poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 17


     Oliver od razu pobiegł pod wskazane przez Emme miejsce. Minął małą grupkę chichoczących dziewczyn i już po chwili znalazł się obok Jareda na którym ramieniu opierała się Iza. Wbrew temu co powiedziała kobieta, była przytomna, jednak wyglądała na kompletnie zmęczoną. Upiła mały łyk wody i posłała mu słaby uśmiech.
- Co się stało?- Zwrócił się do niej, jednak ta nie odpowiedziała tylko wzruszyła ramionami. Zatroskany chłopak podszedł do niej i chwycił dłonią jej podbródek. W jej małych oczkach zebrały się łzy. Była blisko wybuchnięcia płaczem, jednak powstrzymała się od tego.
- Iza...- Zaczął niepewnie.
- Widzisz tamtą dziewczynę? - Wskazała lekkim kiwnięciem głowy brunetkę, która stała od nich kilka kroków dalej. Oliver odwrócił się do niej i zmarszczył brwi, lustrując ją wzrokiem. Była to jedna z wielu dziewczyn jakie widział. Musiał przyznać, że na prawdę wygląda nieźle, jednak poczuł do niej wielką niechęć. Miał wrażenie, że jest to jedna z tych bezwzględnych suk. Była zbyt pewna siebie, co nie wróżyło nic dobrego dla niej, jak i innych.
- To była dziewczyna mojego brata... - odparła niepewnie. Gdy tylko ją ujrzała, wszystkie wspomnienia wróciły. Miała wrażenie, że jej brat jest przy niej, a na dłoniach widniała jego krew. Ujrzawszy ją usłyszała dźwięk wystrzelającej broni, który był dla niej sygnałem. Przez niego straciła władze nad wszystkimi mięśniami. Miała do siebie pretensje, że tego nie przemyślała. Przecież to był właśnie ulubiony zespół jej byłej przyjaciółki, więc nie było możliwości, aby ta odpuściła sobie ten koncert, zwłaszcza, że był tak blisko.
- Nie przejmuj się nią- odparł chłopak pocieszając ją. - Ona nie powinna zepsuć ci zabawy. To twoja przeszłość, o której powinnaś zapomnieć. Teraz jest inaczej. Lepiej.
- Wiem Ollie. Ale to boli... Zwłaszcza, że wciąż się na mnie patrzy. Jestem pewna, że rozmawiają teraz o mnie.
- Iza... - powiedział zniecierpliwiony chłopak.- Czym ty się przejmujesz? To, że kilka osób powie coś o tobie, zmieni coś? A niech sobie gadają! Ale jestem pewien, że są po prostu zazdrosne. Nie każdy może publicznie pokazać się z takim przystojniakiem- wskazał kciukami na siebie, poruszając przy tym śmiesznie brwiami. Dziewczyna wybuchła śmiechem. - No! A teraz ten uśmiech ma zostać na twojej twarzy!
- Już wszystko dobrze?- Wtrącił zmartwiony Jared. Dziewczyna skinęła głową.- To może pójdziemy na jakiegoś drinka? - Zaproponował muzyk. Wszyscy z chęcią się zgodzili na jego propozycje. W towarzystwie słynnych braci, swojego przyjaciela i kilka osób z zespołu, wyszła ze stadionu. Rzuciła triumfalne spojrzenie swojej byłej przyjaciółce, która gotowała się ze złości. Była dumna z tego, że w końcu może jej dopiec.

     Dwa dni w Niemczech, podobały się Izie. Nie dość, że się świetnie bawiła, to miała okazję poznać tylu sławnych ludzi. Przez chwile mogła się oderwać od rzeczywistości. Ale nie na długo. Musiała w końcu wrócić i zacząć normalne życie w świecie dorosłych. Sama tak wybrała i teraz ponosiła tego konsekwencje. Plan jaki przygotowała dla siebie i dziecka był trudny, jednak możliwy do realizacji. Na szczęście ponowne spotkanie z ciotka i jej córka poprawiło jej humor. Już wysiadając z samolotu nie mogła powstrzymać radości, która zwiastowała te odwiedziny.


    Taksówka zatrzymała się przed dobrze znanym im budynku w Krakowie. Oliver jeszcze przez chwilę dyskutował z kierowcą, więc dziewczyna wyszła, kierując się do drzwi domu. Nacisnęła dzwonek i usłyszała muzykę rozprzestrzeniającą się po domu. Odczekała chwilę i ponowiła czynność. Nikt nie otwierał. Iza zmarszczyła brwi zerkając przez okno. Brunetka dobrze wiedziała kiedy i o której wracają, więc powinna być w domu. Skierowała się do tylnych drzwi, gdzie po drodze wyciągnęła zapasowe klucze. Magda jak zwykle chowała je pod parapetem. Wchodząc do domu, usłyszała szczekanie Oskara. Poza nim nikogo nie było. Otworzyła drzwi frontowe, wpuszczając przy tym chłopaka. Odstawił jej torbę i wrócił się po swoją, która jeszcze znajdowała się w bagażniku taksówki. Iza wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer przyjaciółki.
- Magda?- Odezwała się.- Gdzie jesteś? Jesteśmy w domu i...
- Przepraszam- odezwała się dziewczyna. Jej głos był ochrypły i brzmiał, jakby płakała.- Zapomniałam, że dzisiaj wracacie.
- Magda, mów co się stało.- Iza usłyszała jak ona głośno zaciąga się powietrzem. Miała przed oczami zapłakaną dziewczynę, która próbuje coś z siebie wydusić, lecz łzy jej to uniemożliwiają.
- Jestem w szpitalu. Julka miała atak.
Nie zważając na kolejkę, blondynka skierowała się do recepcji. Została obdarowana sprzeciwami pozostałych, jednak gdy na nią spojrzeli, od razu milkli. Była cała roztrzęsiona, a jej wzrok wyrażał tylko przerażenie. Zrozumieli ze musiało stać się coś strasznego. Dla niej było.


- Gdzie leży Julia Lisowska- niemal wyszeptała ostatnie słowa, gdyż gula w gardle trochę jej przeszkadzała. Pielęgniarka zmarszczyła brwi i spojrzała na swojego laptopa.
- Pani z rodziny?- Spytała beznamiętnie. Krew aż gotowała się w młodej dziewczynie, jednak nie dawała wyprowadzić się z równowagi.
- Tak, jestem jej kuzynką.
- Można prosić jakiś dokument tożsamościowy?
Iza niemal rzuciła nim w nią. Troska zamieniła się w złość. To było dla niej żałosne, że taka osoba przez zwlekanie uniemożliwia jej spotkanie z dzieckiem.
- W papierach mam inaczej zapisane...
- Mogę się spotkać z córką? Czy nie dopuścisz matki do własnego dziecka?- Wtrąciła Iza, zapominając że Oliver jej towarzyszył.




Dzisiaj znowu krótko, jednak mam nadzieję, że ciekawie ^^
Dziecko Izy ujawnione ! :D Domyślacie się kto może być ojcem małej ? :*
Pozdrawiam
Seo

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 16.

            - A ten znowu tu przylazł....- odezwała się zdenerwowana dziewczyna. Wlepiła swoje małe oczka w sylwetkę chłopczyka, który zbliżał się do nich. Z nadzieją spojrzała na swoich towarzyszy. Siedmioletnia brunetka w ogóle nie zwracała uwagi na to co mówi. Jak i w większości przypadkach kiedy ta się wypowiadała na dany temat, co bardzo ją irytowało. Jeszcze bardziej od tego, że to właśnie ona była ulubienicą chłopaków. I to tylko dlatego, że nie chciała się bawić z nią lalkami, tylko wolała samochodziki. Sześciolatka dłonią poprawiła swoje blond loki i ponownie spojrzała na nadchodzącego chłopczyka. Był od niej rok młodszy i nie dawno przeprowadził się na ich osiedle. Nie przepadała za nim. Jednak teraz był on chyba jedyną osobą z którą mogłaby się bawić. Inne dzieci też go nie lubiły. A ona nie chciała wchodzić z nimi w jakąkolwiek konfrontacje, szczególnie gdy mama jej mówiła, jak obrzydliwi są chłopcy, a jedyną dziewczyną była właśnie ów brunetka, która za nią nie przepadała.
- Cześć...- zaczął niechętnie chłopczyk.- Mogę się z wami pobawić?
- Nie!- Krzyknęła stanowczo sześciolatka.- Idź sobie!
W oczach chłopczyka zebrały się łzy. Butem kopnął kamień, który spoczął tuż przed blondynką.
- Czemu nie mogę się z wami bawić?
- Właśnie. Czemu?- Zapytała brunetka włączając się do rozmowy.
- Bo...bo... On jest dziwny!
- Ty też i jakoś cię znosimy.
              Sześciolatka z lekkim szokiem spojrzała na starszą koleżankę. Już miała się rozpłakać i pobiec do domu, gdy przypomniały się jej słowa matki. Dumnie uniosła głowę i obróciła się na pięcie, pewnym krokiem kierując do swojej posiadłości. Usłyszała za sobą śmiech dzieci, jednak nie odważyła się na nich spojrzeć. Nie chciała aby zauważyli, że ta sytuacja ją jakoś ruszyła.
- Oliver- zwrócił się ciemnowłosy do dziewczyny, podając jej przy tym rękę.
- Thea- odparła wesoło, ściskając jego dłoń.- To jest John, Will i Margo- powiedziała wskazując po kolei na każdego z chłopaków. Oliver także się z nimi przywitał.
Przez długi czas wszyscy wspólnie się bawili. Pięciolatek był szczęśliwy, że w końcu znalazł sobie przyjaciół. Kilka razy próbował do nich zagadać, jednak zawsze był odpychany przez wredną blondynkę. Na szczęście jej już tu nie było, a on sam miał nadzieję, że więcej już jej nie spotka.
Gdy już powoli słońce zachodziło, wraz z Theą, odprowadził trójkę braci do domu. Niestety, nie mieszkali tutaj, tylko byli w odwiedzinach u cioci. Ze smutkiem patrzył jak jego nowo poznani znajomi odjeżdżają. Pomachał im, a następnie popatrzył się na dziewczynę.
- To co my teraz zrobimy?- Zapytał niepewnie. Uśmiechnęła się i chwyciła jego dłoń.
- Chodź- powiedziała ciągnąc go w stronę swojego domu. Minęli wejście frontowe i skierowali się do tylnego. Brunetka wychyliła swoją głowę za drewniane drzwi i rozejrzała się, upewniając, że nikogo nie ma w ogrodzie. Trzymając chłopczyka za rękę, pobiegli na sam tył małego ogrodu. Minęli jej posiadłość, wychodząc poza ogrodzenie.
- Thea, gdzie my idziemy?- Zapytał chłopczyk. Nie był tu nigdy, dlatego też bał się tego miejsca. Zwłaszcza, gdy obiecał mamie, że nie będzie się szwendał po obcych miejscach. Ale nie mógł odmówić nowej koleżance.
- Zobaczysz- odparła tajemniczo uśmiechając się przy tym. Przeskoczyli przez mały strumyk i znaleźli się po drugiej stronie. Przeskoczyli przez kilka połamanych gałęzi, gdy stanęła przed wielkim drzewem. Uśmiechnęła się i zaczęła wspinać po drewnianych deskach przybitych do drzewa. Gdy już weszła do drewnianego domku, wyjrzała z góry na chłopczyka, który z otwartą buzią patrzył się na nią.
- Dasz sam rade wejść, czy ci pomóc?- Zwróciła się do niego, jednak ten pokręcił głową i wszedł na górę do niej.
- Wow...- wyszeptał rozglądając się po całym domku. W środku znajdowała się kanapa, wraz z kilkoma szafkami. Na ścianach wisiały plakaty przedstawiające różne samochody.- Mój tato ma taki sam samochód- powiedział wskazując na jeden z plakatów.
- Mama mówiła, że mój też taki ma...- zaczęła niepewnie.
- Nie wiesz jaki twój tata ma samochód?
- Nie. Nawet nie wiem jak on wygląda... Zostawił nas jak byłam jeszcze dzieckiem.
- Ooo...- westchnął nie wiedząc co jeszcze powiedzieć.
- To będzie nasze miejsce- posłała mu promienny uśmiech.- Tu będziemy się spotykać.
- Nasze?- Powtórzył niepewnie.
- Tak. Twoje i moje. Nikt oprócz nas nie wie o tym miejscu.- Powiedziała, a on uśmiechnął się.
- Dziękuje- odparł.
- Od dzisiaj będziemy przyjaciółmi. Będziemy spotykać się tu codziennie.


