spojrzała na wielki stos kwiatów, które zostały ułożone na trumnie. Czuła pustkę w sercu. 
 - Żegnaj, kochany. Już na zawsze zostaniesz w moim sercu. 

 Oliver z trudem patrzył na cierpienie swojej przyjaciółki. Próbował ją wspierać, być dla niej podporą, jednak to było zbyt trudne, zważywszy na tą sytuację. Pomagał jej na tyle, na ile sama pozwalała. Póki Iza nie zgodziła się na nic więcej, trzymał się na bezpiecznej odległości. 
 Dziewczyna leżała w salonie, oglądając jakiś film. Kopertę, którą otrzymała od Rafaela, położyła na stole. List wciąż był zamknięty. 
 -Czy... - zwróciła się do niego.- Rozmawiałeś może z Magdą? 
 - Tak - odparł i usiadł obok niej. - Iza, musimy w końcu porozmawiać o naszej przyszłości. Wiem, że nie będziesz chciała wrócić do swojego domu, ale tutaj również nie możemy zostać. 
 - Zamieszkam u Lucka - powiedziała ochrypłym głosem. 
 - Nie - pokręcił głową. - Nie zostawię cię samej. Myślałem nad tym, żeby wyjechać stąd. Felix powiedział, że to dobrze ci zrobi. Zmiana otoczenia... Może nam też to wyjdzie na dobre? 
 - Ja i Julka damy sobie radę. Nie musisz się o nas martwić. 
 - Oczywiście, że muszę. Iza... Zależy mi na was i na waszym dobru. Magda mówiła, że od waszej ostatniej wizyty Julka cały czas się o ciebie pyta. Nie chce już z nią mieszkać. 
 - I nie musi. Jak tylko wyzdrowieję zabieram ją. 
 - Felix już po nią pojechał. Rozmawiałem z Max'em i obydwoje doszliśmy do porozumienia. To nie jest miejsce dla nas. Dziewczyny chcą tu zostać, ale my wyjeżdżamy. Myśleliśmy o jakimś ciepłym miejscu. Może Chorwacja? Co ty na to? - zapytał. 
 Iza widząc jego starania, uśmiechnęła się. Była mu bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc. Chciała aby jej także udzielił się jego dobry humor 
 - To by było cudowne - powiedziała, po czym przytuliła się do niego. - Chciałabym wyjechać, jak najszybciej. 
 - Nie ma sprawy - uśmiechnął się. - Max mówił, że w każdej chwili może zarezerwować nam samolot. Powiem mu, że wylatujemy jutro wieczorem. Zrobię ci herbaty - oznajmił, po czym ruszył w stronę kuchni. 
 Wzrok Izy powędrował na kopertę. Wzięła głęboki wdech i otworzyła list, pozwalając aby łzy spływały po jej policzkach.