           Od ich pierwszego spotkania minął już rok. Pomimo dwuletniej różnicy wieku, naprawdę się zaprzyjaźnili. Spotykali się codziennie. Nie zważając na protesty ojca Olivera, który z nie wiadomo jakich powodów, nie chciał aby ci dwoje się przyjaźnili. Jednak nie mógł powstrzymać ich uczucia. To jak obydwoje się nawzajem wspierali, było słodkie nawet dla takiego starszego sknerę, jakim był ojciec chłopaka.
           Nie zważali na pogodę. Po prostu ich obowiązkiem było spotkać się codziennie w ich tajemniczym miejscu. Z czasem puste deski, zajęły ich wspólne zdjęcia, niedbale zrobione przez któreś z dzieci. Ujmowali prawię wszystko. Ulubionym zdjęciem dziewczyny, było to, gdy Oliverowi wypadł ząb i wyszczerzył się w uśmiechu, przez co w miejscu siekacza widniała dziurka. Zaś jego ulubionym było ich wspólne zdjęcie, na którym obydwoje się uśmiechali. Z czasem to miejsce zmieniło się w ich drugi dom. Wspólny dom.
Jednak ta sielanka nie trwała długo. W końcu nadszedł dzień, który zmienił ich całą przyszłość.
               Oliver siedział pośrodku ich drewnianego domku i patrzył się na ścianę na której wisiał zegar. Wskazywał już wpół do szóstej, a dziewczyny wciąż nie było. Zmartwiony udał się do jej domu.
Zauważył wielką furgonetkę stojącą przed ich posiadłością. Podbiegł, a dziewczyna zauważyła go i wyszła naprzeciw.
- Co się dzieje?- Zapytał marszcząc swój mały nosek
- Wyprowadzamy się...- Wychlipała.
Oliver pobiegł w przeciwną stronę. Biegł ile miał tchu, tylko aby zdążyć.
Dziewczyna z niedowierzaniem patrzyła się na chłopczyka. Nie mogła uwierzyć, że zostawił ją w takiej chwili. Smutna, wróciła do swojego pokoju kontynuując pakowanie. Zamknięte kartony zostały wyniesione przez mężczyzn wynajętych do przeprowadzki. Thea ostatni raz spojrzała na swój pokój, żegnając się z nim, jak i z miejscem w którym mieszkała.
- Kochanie, chodź już!- Ponagliła ją mama. Jednak ona musiała jeszcze raz wrócić. Pod jedną z ruchomych desek znajdowała się mała chusteczka. Dziewczynka wyciągnęła ją i odwinęła jej zawartość. Dwa małe breloczki, wciąż świeciły swoim dawnym blaskiem. Była to jedyna pamiątka po jej ojcu. A raczej mężczyźnie, który ją zostawił. Nienawidziła go, jednak była ciekawa jak wygląda jej tato. Jedyne co po nim zostało, to te dwa breloczki w kształcie aniołka. Na obydwóch było napisane Forever.
- Jednak ich miłość nie trwała na wieki- pomyślała dziewczyna chowając pamiątkę do kieszonki. Ostatni raz zjechała po poręczy i z hukiem skoczyła na dywan znajdujący się tuż przed nim. Trzasnęła drzwiami i już miała wsiąść do auta, gdy usłyszała czyiś głos.
- Thea!- Wołał chłopczyk.- Poczekaj!
Dziewczyna obróciła się i uśmiechnęła. Jednak on ją nie zostawił. Gdy stanął przed nią cały zdyszany, podał jej zdjęcie. Ich wspólne. Brunetka uśmiechnęła się i przytuliła przyjaciela.
- Nie chce, żebyś wyjeżdżała...- wyszeptał Oliver.
- Ja też nie- przyznała.- Ale nie mam na to żadnego wpływu. Oni nie chcieli mnie słuchać.
- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy i nigdy o mnie nie zapomnisz- uśmiechnął się smutno.
- Nigdy o tobie nie zapomnę- rzekła stanowczo.- I ty o mnie też nie możesz zapomnieć. Obiecujesz?
- Obiecuję- wyciągnął dłoń w jej stronę, a ich małe paluszki złączyły się, przypieczętowując obietnicę.
- To dla ciebie- wyciągnęła jeden z breloczków i podarowała chłopakowi.- Należał do mojego taty. Zachowaj go dla mnie, kiedyś po niego wrócę.- Ostatni raz przytuliła chłopaka i zniknęła w samochodzie. Jednak zanim odjechała, otworzyła okno samochodu.
- Pamiętaj co mi obiecałeś!- Krzyknęła odjeżdżając.
- Obietnicy nigdy nie można złamać!- Krzyknął za nią jej własne słowa, które zawsze powtarzała, gdy przypieczętowywali jakieś słowa.


***


- Obiecałeś- wyszeptała dziewczyna, spoglądając na stare zdjęcie z dzieciństwa.- I złamałeś obietnicę. Tak, jak i ja.  





Taki mały bonusikowy rozdział :D Wiem, że spodziewaliście się kontynuacji ostatniej części, jednak wpadła mi taka mała historyjka do głowy i musiałam ją umieścić. Tak wgl, to dzisiaj oddałam jedną z moich prac na konkurs pisarski ;) Miało to być krótkie opowiadanie, ale raczej powstał z tego coś podobnego do wiersza :D  Za niedługo sama dodam go tu, w nadziei, że ocenicie moje małe dzieło : *
 Pozdrawiam
Seo

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 15


                  Blondynka zaraz po przebudzeniu sięgnęła po tabletki, które błyskawicznie uśmierzyły ból głowy. Nie pamiętała zbyt wiele z poprzedniej nocy, ale miała wrażenie że się dobrze bawiła. Wygramoliła się z łóżka i chwytając po drodze parę rzeczy, weszła do łazienki. Zrobiła to po cichu, gdyż zauważyła że chłopak jest wciąż pogrążony we śnie.
                 Cała odświeżona wyszła z pomieszczenia i udała się do restauracji hotelowej, gdzie w spokoju zjadła śniadanie. Tym razem bez żadnych problemów zamówiła sobie jedzenie, a także została obdarowana miłym uśmiechem jednego z kelnerów. W czasie posiłku zadzwoniła do swojej cioci. Rozmawiały przez kilka minut, gdzie dowiedziała się, że u nich wszystko w porządku. Zaśmiała się, gdy w tle usłyszała wołającą ją dziewczynkę. Niestety ta nie podeszła do telefonu.
              Chciała wyjść na miasto i trochę pozwiedzać to miejsce, ale skończyło się to tylko wyjściem na papierosa, gdyż nie znała tej okolicy i nie chciała się zgubić.
Z kawą i croissantem wróciła do pokoju. Przyniesione jedzenie jak i napój postawiła przy łóżku chłopaka. Po kilku sekundach usłyszała dźwięk stawianego kubka na szafce. Uśmiechnięta zerknęła do jego pokoju. Chłopak zdążył już wstać i ubrać spodnie. Niestety koszulka tajemniczo zniknęła. Stał na środku pokoju i drapał się po głowie próbując jakimś sposobem przypomnieć sobie gdzie ją położył. Usłyszał ciche „dzień dobry” za sobą i zastanawiał się jak ma zareagować. Z jednej strony był na nią cholernie zły za wczorajszą imprezę. Chociaż nie podobało mu się to, że dziewczyna pomimo młodego wieku potrafi tyle wypić. I jeszcze palić... Oczywiście on był tego przeciwny, ale wiedział jak w jej życiu było ciężko, dlatego też postanowił nie wspominać wczorajszych wydarzeń, chyba, że ona sama do tego wróci.
- Hej- uśmiechnął się do niej.- Jak się spało?
- Hm... Nawet dobrze. Nie licząc porannych bólów głowy, ale poza tym wszystko dobrze. A jak z tobą?
- Ja na szczęście aż tyle nie wypiłem co ty- wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby w uśmiechu.- Rozumiem, że to miało być moje śniadanie?- Wskazał ręką pusty talerz. Dziewczyna przytaknęła głową.
- Tak. A teraz zbieraj się bo chce iść na miasto- powiedziała, po czym chwyciła swoją torbę i zeszła na dół.
Po dziesięciu minutach chłopa zjawił się tuż przed budynkiem, gdzie czekała na niego Iza. Gdy ją dostrzegł, wydawała się pogrążona we własnych myślach. I może trochę... smutna? Teraz przeszła przez niego myśl, że przecież nit w tak krótkim czasie nie potrafił się zmienić. Znali się niecały miesiąc, a on wystarczająco ją poznał, żeby wiedzieć, że ona udaje. Pamiętał jak w ciągu zaledwie tygodnia chciała dwa razy się zabić. Gdyby go wtedy nie było, to ona już na pewno była martwa. Ale co miał teraz zrobić? Wiedział, że początki były trudne. Nim z nim normalnie rozmawiała, czy też zaufała. Musiał się bardzo starać o to, ale nagroda była tego warta. Ostatnio widział ją cały czas uśmiechniętą i na tą myśl sam się uśmiechnął. A teraz? W końcu dostrzegł, że to była tylko iluzja. Ona wciąż cierpiała, a on tak długo tego nie zauważył. Zastanawiał się co miał zrobić. Czy po prostu podejść i się zapytać? To byłby nawet dobry pomysł, jednak skoro ona sama nie chciała o tym opowiedzieć, nie mógł nalegać. Jedyne co mu zostało to czekać, aż ona sama będzie chciała mu o tym opowiedzieć.
              Gdy do niej podszedł, dostrzegł, że dziewczyna właśnie rozmawiała przez telefon. Na jego widok jak zwykle się uśmiechnęła. Pożegnała się z rozmówcą i schowała telefon.
- To gdzie idziemy?
Oliver wzruszył ramionami. W Berlinie był kilka razy i zwykle kończyło się wypadem na tor bądź imprezą z chłopakami. Jednak przyszło mu do głowy pewne miejsce, gdzie mógłby ją zabrać. Objął ją ramieniem i poprowadził w stronę centrum.
              Zajrzeli do kilku miejsc. Między innymi sklepów, gdyż Iza chciała kupić sobie jakieś ładne ubrania na koncert. Nie chciała iść w swoich starych i zniszczonych ciuchach. Przy okazji zajrzała do sklepu z pamiątkami i kupiła pocztówkę ze zdjęciem Bramy Brandenburskiej. Wpisała adres zamieszkania matki i napisała krótkie pozdrowienia, tylko po to aby jej dopiec.
Następnie zatrzymali się w kawiarni aby kupić coś do jedzenia, gdyż śniadanie chłopaka nie było zbyt obfite. Rozmawiali o koncercie i o niespodziance którą przygotował dla niej chłopak, jednak nie chciał zdradzić jej szczegółów swoich planów. Zaczęli się śmiać, gdy Oliver ubrudził się kawałkiem ciasta. Wszystko skończyło się wywaleniem ze sklepu przez małą bitwą na jedzenie. Cali ubrudzeni ciastem, szli przez miasto śmiejąc się i potykając przez własne stopy.
                  Oliver w końcu zaprowadził ją do wybranego miejsca. Był to chyba jedyny spokojny azyl wśród tego tłocznego miasta. Niedaleko centrum znajdował się park ze stawem, ogrodzonym drzewami. Chłopak wiele razy widział rysunki Izy, na którym widniało podobne miejsce w jej rodzinnym mieście, więc pomyślał, że to jej się spodoba. I nie mylił się. Dziewczyna oniemiała z zachwytu. Stała i wpatrywała się w odbijający złoty blask słońca od wody. Zrobiła kilka zdjęć, aby zapamiętać ten widok i później go narysować.
Obydwoje stanęli tuż przy brzegu wody.
- I jak ci się podoba?- Odezwał się chłopak ukradkiem spoglądając na nią, ta tylko się uśmiechnęła.
- Wiesz co...- zaczęła podejrzanie się szczerząc.- Masz tu jeszcze kawałek ciasta- wskazała na jego koszulkę, po czym wepchnęła do wody. Usłyszała głośny plusk i klękła zwijając się ze śmiechu. Chłopak nie pozostał dłużny. Przetarł mokrą twarz dłonią i ruszył w jej kierunku. Niczego nieświadoma Iza nadal śmiała się. Oliver szybko przerzucił ją przez ramię i zanurzył się w wodzie. Obydwoje przez swoje zachowanie zwrócili na siebie uwagę kilku przechodniów, ale nie przejmowali się tym. Najważniejsze dla nich było to, że się dobrze bawili. Iza spojrzała na chłopaka i ponownie wybuchła śmiechem.
- Ollie...- wyszeptała między śmiechem.- Masz żabę na plecach.
Chłopak błyskawicznie podniósł się na nogi i przejechał dłońmi po mokrych ubraniach.
- Nie mów, że boisz się tych małych...
- One są obrzydliwe!- Wszedł jej w słowo i wskazał palcem na zwierze.- Zobacz! To coś chciało mnie ugryźć...
- On nie ma zębów, więc jakby miał to zrobić?
- Nie wiem, ale wolę nie próbować- odparł z grymasem na twarzy. Pomógł wstać dziewczynie i razem wyszli ze stawu.
Gdy ich ciuchy zdołały mniej więcej wyschnąć, wrócili do hotelu i zaczęli się szykować do zbliżającego koncertu. Iza wyszła spod prysznica opatulona ręcznikiem, a jej mokre włosy przyległy do pleców. Sięgnęła po suszarkę i po chwili jej włosy były już suche. Ubrała czarne skórzane spodnie, a do tego białą przewiewną bluzkę z czarnym sercem na piersi. Nałożyła na twarz delikatny makijaż, który podkreślał jej kocie oczy. Sięgnęła po czarną kurtkę i swoje buty. Spojrzała na siebie w lustrze i się uśmiechnęła. Stęskniła się za swoimi czarnymi butami z ćwiekami na obcasie. Chwyciła za torebkę i wyszła gotowa z pokoju. Nim założyła kurtkę, czuła jak końcówki jej włosów muskają jej nagą skórę na plecach. Chłopak jak zwykle czekał na nią. Tak jak ona, jego strój zdobiły ciemne kolory. Do jeansów dobrał czarny T-shirt i sportowe buty w tym samym kolorze. Gdy zeszli już na dół, czekała na nich taksówka, w której po chwili zajmowali tylne miejsca.
            Na ulicach zrobił się mały korek, pomimo tego, że wyjechali wcześniej aby tego uniknąć. Zajechali przed wielkim stadionem O2 World . Mały tłum powoli wchodził do środka. Tak jak i oni. Oliver podał strażnikom ich bilety i po chwili zostali wpuszczeni do środka. Już przy wejściu można było usłyszeć tłum ludzi wołający członków zespołu. Zajęli swoje miejsca tuż przy scenie i w spokoju czekali na rozpoczęcie się koncertu. Iza wyciągnęła aparat i co chwilę robiła zdjęcie im bądź miejscu w którym się aktualnie znajdowali. Nagle wszystkie światła zgasły, a w tle można było usłyszeć cichy głos Jared'a, który powoli przybierał na mocy.
           Iza z zachwytem słuchała zespołu. Nie mogła się nacieszyć tym, że znajduje się w taki miejscu zwłaszcza w towarzystwie Olivera. Wiedziała teraz, że miejsce jej ulubionego rapera zajmie ten czterdziestoletni mężczyzna z jezusowymi włosami. Niestety. Wszystko kiedyś musiało się skończyć. Pomimo wielu próśb tłumu, chłopaki zakończyli swój koncert. Jednak Oliver miał inny pomysł. Pociągnął dziewczynę w stronę tylnego wejścia na scenę. Bez problemu przedarli się przez ochronę i znaleźli się na scenie. Zdezorientowana Iza nie odstępowała go na krok. Gdy zauważyła dokąd, a raczej do kogo on ją ciągnie, pisnęła z radości. Usłyszawszy ją, niebieskooki uśmiechnął się. Przedstawił się, a następnie ją przytulił. Jared zaczął rozmowę z dziewczyną, jednak przerwał widząc rozbawioną twarz znajomego.
- O co chodzi?- Zwrócił się do niego marszcząc przy tym brwi.
- Ona słabo mówi po angielsku, więc prawie cię nie rozumie.
- Aaaa....- Podrapał się po głowie i ponownie zwrócił się do blondynki. Tym razem mówił wolniej i bardziej zrozumiale, dlatego też Iza go zrozumiała. Na pamiątkę podpisał jej koszulkę i zrobili sobie parę zdjęć.
- Gdzie jest Shannon?- Odezwał się Oliver przerywając im tę sielankę.
- Pewnie u siebie. Jak chcesz to możesz do niego iść, a ja wezmę ją i przedstawię reszcie zespołu.
Chłopak podziękował i odszedł, szukając perkusisty. Znalazł go zajadającego kurczaka.
- Ten jak zwykle tylko je- pokręcił głową. Perkusista aż podskoczył słysząc jego głos. Zaś jedzenie wyślizgnęło mu się z dłoni.
- No i kurczaczek sobie odleciał- posmutniał.- Nie no stary, nie wierzyłem, że się zjawisz- zwrócił się do ciemnowłosego.
- A po co bym dzwonił do was po bilety?
- Nie do mnie, tylko do Jared'a- poprawił go Shannon.- Ale zapewne masz jakąś ważną sprawę do mnie.
- No tak. Masz rację. Chciałem osobiście z tobą pogadać.
- Słucham- odparł rozkładając się na kanapie, która znajdowała się w pomieszczeniu. Ledwo zajął na niej miejsce, a w jego dłoni można było dostrzec szklankę z Whisky. Oliver nie pozostał mu dłużny i także sobie nalał alkoholu.
- Chodzi mi o Speedy- zaczął niepewnie.- Czy kontaktowała się z tobą ostatnio?
- Stary! Od prawie dwóch lat jestem czysty. Ale dzwoniła do mnie.
- Kiedy?
- Jakieś pół roku temu. Pytała się o jakiegoś Polaka z jej ostatniej domówki. Pamiętasz tego co ukradł jej samochód?
Oliver wspominając ich ostatnią imprezę skrzywił się. Nie była to najlepsza zabawa. Chociaż początek był nawet niezły, ale wszystko skończyło się wizytą policjantów. Wtedy o mało nie wylądowali za kratkami za znęcanie się nad zwierzętami. Oczywiście to nie była prawda, gdyż ani on, ani Thea nie przyprowadzili tego osła, którego ktoś pomalował sprayem. Policjanci na prośbę sąsiadów zjawili się u nich. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jakiś idiota nie uchlał się na tyle, żeby nago biegać po trawniku. Jednak nie był aż tak głupi, bo gdy zobaczył nadjeżdżających policjantów, postanowił „ pożyczyć” sobie jedno z aut dziewczyny.
- Nie chodzi mi o tego golasa...- Jego wspomnienia przerwał rozbawiony głos perkusisty.- Tam był jeszcze jeden, ale ona ci o tym chyba nie wspomniała. W aucie miała jakieś ważne dokumenty, czy coś podobnego i chciała to odzyskać.
- Ale ta impreza była prawie dwa lata temu...
- No i?- Wtrącił czterdziestolatek.- Może dopiero teraz wpadła na niego? Albo wcześniej nie potrzebowała tych papierów.
Oliver powoli analizował każde jego słowa. Wiedział, że kłamie. Speedy musiała się z nim kontaktować, bo to właśnie ona załatwiała mu narkotyki, a on nie był taki czysty jak twierdził. Może nie brał od tygodnia? Czy też dwóch. A w tej kwestii zawsze do niej dzwonił, gdyż tylko wtedy był pewien, że nikt o tym się nie dowie. Dziewczyna musiała być tu niedaleko. Chyba, że znalazła kogoś innego, kto by potajemnie załatwiał muzykowi narkotyki.
- Co jej powiedziałeś?
- Hm... Nic? Nie znałem dobrze tego gościa. Nawet nie wiem czemu akurat się na mnie powołał. Pracował kiedyś dla Emmy, ale ja z nim niewiele rozmawiałem. Jedynie co, to mogłem podać jej jego poprzedni polski adres zamieszkania.
- Więc był Polakiem?
- Nie, ale mieszkał tam. Praktycznie tuż przed waszą przeprowadzką wrócił i...- Mężczyzna przerwał widząc wchodzącą do pomieszczenia kobietę. Zaniepokoił się widząc jej wyraz twarzy. Jej wzrok od razu powędrował do Olivera, który z taką samą troską się na nią wpatrywał.