Mi Amore, 

jeśli to czytasz, nasz plan się powiódł i jesteś bezpieczna. Ale znaczy to też również tyle, że mnie przy tobie nie ma. Przepraszam, że wciągnąłem Cię w świat, który tak naprawdę nie powinien Cię dotyczyć. Zniszczyłem tak piękną i drobną istotę... 
 Poprosiłem Theę, aby wyznała Ci prawdę, gdyż ja już na pewno nie zdążę. Nie obwiniaj się za to. Dave był i zawsze będzie zakałą naszej małej rodziny. Ale był też moim przyjacielem Wiem, że nie powinienem, ale proszę Ciebie o przebaczenie dla niego. Choć mieliśmy te same problemy, on inaczej je zniósł. Nigdy sobie z nimi nie poradził, a za każde niepowodzenie obwiniał mnie. Nie jestem na niego zły. Mam jedynie nadzieje, że Bóg przyjmie go z otwartymi ramionami. 
 Querido, byłaś jedynym dobrem w moim życiu. Dowodem decyzji, której nigdy nie żałowałem. Nie wiem, czy Thea opowiedziała Ci o okolicznościach waszego spotkania, ale ja także uczestniczyłem w tym spisku. Byłem z nią, gdy poznała Felixa i byłem też przy niej, gdy chciała Ciebie zabić. Bałem się spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć prawdę. Nie zasłużyłaś na to, ani na nic przez co przeze mnie przecierpiałaś. Dawałaś mi tyle dobra, a ja w zamian Cię raniłem. Nie proszę Cię o przebaczenie, bo nie chcę żebyś mi to wybaczyła, querido. Nie zasługuję na to. 
 Bello, jest tyle rzeczy, które chciałbym Ci powiedzieć. I tyle, za które chcę przeprosić. 
 Dzień, w którym pierwszy raz Cię ujrzałem, był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Czułem, jak moje corazón znowu bije. Uwierzyłem, że jednak Bóg o mnie nie zapomniał i właśnie miałem zostać nagrodzony. 
 Nie winię Cię za to, że nasz związek Cię przerósł. Że wystraszyłaś się odpowiedzialności, jaką sprowadził na Ciebie nasz Aniołek. I jest mi jedynie przykro, że nie ufałaś mi na tyle, żeby zwrócić się do mnie o pomoc. Zawsze pragnąłem mieć potomka i jestem szczęśliwy, że mogę mieć ją z Tobą. Jest równie piękna, jak jej matka. 
 Querido, nie wiem co mógłbym Ci powiedzieć. Nie będę już przy Tobie, ale jestem pewien, że Rafael pomoże Ci, gdybyś tego potrzebowała. Wszystko co moje, należy teraz do Ciebie. Pragnę, aby nic Ci nie brakowało i mam nadzieję, że tak też będzie. 
 Kocham Cię, mi amore. I wiem, że chociaż nie żyję, zawszę będę przy Tobie. Moje serce, dusze, a teraz i ciało należy do Ciebie. 
 Esperando por ti.
 Twój
Lucio