- Oliver?- Zapytała na co on skinął głową.- Chodź szybko! Bell'a zasłabła.



Hej <3 
Pomimo wielu nerwów, w końcu dodaję rozdział! Nawet nie wyobrażacie sobie jak to jest ledwie wejść na komputer, zacząć rozdział a nagle on Wam się wyłącza, usuwając przy tym część zapisanych notatek. No i do tego brak weny nie pomagał... Mniej więcej wiedziałam co napisać, ale gorzej było z tym jak to opisać -.- Uwierzycie, że część tego rozdziału powstała podczas mszy w Kościele? :D 
No nic, ja już mykam spać, bo jutro do mojej kochanej szkółki .... 
Pozdrawiam
Seo

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 14


- Nie strasz mnie tak więcej- odezwał sie ciemnowłosy, gdy Iza do niego podeszła. Sama była na siebie zła przez to, że tak zniknęła. Zatraciwszy się w tańcu nie zauważyła szybko mijający czas. Rozumiała obawy chłopaka. Byli w obcym miejscu, a ona nie znała tu nikogo. Nawet nie potrafiła się dogadać.
- Przepraszam- wydukała niepewnie i przytuliła się do niego. Oliver objął ją ramionami, a następnie skierowali się do baru po drinki, które ona nie doniosła. Gdy już wrócili do swojego stolika, atmosfera momentalnie się poprawiła. Młodzi, odurzeni trochę alkoholem, nie przejmowali się brakiem komunikacji pomiędzy Iza a Niemcem. Wręcz przeciwnie. Dziewczyny uczyły go kilka słów po polsku, co wychodziło komicznie. Chłopak był pijany, a język plątał mu się w ustach. W ramach rekompensaty, Iza także wymówiła parę słów po niemiecku, jednak jej to lepiej wychodziło. Tuż przed dwunastą, para się zmyła, gdyż Johann ledwo stał na nogach. Ciemnowłosy odprowadził ich do wyjścia, a Iza postanowiła skorzystać w tym czasie z łazienki. Pożegnała się z nowymi znajomymi i szukając pomieszczenia słyszała śpiew Niemca. Odwróciła się w ich stronę i dostrzegła go przytulonego do Moniki. Z jego ust wydobywały się słowa piosenki " Żono moja" skierowane do rudowłosej. Iza uśmiechnęła się pod nosem przypominając jak chłopak tego wieczoru oświadczył się swojej dziewczynie. Oczywiście przyjęła jego oświadczyny, chociaż chłopak wypowiadał słowa po pijaku.
          Minęło trochę czasu nim blondynka ostatecznie znalazła łazienkę. Postanowiła się spytać kogoś, gdyż miała dość bezsensownych poszukiwań. Gdy weszła do pomieszczenia, oniemiała z zaskoczenia. Łazienka wyglądała jak nowa. Perłowe kafelki zdobiły ścianę, zaś podłoga była matowego koloru jak i sufit. Ciemne podłogi pięknie kontrastowały ze ścianami. Tuż nad zlewem znajdowało się wielkie lustro, które obramowanie było ozdobione różyczkami, które świeciły na niebiesko-biały kolor. Kabiny jednak wyglądały zwyczajnie i w ogóle nie pasowały do wystroju łazienki. Izę zdziwiło czystość tego pomieszczenia. Wcześniej była stałym gościem podczas imprez i wiedziała do jakiego stanu ludzie potrafią doprowadzić nawet tak cudne pomieszczenie jak to, w którym aktualnie była.


        W tłumie pijanych i tańczących ludzi wypatrywał blondynkę, jednak z marnym skutkiem. Coraz bardziej denerwowało go towarzystwo obcej dziewczyny, która wciąż się do niego przymilała.
Gdy w końcu dostrzegł Izę, ogarnęła go fala ulgi i szczęścia. Dziewczyna omal nie parsknęła śmiechem widząc go w towarzystwie innej. Niemal bezgłośnie zwrócił się do niej o pomoc. Pijana blondynka chwiejnym krokiem podeszła do nich. Zgromiła wrogim spojrzeniem brunetkę i od tyłu objęła Olivera za szyję.
- Oj kochanie, zostawiam cię tylko na kilka minut, a ty już znajdujesz sobie inną?- Zaśmiała się. Pomimo tego, że Niemka nic z tego nie rozumiała, wiedziała, że coś ich łączy, więc zła, szybko znikła z ich pola widzenia.
         Iza zostawiła na jego policzku odbite niebiesko-białe usta i pociągnęła go na parkiet. Zmusiła go do tańca. Bawiła się świetnie, chociaż chłopak nie zauważył jeszcze dlaczego. Pomimo tego, że jej ciało było otumanione alkoholem i papierosami, jej ruchy były niemal doskonałe. Pełne gracji demonstrowała przed chłopakiem, co mu się bardzo spodobało. Sam był pod wpływem tego procentowego napoju, więc zważał na każdy gest wykonany w jej stronie, nie chciał bowiem zrazić jej do siebie, bądź ją skrzywdzić. Gdy stanęła twarzą do niego, spojrzał w jej oczy, które źrenice były strasznie powiększone. Wiedział co to oznacza. Ujął drobną twarz dziewczyny w swoich dłoniach i jeszcze raz spojrzał w jej oczy.
- Ćpałaś- powiedział stanowczo. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.- Przecież widzę.

- Myślałam, że to zwykły papieros- bezskutecznie zaczęła się tłumaczyć, jednak wiedziała, że cokolwiek by nie powiedziała, zawaliła. Jeden niewinny papieros, w którym nie wiadomo co robiło zamiast tytoniu. Westchnęła i dała się poprowadzić chłopakowi w stronę wyjścia. Była zła na niego, za to, że dała się namówić na tą imprezę, koncert... Mogła przecież w spokoju bawić się z małą Julką i nic by się złego nie zdarzyło. Ale kogo ona chciała oszukać? Przede wszystkim była zła na siebie, że pozwoliła na takie coś.
     Powinna być wdzięczna Oliverowi, że ją nie zostawił. Przecież ile razy wykrzykiwała do niego, że go nienawidzi bądź, że nie chce mieć z nim nic wspólnego? Chociaż faktycznie, była na głodzie narkotykowym, co on dobrze to rozumiał. Ale od kilku tygodni była czysta. I nawet nie ciągnęło ją do tego, aby cokolwiek brać. Oczywiście ku jej szczęściu musiał zjawić się ten tajemniczy chłopak, by zniszczyć to, co ona wcześniej sobie ułożyła. Jednak musiała przyznać, że miał coś w sobie, co ją do niego ciągnęło. Jego sposób bytu ją intrygował, co jeszcze bardziej wzmacniało ciekawość.




Hej, przepraszam, że tak długo się nie odzywałam, ale cóż... to nie zależy ode mnie :c
Mój laptop postanowił odmówić posłuszeństwa, a nie miałam żadnych przygotowanych z góry notek na taką okazję. Więc po jakiś 30 minutach muszę się pożegnać z nim na cały dzień. Nie wiem, kiedy będzie następna notka, bo za naprawę mam sama zapłacić xd 
Postaram się coś tam napisać na tele i jakimś cudem dodać :*
 Wiem, że nudnie, za co też przepraszam, ale mam nadzieję, że aż tak się nie zawiedliście na tym rozdziale :d Miał być też dodany fragment koncertu, ale pewnie nie zdążyłabym tego napisać.
Pozdrawiam

Seo

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 13

    Rozmawiając wieczorem, doszli do wniosku, że już następnego dnia pojadą do Berlina, gdyż Oliver chciał chociaż trochę miasta pokazać dziewczynie. Zaraz po śniadaniu wyjechali. Oczywiście nie obeszło się bez płaczu małej, która wyciągała swoje małe rączki do Izy, aby ta ją wzięła na ręce. Jednak musieli już jechać, aby zdążyć na lot, który miał się odbyć za niecałe dwie godziny. Blondynka ostatni raz zerknęła na przyjaciółkę z dzieckiem, po czym wsiadła do taksówki. Zrobiło jej się żal, że nie mogła zabrać ich ze sobą.     Każda spędzona chwila z dziewczynami była dla niej bardzo ważna. Szczególnie z Julką. Gdy już znajdowali się na lotnisku, ona usiadła na ławce w towarzystwie ich bagaży, a Oliver zniknął po odbiór biletów. Podczas jego nieobecności zadzwonił jej telefon. Mimowolnie uśmiechnęła się spoglądając na wyświetlacz. Odczytała wiadomość.

Hej mała, jak się bawisz? Myślisz tam czasem o mnie? Czy jesteś zbyt zajęta tym Macho?”- napisał Hiszpan. Parsknęła śmiechem, przez co kilka osób zwróciło na nią swoją uwagę. Zarumieniła się.
Tak. Cały czas myślę o Tobie. Szczególnie w nocy”.
To tak jak ja! Nie mogę się już doczekać Twojego powrotu :*”- już miała odpisać, jednak zbliżył się Oliver, więc wrzuciła telefon z powrotem do torebki.
Lot trwał niecałe dwie godziny. Na lotnisku w Berlinie zastali młodego Niemca, wiekiem zbliżonym do Olivera. Jego szerokie barki były idealnie dopasowane do kwadratowej szczęki oraz krótkich, blond włosów. Oliver wymienił z nim kilka zdań po niemiecku, które ona nie rozumiała. Nie była wzorową uczennicą. Ledwie rozumiała angielski. Przyjaciel przedstawił ich sobie. Nazywał się Johann. Chłopaki zajęli się bagażem i razem skierowali się do auta. Przemieszczając miasto Iza widziała wszędzie plakaty głoszący jutrzejszy koncert. Przed wyjazdem przesłuchała kilka ich piosenek i stwierdziła, że Jared Leto ma naprawdę fantastyczny głos. No i nie wyglądał najgorzej patrząc na jego wiek.
    Samochód zatrzymał się przed wielkim czterogwiazdkowym hotelem. Iza z otwartą buzią patrzyła na budynek. Był wielki i piękny. Duży napis „Aqua vita” znajdował się na dachu. Hotel wyglądał jak zamek, tylko bez wież po bokach. Szklane drzwi, jak i kawałek ściany obok nich, przy których gości witał portier. Oliver otworzył drzwi od samochodu i podał jej rękę. Śmieszyła go jej reakcja. Jako zawodowy kierowca bywał już w takich hotelach, więc nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Pożegnał się ze swoim znajomym i ruszył za dziewczyną do wnętrza budynku. Znalazł ją przed recepcją. Uśmiechnął się widząc jak stara się porozumieć z recepcjonistką. Usłyszał kilka jej słów i wybuchł śmiechem. Dziewczyna zgromiła go wzrokiem. Podał dokumenty młodej recepcjonistce i już po chwili trzymał w dłoni kartę do ich pokoju. Przy drzwiach znajdował się czytnik do którego przyłożył prostokątny klucz. Wpuścił ją pierwszą, a ta zaczęła przeszukiwać pokoje. Położył walizki w środku i podążył za blondynką.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego ta baba tak się oburzyła?- Zapytała wychodząc z łazienki. Oliver ponownie się uśmiechnął.
- Bo powiedziałaś jej, że zamówiliśmy pokój do robienia dzieci- odparł czekając na jej reakcje.- Pokój dla dwojga nie znaczy po niemiecku Kinder machen- parsknął śmiechem. Iza zarumieniła się i jedną ręką złapała za głowę. Było jej okropnie głupio. Chciała pokazać jemu, że też potrafi coś sama załatwić, a wyszło na to, że się tylko ośmieszyła.- Zdarza się- odezwał się chłopak próbując ją pocieszyć.
- Spróbuj komuś o tym wspomnieć, a pożałujesz- zagroziła starając się być poważna, jednak jej własny słowny błąd uniemożliwiał jej to. Ze swojej walizki wyciągnęła papierosa i udała się na balkon. Chłopak poszedł wraz z nią.
- Może rzuciłabyś to świństwo?- Zaproponował nie czekając na żadną pozytywną reakcje. Izie nie spodobało się to, jednak zgasiła papierosa w połowie i wyrzuciła.
- Pasuje?- Zapytała na co on przytaknął.- Więc co dzisiaj robimy? Jest dopiero południe...
- Jeśli chcesz to możemy wieczorem iść do clubu, a na razie jedynie mogę zaproponować jakiś film i jedzenie. Nie wiem jak ty, ale ja jestem strasznie głodny.
- Ja też. Mam nadzieję, że to nie będzie żaden niemiecki film.


     Wieczorem postanowili jednak wyjść do clubu. Pomimo sprzeciwów dziewczyny, Oliver postawił na swoim. Iza nie miała ochoty nigdzie wychodzić. Zabawa w obcym mieście, w którym nikogo nie znała, oprócz przyjaciela, nie wróżyła niczego dobrego. Szczególnie, gdy nawet nie potrafiła się z nikim dogadać.
Wykąpana i delikatnie umalowana blondynka, stała przed szafą przeglądając jej zawartość. Zastanawiała się co ubrać. W końcu padło na brązową sukienkę bez ramiączek. Krój był prostu, a materiał delikatny. W pasie znajdowała się wstążka, która podkreślała jej idealną figurę. Dziewczyna dobrała do tego beżowe szpilki i rozpuściła włosy, które okalały jej nagie ramiona. Przeczesała je i postanowiła, że tym razem pójdzie w takiej fryzurze. Na szyję ubrała złoty naszyjnik, który dostała od Hiszpana. Była to jedna z nielicznych błyskotek, które jej się podobały. Pamiętała jak kilka miesięcy po śmierci jej brata, Lucio zabrał ją na wycieczkę nad morze. Nie był wtedy dilerem, więc musiał ograniczyć swoje środki finansowe. Wracają wstąpili jeszcze na plażę. Iza po raz ostatni zanurzyła się w zimnym morzu i żegnała się z tym miejscem. Widoki były zwyczajne; woda i piasek. Jednak dla niej nie liczyło się miejsce, tylko osoba z którą tam pojechała. Wychodząc z wody dostrzegła mężczyznę, który rozmawiał z jej chłopakiem. Lekko zdenerwowana, podeszła do nich, ale gdy dzieliło ich kilka kroków, tajemniczy mężczyzna pożegnał się i odszedł. Lucio uśmiechnął się i pocałował ją czule w usta. Następnie z kieszeni wyciągnął niewielki pojemnik zrobiony z muszli. Iza otworzyła go i dostrzegła złoty naszyjnik z nutką. Wiedziała, że aby kupić taki przedmiot, chłopak musiał dużo pracować i właśnie dlatego był dla niej taki ważny. Musiał się naprawdę wysilić, aby stać go było na ten drobiazg. Dlatego też tak bardzo go ceniła. Dla niej był on wart o wiele więcej niż jakaś diamentowa kolia.