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 37


 Oliver wszedł do salonu, dostrzegając, że wszyscy utkwili w niego swoje spojrzenia. Na ich twarzy malował się smutek, żal i chyba niedowierzanie. Nikt nie rozumiał sytuacji, w której się znaleźli. Nie wiedzieli jakim cudem udało im się przeżyć. Wyszli z tego niemal bez szwanku.
 - Nadal tego, kurwa, nie rozumiem - szepnął jeden ze snajperów. Oliver niestety nie znał ich za dobrze, więc miał też problem z zapamiętaniem jego imienia.
 - Zamknij się, Jack - warknęła Mel. - Później będziemy to roztrząsać.
 - Później? Zróbmy to teraz - wstał i rzucił woreczek z lodem, który przykładał sobie do kolana. - Mieliśmy wydostać ją z magazynu. Kilka magazynów znajdowało się obok niego. My zajęliśmy się oczyszczaniem terenu. A potem nastała cisza w słuchawce. I teraz ktoś z was dokończy mi tą bajeczkę - warknął.
 - Zajęli naszą linię - odezwał się ciemnowłosy. - Rozdzieliliśmy się i wtedy nas dopadli.
 - Ja pierdole - skomentował to mój młodszy brat.
 - Max! - krzyknął starszy brat. Jakim prawem ten gówniarz tak się wyrażał?
 - Taka prawda, Ollie. Pierwsza zasada : Nigdy się nie rozdzielamy. To co przytrafiło się Luckowi jest naszą winą. Zawaliliśmy na całej linii i widać tego efekty - westchnął. - Rozdzieliliśmy się. Mieli każdego z nas na wyłączność. Dobrze się wami zajęli - zakpił.
 - Nie wiedzieliśmy, że Iza nie była ich celem. Z góry to założyliśmy i nie myśleliśmy racjonalnie.
 - Mówiłem już kiedyś, że sprawy osobiste to najgorsze jakie mogą być? I widać tego, kurwa, efekty - skomentował drugi snajper.
 - A co innego mielibyśmy zrobić? - wtrącił się Oliver. - Gdybyś to ty, albo któreś z was było na jej miejscu, to nie ruszylibyście na pomoc?
 - Oliver, to nie o to chodzi - westchnęła Mel.
 - Wiesz co? Ta cała sprawa jest jednym, wielkim gównem. Nie wiem dlaczego Speedy postanowiła mieszać się w moje życie, po tym, jak mnie zostawiła, ale wiedz, że mam w dupie to, kim dla mnie jesteście. Wy - wskazał na parę siedzącą obok niego - możecie być moimi sponsorami, jej przyjaciółmi czy kim tam chcecie być, a wy? - wskazał na wszystkich zebranych. - Jeśli jesteście jej rodziną to zachowujcie się, jak rodzina. Straciliśmy już zbyt wiele, aby teraz się rozsypać. I może niektórzy z was znają Speedy od dawna, ale ja widziałem tą prawdziwą "ją". Zwykłą, beztroską dziewczyną, która uwielbiała zabawę. I widzę, jak teraz się zmieniła. Nie powinniście ją za nic obwiniać, bo nie jest niczemu winna. Jest młoda i sama sobie w tym wszystkim nie radzi. Widzę, jak ledwo łączy początek z końcem, a teraz jeszcze ta sytuacja... Proszę was jedynie o wyrozumiałość i postawcie się w jej sytuacji - zamilkł, gdy do pomieszczenia weszła Speedy.
 - Dziękuje, braciszku, za tą przemowę, ale nie musisz się mną przejmować. Ja zawsze daję sobie radę - kolejne kłamstwo bez żadnego problemu wyszło z jej ust. - Pamiętacie, gdy wam wspomniałam o swojej przeszłości? Moja matka popełniła samobójstwo, gdy już nie wytrzymała presji swojego alfonsa. Po paru latach spotkałam tego skurwysyna i zemściłam się na nim - poczuła, jak w brzuchu pojawia się supeł, a głos powoli jej się załamywał.
 - Thea, nie musisz tego mówić - wtrącił Bash, jednak zignorowała jego uwagę.
 - Zniszczył moje życie, więc ja i jego zniszczyłam. Zamierzałam powoli ingerować w jego życie. Spotkałam się z nim twarzą w twarz i przypomnieć mu o sobie. Rozpoznał mnie, ale wyśmiał moje zamiary. Wtedy zabiłam jego pierwszego syna. Drugiego pozbyłam się z przyjemnością. Wyświadczając komuś przysługę, sama ją sobie wyświadczyłam. Trzeciego syna zostawiłam na później, chcąc zająć się jego nieślubnym dzieckiem. Pamiętasz, Ollie gościa, który ukradł mi samochód? - zwróciła się do brata. - Były w nim informacje na jej temat. Gdy je w końcu odzyskałam... Chciałam mieć to już za sobą, więc wyjechałam na parę dni do Polski, aby ją zlikwidować. Wybacz, Filip - wyszeptała. - Gdy poznałam Basha, tak na prawdę nie chciałam się z nikim związywać. Pojechałam tam, aby sprawdzić swoją ofiarę. I znalazłam ją tańczącą na parkiecie.  W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że ona nie jest niczemu winna. Jego synowie stawali się tacy sami jak tatuś, a ona... nie miała pojęcia kto jest jej ojcem. 