    Ostatni raz obejrzała się w lustrze i wyszła z łazienki. Gdy zamykała drzwi, usłyszała jak Oliver głośno i teatralnie wypuszcza powietrze. Ta tylko wzruszyła ramionami. Chciała dobrze wyglądać, więc to też musiało zająć jej trochę czasu. Chłopak widząc ją wytrzeszczył oczy. Odkąd się znali, jeszcze ani razu nie widział jej w czymś innym oprócz spodni bądź spodenek. Nawet w pracy nie dało się jej przekonać, aby ubrała spódniczkę do swojego stroju kelnerki. Iza oczywiście często chodziła w takich ciuchach, ale tylko i wyłącznie, gdy okazja ją do tego zmuszała. Dzisiaj po prostu chciała ładnie wyglądać. Gdy już skończył komplementować jej strój, wyszli z pokoju. Iza zręcznie wyminęła recepcjonistkę, nie chcąc znów się przed nią zbłaźnić. Oczywiście nie umknęło to chłopakowi, który uśmiechnął się. Zamówili taksówkę i po niecałych dwudziestu minutach, znajdowali się na miejscu. Już z daleka można było usłyszeć muzykę. Głośne basy bez problemu przedzierały się przez murowane ściany. Iza ustawiła się w kolejce do lokalu, jednak chłopak chwycił ją w talii i pociągnął w stronę wejścia, gdzie stał ochroniarz w towarzystwie niższego od siebie mężczyzny. Miał on siwawe włosy, które pasowały do jego szarego garnituru, a w dłoni trzymał tablet
. Oliver podszedł do niego i podał mu swoje nazwisko. Mężczyzna przejechał palcem po ekranie i kiwnął głową, przez co otrzymaliśmy zgodę na wstęp. Iza cieszyła się, że nie musi stać pod clubem, gdyż nawet nie była pewna czy by ich wpuszczono. Minęli ciemny korytarz i dotarli do schodów, którymi zeszli na dół, gdzie czekał kolejny mężczyzna trzymając tablet. Po podaniu jemu nazwiska, wskazał drogę do ich stolika. Para zgrabnie minęła tańczących wokół siebie ludzi i dotarli do wyznaczonego miejsca, gdzie już siedzieli Johann ze swoją dziewczyną. Nie wyglądała na Niemkę, zważywszy, że każda z nich, według blondynki, była brzydka. Ta zaś miała jasno brązowe włosy i miodową cerę. Nie była zbytnio szczupła, co dodawało jej tylko uroku. Ujrzawszy Izę, uśmiechnęła się do niej i przedstawiła. Monika na szczęście była z Polski, więc blondynka nie musiała się męczyć z tym diabelskim językiem, jaki uważała język niemiecki. Po godzinie, atmosfera była coraz lepsza. Dziewczyny w miarę się polubiły i dobrze dogadywały. Johann także chciał poznać nową przyjaciółkę swojego znajomego, jednak brak znajomości jej języka uniemożliwiał mu to.      
    Ciemnowłosy śmiał się z niego, gdy ten próbował wypowiedzieć coś po polsku. Przypomniał sobie wpadkę Izy w recepcji, co go jeszcze bardziej rozśmieszyło. Blondynka, zdenerwowana, ruszyła do baru po kolejnego drinka. Jednak drogę zagrodził jej młody chłopak, prosząc do tańca. Po chwili obydwoje znajdowali się na parkiecie, jednak chłopak zaciągnął ją do pomieszczenia, tuż obok DJ'a. Przestraszona dziewczyna nie protestowała. Była ciekawa i jednocześnie wystraszona. Drzwi, do pomieszczenia, do którego zmierzali, były otwarte, a kilka osób stało przed nimi. Nieznajomy poprosił ją, aby ta usiadła na taborecie, tuż obok blatu na którym znajdowały się farby UV. Odgarnął jej włosy z pleców i zaczął malować po nagiej skórze. Poczuła dreszcze, gdy zimnym pędzlem dotykał jej nagiej skóry. Swój rysunek skończył na jej ramieniu, a na koniec farbą pomalował jej usta. Iza nie pozostała dłużna, tylko wzięła wolny pędzel i zaczęła malować po jego skórze. Postanowiła narysować tatuaż, który chciał zrobić sobie jej brat. Zawsze była ciekawa jak będzie on się prezentować, jednak nie dane jej było go zobaczyć. Jego pomysł nie został zrealizowany, a tatuaż zdobił kartkę papieru, którą trzymała w portfelu. To właśnie ona wymyśliła go i zawsze nosiła przy sobie, aby pamiętać o tych dobrych chwilach, które niestety w jej życiu nie często się zdarzały. Swoje dzieło rozpoczęła od łokcia do drugiego ramienia, przechodząc przez plecy. Był to wzór wielkiego smoka, który skradał się po swoją ofiarę. Nieznajomy widząc gotowe dzieło uśmiechnął się i podziękował. Pomimo tego, że obydwoje nie rozumieli się, jakoś udawało im się ze sobą dogadywać.    
   Chociaż słowa podczas tańca były zbędne. Iza całkowicie zatraciła się w tańcu. Dziewczyna nie chciała go poderwać, tylko chciała się dobrze pobawić. Dawno nie tańczyła, więc teraz było jej naprawdę przyjemnie. Gdy już skończyła się piosenka, odwróciła się z zamiarem podziękowania za tą chwilę radości. Spoglądając na nieznajomego dostrzegła za nim Olivera, który przyglądał się jej z dziwnym błyskiem w oczach. Wyglądało to tak, jakby był zazdrosny o nią.







Przepraszam za drobne spóźnienie :c
Pierwszy raz nie miałam pomysłu jak napisać ten rozdział. Znaczy się coś mi tam świtało, jednak nie potrafiłam objąć tego wszystkiego w słowa :/
Mam nadzieję, że wam się podoba :*
Pozdrawiam
Seo

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 12

    Jechali w ciszy. Jednak można było co chwilę usłyszeć cichy szloch dziewczyny. Spotkanie z matką bardzo nią wstrząsnęło. Szczególnie, gdy dowiedziała się o dziecku. Ale co miała zrobić? Zachodząc w ciąże nie miała nawet szesnastu lat, a na ojca dziecka nie mogła liczyć. Nie w tamtym czasie. Teraz wszystko się zmieniło. Obydwoje wydorośleli i może by się sprawdzili w roli rodziców? Czasu nie można cofnąć, chociaż powoli próbowała wszystko naprawić. Nawet jej się to udawało, ale co z tego, jeśli wciąż musiała być zależna od innych?
- Nie usunęłam dziecka- wydusiła to z siebie nie spoglądając na chłopaka.- Gdy dowiedziałam się o ciąży, przeprowadziłam się do Magdy i tam urodziłam, ale oddałam je jakieś rodzinie...
W końcu odważyła się na niego spojrzeć. Jego twarz nie wyrażała żalu, tylko troskę.
- Czemu mi o tym nie powiedziałaś wcześniej?- Zapytał zatrzymując się przed jakąś knajpką. Dziewczyna nie wytrzymała i wyszła z samochodu. Oliver dołączył do niej.
- Nie chciałam... Wstydziłam się, że nie potrafiłabym się nim zająć. Nie nadawałam się na matkę, a rodzice na pewno by mi nie pomogli. Sami zmusiliby mnie do aborcji, a teraz przynajmniej ono żyje. Matka teraz tak mówi, ale ona po prostu szuka kolejnego sposobu, aby mnie upokorzyć- przyznała ze smutkiem.
- Iza, już mówiłem. Nie będę cię oceniać przez twoją przeszłość. Widziałem zmianę w tobie, po tym jak się przede mną otworzyłaś i jestem dumny, że powoli sama stajesz na nogi. Nie usunęłaś dziecka, tylko oddałaś je komuś innemu. Jestem pewien, że każdy inny na twoim miejscu, nie zrobiłby tego samego. Po prostu pozbył się problemu i tyle. Spójrz na siebie. Stałaś się dojrzalsza i cieszę się, że dane jest mi zobaczyć tą przemianę w tobie- podszedł do niej i ją przytulił. Czuła się jak małe dziecko wtulając w jego tors, ale jakimś sposobem to pomagało.- Izzy, ja naprawdę nie jestem na ciebie zły. To twoje życie i ty decydujesz co z nim zrobisz, a ja będę przy tobie i będę cię wspierał, abyś nie zbłądziła. Rozumiesz?- Ujął jej twarz w swoich wielkich, delikatnych dłoniach. Kciukiem wytarł łzę, która zabłądziła na jej policzku i pocałował w czoło.
- Dziękuje- wyszeptała znowu wtulając się w jego ciało.
- A tak przy okazji, to czemu nie powiedziałaś, że się wyprowadziłaś? To dla tego nie chciałaś, aby przyjechał pod twój dom?
- Nie, po prostu nie chciałam ci nic mówić, bo wiedziałam, że nie zgodziłbyś się na to. Nie mieszkam sama, a ty na pewno nie polubiłbyś jego. Tak jak Maciek...
- Mieszkasz z facetem?- Zdziwił się.
- Tak, stary znajomy.
- Mam nadzieje, że nie podwala się do ciebie, albo nie wywiera żadnego złego wpływu- zaśmiał się wraz z dziewczyną, której śmiech był nieco nerwowy.
- Chyba bardziej to ja bym mu zaszkodziła.
- Dobra, ja muszę zatankować, no i kupie jakieś jedzenie, więc może zaczekasz w aucie?- Zapytał wypuszczając ją z objęć.
- Nie, pójdę na chwilę do tego sklepu- wskazała na butik, tuż obok stacji paliw. Wyciągnęła swoją torebkę z auta i pognała w jego kierunku. Jednak, gdy znalazła się tuż za budynkiem, skręciła i stanęła przed bankomatem. Obejrzała się dokładnie, czy nikt nie patrzy i wyciągnęła kartę z portfela. Z bankomatu wybrała kilkaset złotych i wszystko szybko schowała. Gdy już z powrotem znajdowała ię na stacji, Oliver właśnie wychodził z budynku trzymając napoje i hot-doga. Dla niej wybrał sałatkę z gyrosem. Uśmiechnął się na jej widok. Podał jedzenie wraz z pomarańczowym napojem, a sam wszedł do auta. Kawę wstawił do uchwytu na napoje, które znajdowało się nad radiem. Wyjechali, obydwoje zajadając się kupionym jedzeniem.

       Po czterech godzinach jazdy, jego biały mercedes zaparkował przed domkiem jednorodzinnym. Obydwoje byli zmęczeni, jednak Iza cieszyła się na spotkanie ze swoją ciotką i jej córką. Chłopak wyciągnął ich walizki z bagażnika. Szczęśliwa, pobiegła do drzwi i nacisnęła dzwonek. Usłyszała szczekanie psa i znajomy głos Magdy. Otworzyła drzwi, a ta rzuciła się w ramiona starszej kobiety. Od ich ostatniego spotkania minęło już parę miesięcy, więc bardzo się stęskniła. Szczególnie za dzieckiem.
- Nareszcie- odparła brunetka.- Już nie mogłam się doczekać waszego przyjazdu tak, jak Julka. Od rana tylko cię woła- uśmiechnęła się.- A gdzie ten przystojniak o którym wspomniał Maciek?
W tym momencie Oliver przekroczył próg. Odstawił walizki i przywitał się z Magdą, składając pocałunek na jej dłoni. Jej przyjaciele zaczęli rozmowę, jednak ona wymknęła się i udała do pokoju małej. W drodze przywitał ją Oscar- mały biszon fryzyjski, którego dziewczyna kupiła sobie na dwudzieste siódme urodziny. Był z nią już trzy lata. Towarzyszył jej w poszukiwaniach dziecka. Najpierw zaglądnęła do salonu, jednak tam jej nie było. Następnym pokojem był jej, dziecięcy. Umeblowany na różowo. Tam też nikogo nie było. Usłyszała mały pisk i skierowała się do sypialni matki dziecka. Zobaczyła dziewczynkę, która znajdowała się w chodaku. Na jej widok ponownie pisnęła i wyciągnęła małe rączki w jej stronę. Iza od razu ją stamtąd wyciągnęła i przytuliła. Mała bardzo wyrosła. Miała teraz półtora roku. Jej czarne włoski delikatnie się pokręciły, a małe zielone oczka, ze szczęściem w nią patrzyły.
- Urosła, nie?- Usłyszała znajomy głos kobiety. Odwróciła się do niej i uśmiechnęła.
- Coraz bardziej przypomina matkę.
- Yhym... Jesteś głodna? Właśnie miałam małą nakarmić, ale jestem pewna, że ty będziesz chciała to zrobić.- Blondynka ponownie się uśmiechnęła i, wraz z dzieckiem na rękach, zeszła na dół.

     Julka cieszyła się z przyjazdu dziewczyny. Iza mieszkała z nimi zaraz po jej urodzeniu, więc często z nią zostawała. Między nimi powstała więź, którą rzadko kto rozumiał. Przecież to dziecko nie miało nawet dwóch latek, więc jakby mogła się z kimś związać? Jednak potrafiła.
Oliver z uśmiechem przeglądał się blondynce, gdy ta niezdarnie ją karmiła. Zastanawiał się jakby wyglądało jej dziecko, gdyby je nie oddała. Czy byłoby podobne do tej małej dziewczynki? Tego nie mógł być pewny, chociaż były bardzo do siebie podobne. Nie licząc ciemnych kędziorków, których kolor zapewne odziedziczyła po Magdzie. Była słodka, a blondynka na pewno spełniłaby się w roli matki, ale w tym wieku. Nie wcześniej.
     Iza postawiła miseczkę z jedzeniem dla dziecka, na stołku do karmienia i sama ruszyła w poszukiwaniach jakieś ścierki. Usłyszeli tylko głośny trzask i miska spadła na ziemię. Oliver wraz z Magdą zaczęli się śmiać, jednak dziewczyna tylko głośno wypuściła powietrze i pokręciła głową. Cała breja znajdowała się na ziemi. Chociaż jej część była też na ich ubraniach. Gdy już obydwie się przebrały i Iza posprzątała ten burdel, jaki wspólnie narobiły, dziecko ziewnęło.
- Idź ją połóż spać- powiedziała Magda.- Ja muszę gdzieś zadzwonić.
Nastolatka nie chciała już nic mówić. Z przyjemnością zajmowała się dzieckiem, a z Magdą chciała jeszcze pogadać. Głównie w sprawie „aborcji”, o której jej matka się dowiedziała. Jednak teraz to był zły moment. Szczególnie, gdy ciotka szła rozmawiać z swoim nowym facetem. Podniosła niemowlę, które ułożyło swoją główkę na jej ramieniu i ruszyła do sypialni.

       Oliver odprowadził ją wzrokiem. Wyglądała tak słodko w towarzystwie małej. Szczególnie gdy miała ją na rękach. Pies wleciał i zaczął znowu swój jazgot. Chłopak nie przepadał za zwierzakami. Szczególnie takimi, które zamiast przypominać psa, wyglądają jak szczur. Sam w Ameryce miał owczarka niemieckiego, który niestety zginął pod kółkami jakiegoś idioty. Schylił się po telefon, który wypadł mu z kieszeni a pies coraz głośniej szczekał. Miał ochotę po prostu wywalić go przez okno, jednak po wielu prośbach dziewczyn, żadna się nie zgodziła aby go zamknąć podczas ich pobytu.
- Oscar! Zamknij się!- Krzyknęła blondynka wchodząc do pokoju. Oliver od razu skierował na nią swój wzrok.
- Magda jeszcze nie wróciła?- Zapytała siadając obok niego. Była wyraźnie zmęczona. Zresztą nie dziwił się jej. Nie była przyzwyczajona do zajmowania się dzieckiem, a teraz od kilku godzin nie opuszczała dziewczynki.
W tym momencie do pomieszczenia weszła Magda, która lekko zawstydzona stanęła przed nimi.
- Może poszlibyście na miasto?- Zapytała.
- Hm... Czy ten twój nowy ma wpaść?- Odparła śmiejąc się Iza.
- No tak...- zmieszała się.- Tak więc musicie wybyć na jakieś dwie godzinki.
- Co ty na to Olli? Idziemy?
    Chłopak wstał, a następnie podał jej rękę. Iza przerzuciła torbę przez ramię i wyszli razem z budynku. Na dworze było ciepło, więc nie brała żadnej kurtki. Wyszli na chodnik i spacerem udali się do centrum miasta, które tętniło życiem. To nie było tak, jak w jej rodzinnym mieście. Małe miasto liczące zaledwie kilka tysięcy mieszkańców w żaden sposób nie mogło być porównywane do Krakowa. Szli przez rynek, gdy chłopak dojrzał budkę z lodami. Zaciągnął ją pod nią z zamiarem kupienia lodów. Iza jeszcze nigdy nie widziała kogoś, kto tak by się cieszył z lodów. Stanęła parę metrów od niego, podczas gdy chłopak zajął miejsce w kolejce. Kilka osób przed nią utwierdzało ją w przekonaniu, że zajmie to kilka minut, więc postanowiła wejść do sklepu, dziecięcego.
Chciała kupić małej jakąś zabawkę, a przy okazji jakiś ciuszek, gdyż nie przepadała za tymi różowymi w których ją wiecznie ubierała Magda.
     Z półki sięgnęła po pluszaka w kształcie kotka, który był szarego koloru. Wrzuciła do koszyka i zajęła się ubraniami. Długo zastanawiała się co by jej kupić. Nie wiedziała jaki nosi rozmiar, więc tym bardziej zajęło jej to czasu. Nawet na chwilę zapomniała o Oliverze, który szukał ją po placu trzymając w dłoniach dwa rożki. Przez chwilę zastanawiał się, gdzie mogła zniknąć, póki nie ujrzał jej sylwetki przemykającej obok wystawy w sklepie. Uśmiechnął się widząc ją, jak w skupieniu szuka odpowiednich ciuszków. Po kilku minutach znalazł się tuż obok niej. Usłyszawszy jego głos podskoczyła omal nie wytrącając jedzenia z jego dłoni. Odebrała od niego swoje truskawkowe lody i znów wróciła do przeglądania ciuchów. Tym razem chłopak jej pomagał. Szczególnie, gdy jakieś ładne ubranie znajdowało się za wysoko.
- Może w czymś pomóc?- Zapytała starsza ekspedientka podchodząc do nich.- Ile córka ma miesięcy?
- Kuzynka- poprawiła ją Iza dziwnie się przy tym rumieniąc.- Mała ma półtora roku.
- Myśleliśmy nad tym- ciemnowłosy wskazał na beżowe śpioszki ze słodkim misiem na piersi. Kobieta uśmiechnęła się. Sięgnęła po ubranie i podała im odpowiedni rozmiar. Kobieta pomogła im także w wyborze sukienki i słodkich małych buciczków. Gdy Iza już wychodziła ze sklepu, chłopak postanowił na chwilę wrócić. Czekała na niego pod sklepem. Wyszedł ciesząc się. W dłoni trzymał kolejny zakup i pokazał jej, gdy tylko zajęli miejsce w kawiarni. Kupił skórzaną kurtkę z jakimś logiem na plecach. Iza śmiejąc się pokręciła głową.
- No patrz- wskazał na napis.- To logo tutejszej drużyny motocrossowej- wytłumaczył.
- Chcesz z niej zrobić kierowce? Przecież ona nawet nie ma dwóch latek.
- Jeszcze nic nie wiadomo. A może okaże się, że jest geniuszem i przyszłym mistrzem świata w motocrossie? Albo zostanie żużlowcem. Chociaż wolałbym to pierwsze.- Iza uśmiechnęła się. Oliver tak samo jak ona, był zafascynowany małą kruszynką, z którą teraz mieszkali. Przez chwilę zastanawiała się jakby jej życie wyglądało, gdyby nie oddała wtedy dziecka. Czy spotkałaby Olivera? Czy to wszystko co wydarzyło się po śmierci jej brata, też by się stało? Zapewne nie, ale nie przejmowała się tym. Cieszyła się, że tak to się wszystko potoczyło. Chłopak stał się jej bliski, a pewne sprawy można naprawić. Przynajmniej próbowała to zrobić.
- Wracamy?- Zapytała spoglądając na niego. Jak zwykle uśmiechnął się. Odwzajemniła ten gest, chociaż w środku nie było jej wesoło.
Julka wciąż spała, a Magda siedziała w salonie. Dla Izy był to doskonały moment na rozmowę z brunetką. Chłopak zostawił ich samych, kierując się do swojego pokoju. Blondynka postawiła zakupy na stole, a następnie z radością demonstrowała każdy zakup.
- Magda...- zaczęła niepewnie.- Czy ty rozmawiałaś z moją matką?- Dziewczynę zdziwiło jej pytanie. Odkąd zadzwoniła w zeszłe święta z życzeniami, tak nie odzywały się do dziś. Młodsza siostra chciała się pogodzić, jednak ta nie zamierzała słuchać jej wyjaśnień. Wyrzekła się siostry, a teraz córki. Brunetka odpowiedziała o tym swojej siostrzenicy, która przytaknęła.
- Tuż przed wyjazdem spotkałam ją. Zaczęła się znowu awanturować, ale tym razem wypomniała mi o dziecku. Sądzi, że poddałam się aborcji...
- Powiedziałaś jej co z nim zrobiłaś?!- Powiedziała niemalże krzycząc.
- Oczywiście, że nie! Wolę żeby dalej myślała, że ono nie żyje, niż poznała prawdę. Wtedy dopiero zaczęłoby się.
- I co zamierzasz zrobić teraz?
- To co chciałam kiedyś. Znalazłam pracę, więc mogę cię trochę wspomóc finansowo, bo wiem, że u ciebie trudno z pieniędzmi. Znajdę jakieś mieszkanie i mam zamiar zamieszkać w nim z dzieckiem.
- Jesteś pewna?- Zapytała marszcząc brwi. Cieszyła się, że pomimo tak młodego wieku, Iza potrafi podjąć tak dorosłe decyzje. Szczególnie, gdy niesie ze sobą wielką odpowiedzialność.
- Tak. Postaram się załatwić to jak najszybciej.
- To dobrze- westchnęła brunetka.- Im dłużej z tym będziesz zwlekać, tym gorzej.