 Większość słuchaczy oniemiała z przerażenia. Stało się to, czego obawiała się najbardziej - jej przeszłość musiała wyjść na jaw. Nie mogła temu zaprzeczyć, ani tego ukryć. 
 - Jesteście dla mnie rodziną - przemówiła drżącym głosem. - I wiem, że to co robiłam kiedyś, nie jest fair, ale nie mogę tego zmienić. Nie jestem z siebie dumna, ale... To bolało. Szczególnie, gdy te wspomnienia wracały i za każdym razem widziałam jego. Nie spałam po nocach, obawiając się, że znowu go spotkam i w końcu znalazłam sposób. Wtedy wydawało mi się jedynym rozwiązaniem... 
 Filip spojrzał na swoją dziewczynę. Pierwszy raz spojrzał na nią, a w jego oczach można było dostrzec rozczarowanie. Wstał i bez słowa opuścił pomieszczenie, co było jeszcze większym ciosem dla Speedy. 
 - Zawsze byliście mi wierni i ja też byłam wam wierna - przemówiła ponownie. - Jeśli chcecie odejść, możecie. Możecie wyjechać gdziekolwiek tylko chcecie, gdyż jesteście wolni. Nie ma na was żadnego oskarżenia. Zostaliście oczyszczeni - omiotła wzrokiem wszystkich zebranych, po czym opuściła pomieszczenie.
 W pokoju panowała cisza, póki Jack jej nie przerwał. 
 - Jasna cholera - szepnął, głośno wzdychając. 
 - No - potwierdziła Mel. 
 - Tylko tyle macie do powiedzenia? - warknął Oliver. 
 - A czego się spodziewałeś, chłopczyku? - krzyknął ***. - Mieliśmy się do niej przytulić i powiedzieć " To nic, że jesteś mściwą zdzirą. My i tak cię kochamy" ? To nie ta bajka!
 - Moglibyście chociaż postawić się w jej sytuacji! - odwarknął chłopak.
 - Oliver - przemówiła Mel. - Ona obsesyjnie kontrolowała każdy nasz ruch. Twoje życie było wielką iluzją, jak i życie Izy. Mieliśmy na was oko, a wy o niczym nie wiedzieliście. Udawaliśmy waszych przyjaciół, sponsorów... Twoje spotkanie z Izą też nie było przypadkowe. Znalazłeś się tam, bo ona tak chciała. I my to szanowaliśmy... ale z czasem było coraz gorzej. A teraz właśnie dowiedzieliśmy się o jej przeszłości. Daj nam czas . 
 Oprócz Olivera wszyscy opuścili pokój. Chłopak siedział sam z całym tym gównem, które przed chwilą wyszło na jaw. Nie wiedział co miał zrobić ze sobą. Wszystko co sam osiągnął - a przynajmniej tak myślał - okazało się być kłamstwem. Zawsze walczył o nią i o ich przyjaźń, a teraz wyglądało na to, że ona się poddała. Czy i on też miał to zrobić?
 - Ciężko, braciszku? - odezwał się Max. Chłopak uniósł głowę, patrząc na brata. 
 - Muszę się napić - wykrztusił. 
 Młodszy podszedł do barku i podał Oliverowi butelkę whisky. Dwie szklanki wypełnione lodem zostały położone na stole. 
 - A ty co tak się gapisz? Sam nie będziesz pić - powiedział rozbawiony. 
Starszy brat bez słowa polał. Jednak jego szklanka była bardziej zapełniona. 
 - Życie jest do dupy - westchnął. 
 - Czyż to nie jest dziwne? - zagadnął młodszy. - Jednego dnia jesteś znanym motocrossowcem, a następnego dowiadujesz się, że masz siostrę, ojciec był jakimś popieprzonym gangsterem, twoja dziewczyna tak naprawdę jest córką jakiegoś pedofila, a na dodatek Thea przeżyła istne piekło w dzieciństwie. Takie wyznania potrafią zmienić człowieka. 
 - A jaką ty odgrywasz w tym wszystkim rolę? - zapytał brata.
 - Ja? - Uśmiechnął się Profesorek. - Może i mam czternaście lat, ale to ja was wszystkich pilnuję i to właśnie dzięki mnie nie wpadliście w jeszcze większe bagno. 


Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani!!! 

 Rozdział dedykuję Katarinie, dzięki której spędziłam zajebistego Sylwestra : * 
Kochanie, jesteś MEGA^^
PS. Zostaw mojego psa w spokoju! 

Obserwatorzy