   

  Chłopak wszedł tylnymi drzwiami do warsztatu. Od razu poczuł zapach benzyny i innych smarów. Po drodze zahaczył o kilka narzędzi, które dziewczyna musiała zostawić na podłodze. Rozglądnął się po pomieszczeniu, jednak jej nie zauważył. Zajrzał do kanału, jednak tam również jej nie było, więc ruszył do biura. Idąc niewielkim korytarzem słyszał jakieś dźwięki dobiegające z pomieszczenia. Usłyszał także głos swojej przyjaciółki. Drzwi były uchylone, więc zajrzał do ich środka. Speedy stała, opierając się o biurko. Ręce wycierała w brudną szmatkę, nerwowo się przy tym uśmiechając.
- Nie możemy tego zrobić- odezwał się mężczyzna podchodząc do niej. Był szczupły i wysoki przez co lekko się garbił. Oliver zauważył, że w jego wardze znajduje się kolczyk. Metalowe kółko, które nie cierpiał u żadnych mężczyzn. Ręką przeczesał włosy, które opadły na jego oczy. Następnie przetarł dłonią twarz.
- Boisz się?- Zaśmiała się dziewczyna.
- Tak. Boje się! Pasuje? Znam tych ludzi i wiem do czego są zdolni!
- Ja też ich znam i uwierz mi, że nic nam nie grozi. Musimy tylko...- przerwała dostrzegając chłopaka. Ciemnowłosy przy okazji wszedł do pomieszczenia, nie dając po sobie poznać, że coś słyszał.
- Wszystko w porządku?- Zapytał patrząc na swoją przyjaciółkę. Jak zwykle ta się uśmiechnęła.
- Zaczekaj na mnie przy aucie- powiedziała po czym zamknęła drzwi. Chłopak zrobił tak jak chciała. Wrócił się i oparł o jej zielonego Forda Mustanga.
Upewniwszy się, że jej przyjaciel już poszedł, Speedy znów zwróciła się do znajomego.
- Słuchaj, nie mam zamiaru się z nim cackać. Na jutro wszystkie auta mają być gotowe, więc na twoim miejscu wzięłabym się do roboty.
- Na cholerę ci to?- Krzyknął wyraźnie oburzony. Powoli tracił cierpliwość do dziewczyny. Jej nonszalanckie podejście do życia go irytowało. Szczególnie, gdy w ważnych sytuacjach, nie potrafiła zachować powagę.
- Dostałam zlecenie. Tyle powinno ci wystarczyć, a teraz idź już. Nie mamy czasu- nie patrząc na dziewczynę, wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Framuga głośno zatrzeszczała, a drzwi ponownie zostały otwarte. Speedy wyszła, szukając swojego przyjaciela. Stał przy jej samochodzie, grzebiąc coś w telefonie. Gdy zamknęła drzwi od warsztatu, zwrócił na nią swoją uwagę.
- Thea, powiedz mi, o co tym razem poszło?- Zapytał zmartwiony chłopak. Brunetka ponownie się uśmiechnęła.
- Sprzedaje warsztat- oznajmiła beztrosko.
- A...Ale po co?
- Wyjeżdżamy. To miasto zbytnio mnie przytłacza- przekręciła klucz i schowała w swoich krótkich jeansowych spodenkach.
- Miasto? Czy ludzie? Znowu wpakowałaś się w kłopoty?
- I kto to mówi?- Zaśmiała się, a następnie zajęła miejsce kierowcy. - Co powiesz o Polsce? Dawno tam nie byłam...- powiedziała odpalając samochód.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 11

     Hiszpan zawiózł ją do domu przyjaciela. W ciągu kilku minut miał się tam stawić także jej towarzysz w podróży. Maciek zszedł na dół i czekał przed wejściem do swojego bloku. Nie chciał przerywać im, albo w jakiś sposób przeszkodzić. Nie przepadał za młodym właścicielem konkurencyjnego baru, dlatego też wolał siedzieć cicho. Zwłaszcza, że wiedział kim tak naprawdę jest chłopak Izy.
 – Będę tęsknił – powiedział uśmiechnięty chłopak.
 Dziewczyna spojrzała na niego. Chwycił jej dłoń i kciukiem jeździł po delikatnej skórze. Poczuła przyjemne mrowienie w miejscu, w którym ją dotykał.
 – Wyjeżdżam tylko na parę dni...
 – To nie zmienia faktu, że będę tęsknił. Masz – wręczył jej kartkę, którą niechętnie przyjęła.
 Po wielu namowach zgodziła się, aby on pomógł jej finansowo. Jednak obiecała, że odda mu wszystko. Co do grosza.
 Spojrzała w jego oczy i zauważyła w nich smutek. Wyciągnęła rękę w jego stronę i chwyciła za jego głowę, przyciągając go do siebie. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Trwało to chwilę, ale obydwoje poczuli do siebie ogromne pożądanie. Chcieli więcej, jednak nie mieli na to czasu. Oderwała się od niego i wyszła z samochodu. Chłopak zrobił to samo. Obszedł auto i wyciągnął jej torbę z bagażnika. Postawił ją tuż przed budynkiem. Maciek wziął walizkę i wniósł do góry, zostawiając ich samych.
 – To ja będę się zwijał – wyszeptał smutny.
 – Misiek, wracam za parę dni... Przecież wrócę i dokończymy to co zaczęliśmy – powiedziała figlarnie. Uśmiechnął się i objął ją w pasie. Złożył namiętny pocałunek na jej ustach.
 – Trzymam cię za słowo – powiedział, po czym zniknął wraz z samochodem. Uśmiechnięta, weszła do środka. Maciek widząc ją, pokręcił tylko głową.
 – Czy Oliver wie, że mieszkasz z nim? – Rzucił od razu, gdy zatrzasnęła drzwi.
 – Nie i się nie dowie. Już i tak dość dużo o mnie wie, a to jest niepotrzebne.
 – Jesteś tego pewna? Wiesz...
 – Maciek – warknęła. – Mów o co ci chodzi.
 – Bo wydaje mi się, że on coś do ciebie czuje. Chodzi mi o to, że... no, nie wiem. Nie jest to zwykłe zauroczenie. To coś więcej.
– Maciek!- Skarciła przyjaciela. – Nie mów głupstw.
– Nie mówię. Wiesz, że ja się znam na tym. Nawet bardziej niż to sobie wyobrażasz.
– To niemożliwe – powiedziała ze smutkiem w głosie.
– Czemu? Przecież ty też coś do niego czujesz. Prawda? Tego przede mną nie ukryjesz – uśmiechnął się.
– Nie. Ja wolę Lucka, a zresztą, nie moglibyśmy być razem. On kocha Speedy.
– Skąd wiesz? Może tylko...
– Widziałam jak on opowiada o niej. Jego zachowanie oraz wyraz twarzy. On ją kocha, ale to miłość bez wzajemności.
– Tak, jak twoja- burknął na tyle cicho, żeby nie usłyszała.
Maciek wiedział, że jego przyjaciółka jest czuje coś do Lucka. To była jej pierwsza miłość i właśnie ona przyniosła jej najwięcej bólu. Oszukiwała się i swoje serce, że Oliver nic dla niej nie znaczy, ale prawda była taka, że jego także darzyła pewnym uczuciem.
 Po kilku minutach w drzwiach zjawił się Oliver. Uśmiechnięty, zabrał bagaże i chwycił ją za dłoń, schodząc ze schodów. Wyszła z budynku i uśmiech zniknął z jej twarzy. Ciemnowłosy nie zauważył jej reakcji i podszedł do auta. Zapakował walizkę i, gdy zamknął bagażnik, spojrzał na dziewczynę. Stała jak wryta, wpatrując się przed siebie. Jego wzrok powędrował w tą samą stronę i ujrzał starszą kobietę o blond włosach, która szła w ich kierunku. Gdy już była kilka metrów od nich, dostrzegł pewne podobieństwo. Domyślił się, że to matka dziewczyny. Podszedł do Izy i objął w pasie, ciągnąc w stronę auta.
 – A więc tak się teraz puszczasz! – Krzyknęła kobieta. – Nie wierzę, że moja córka stała się zwykłą dziwką!
 Oliver spojrzał na Izę, której łzy zbierały się w oczach. Usłyszeć takie słowa od własnej matki... Wiedział, że to ją zabolało. I to bardzo.
 – Ona nie jest dziwką – warknął, broniąc dziewczynę. – Jakbyś nie zauważyła, to w końcu jest szczęśliwa, więc daruj sobie tą gadkę.
 – Nie tym tonem gówniarzu! To moja córka i mam prawo mówić do niej to, co chce!
 – Nieprawda – wydukała oszołomiona dziewczyna. – Ty nie jesteś moją matką. Nigdy nawet nie byłaś! Powiedz, czy ty kiedykolwiek się mną przejmowałaś? Czy tylko zajmowałaś się...
– Zabiłaś mi syna! Myślisz, że to da się wybaczyć? Przez ostatnie lata z trudem akceptowałam cię. Znosiłam twoją obecność. Nawet nie wiesz jak bardzo mi było ciężko! A to, że się wyprowadziłaś, to najlepsza rzecz jaka przytrafiła mi się w życiu!
– To czemu mnie dalej nękasz? Czemu wciąż nie możesz sobie odpuścić?
– Może i nie uznaję cię za córkę, ale nie potrafię wybaczyć tego, że poddałaś się aborcji. Magda wszystko mi powiedziała. To dlatego postanowiłaś tam skończyć gimnazjum? Nie chciałaś, aby nikt nie dowiedział się o ciąży!
 Dziewczyna oszołomiona weszła do auta. Nie wierzyła, że jej przyjaciółka ją zdradziła. Magda nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Matka wciąż wiedziała jak uderzyć żeby ją zabolało. Nic tak nie potrafi zranić człowieka, jak słowa. Ból psychiczny zawsze był gorszy od fizycznego.
 – Wynoś się stąd – warknęła. – Wypierdalaj z mojego życia! To, co zrobiłam, gówno cię interesuje, więc nie mieszaj się w to! – Krzyknęła, a następnie zamknęła drzwi samochodu. Matka wciąż patrzyła się w nią, a Oliver zajął miejsce kierowcy. Z piskiem opon ruszyli, zostawiając starszą kobietę za sobą. Wiedziała, że czeka ją długa rozmowa z przyjacielem. Szczególnie po tym feralnym spotkaniu.




Obserwatorzy