piątek, 30 maja 2014

Rozdział 26.




     Spotkanie z Magdą nie przebiegło tak, jak to sobie wyobrażała. Ciotka miała żal do niej o to, ale widać było, że coś jeszcze ją gryzie, a Julka była tylko zwykłym pretekstem do ukrycia swoich uczuć. Iza nie chciała z tym zwlekać, więc zaraz po przyjeździe oznajmiła, że za niedługo zabiera dziecko ze sobą i wraz z nią, zamieszka u ojca dziewczynki. Magda miała wątpliwości, czy aby to dobry pomysł, jednak wiedziała, że mała za niedługo zacznie wypytywać o swojego ojca, więc co miałaby powiedzieć? Że jej tato, gdzieś tam jest, jednak z jej powodu, nigdy go nie pozna? Owszem, chciała tak zrobić. Najlepiej zabrać dziecko ze sobą i uciec jak najdalej, jednak to nie do niej należała decyzja. Obiecała, że zawsze będzie wspierać swoją siostrzenicę i tak też miała zamiar zrobić. Pogodziła się z ich odejściem. Czuła już pustkę, która powoli narastała w niej. Wszyscy od niej odchodzili. Chyba tak już miało być...
Z rozmyśleń wyrwał ją głos blondynki. Usiadła obok niej i położyła dłoń na jej ramieniu.
- Magda. Proszę powiedz co cię gryzie. Przecież widzę, że coś jest nie tak- zaczęła dziewczyna. Brunetka w pewnym momencie poczuła, że cała złość zebrana w niej powoli wydostaje się na zewnątrz.
- Wiesz co mi jest? Mam tego serdecznie dość! To wszystko powoli mnie przerasta!- Krzyczała wściekła kobieta.- Najpierw dowiaduje się, że mama jest ciężko chora, a teraz ty chcesz mi odebrać Julkę! Mam po prostu tego dość...- głos jej się załamał, a sama zalała się łzami. Iza przytuliła ją do siebie, gładząc dłonią jej plecy. Gdy już się uspokoiła i oderwała od niej, postanowiła się odezwać.
- Babcia jest chora? Ale przecież mama nic nie mówiła...
- Anna powiedziała, że nie interesuje cię co się stanie z nią. Powiedziała, że nawet nie chcesz słyszeć o niej nic. Jakby w ogóle nie istniała.
- Przecież to bzdura! Babcia była dla mnie lepszą matką niż ona! Nawet zastanawiałam się, dlaczego tak długo się do mnie już nie odzywa.
- Bo jest w szpitalu. Już od prawie pół roku ją leczą chemią, jednak jej stan się pogorszył i o...ona...
- Już dobrze- powiedziała blondynka, ponownie przytulając Magdę. Jej samej łzy zebrały się w oczach, ale nie pozwoliła sobie na wypłynięcie ich. Wiedziała, że teraz to ona musi być twarda, aby być jakimkolwiek wsparciem dla swojej ciotki. Zresztą, złość spowodowana kłamstwem jej rodzicielki doszczętnie uniemożliwiły jej smutku. Była zbyt wściekła na nią, aby rozmyślać nad chorą babcią. Dlaczego to zrobiła? Chyba w ten sposób chciała się na niej zemścić. Wiedziała, iż ona zawsze była wielkim autorytetem dla najmłodszej z córek. Iza pamiętała jak w każdy wolny czas jechała do niej. Z czasem babcia zrobiła dla niej pokój. Jej prywatne pomieszczenie w jej wielkim domu. Uwielbiała tą kobietę i podziwiała za to co robi, a ona była jej małym oczkiem w głowie. Za to chyba Laura ją znienawidziła... Zawsze była zazdrosna o jej relacje ze staruszką. Inaczej było z Feliksem. Cieszył się, że stały się sobie tak bliskie.
- Co ci Anna powiedziała, gdy miała do was przyjechać Julka?- Odezwała się już otrzęsiona brunetka.
- Powiedziała, że jedziesz do Gdańska bo musisz coś załatwić.
- A to suka- warknęła.- Musiałam zająć się mamą, bo ona nie chciała przyjechać. Byłam w szpitalu cały czas przy niej, gdyby... no wiesz...
- Tak, rozumiem. Wiesz co? Myślę, że to ma coś wspólnego z jej zachowaniem. Mam nadzieję, że nie mówiłaś babci o tych kłamstwach, które ona nagadała.
- Oczywiście, że nie! Jeszcze bardziej bym ją zdołowała... Ale pytała o ciebie. Jest świadoma tego, że niewiele jej zostało, więc chciałaby się z tobą pożegnać.
- Dobrze, pojedziemy jutro do niej?
Kobieta skinęła głową i zerwała się z kanapy, słysząc płacz dziecka, które już obudziło się z popołudniowej drzemki.
- To zajmij się Julką, a ja skoczę do sklepu po zakupy- odparła Iza, udając się w stronę wyjścia. Musiała ochłonąć. To było dla niej za dużo. Szczególnie, gdy dowiedziała się, że musi się znowu pożegnać z kolejną osobą, którą kochała.
Feliks, babcia... kto będzie następny?- zapytała samą siebie, kierując się do centrum Krakowa.






          Blondynka właśnie zaczęła rozpakowywać zakupy, gdy do pomieszczenia wpadła, piszcząca dziewczynka. Schowała się za jej nogami, unikając spotkanie z Magdą. Tak właśnie kończyły się zabawy tej dwójki, a teraz, gdy Julka już nie długo miała odejść od niej, musiała nadrobić stracony czas z nią, który wkrótce da o sobie znaki.
Ciotka nawet dobrze przyjęła wiadomość, iż młoda matka zamierza zamieszkać z ojcem dziewczynki, jak i nią samą. W głębi wiedziała, że ten dzień nadejdzie, więc po części już była gotowa na rozstanie z małą. Chociaż to wciąż bolało, a miało być jeszcze gorzej.
- Cholera- mruknęła.- Zapomniałam kupić mleko.
- Jutro się kupi, idziemy oglądać film?- Zaproponowała ciotka, biorąc na ręce małą.
- Jak wrócę. Pójdę do sklepu, mam nadzieję, że mi go nie zamkną... Chce jeszcze zadzwonić do Olivera- dodała, widząc jej zdziwioną minę. No cóż, opowiedziała jej także o ponownej przyjaźni z chłopakiem. Chociaż wciąż się wahała, czy aby słusznie postąpiła, wybaczając mu.
- Pozdrów go ode mnie!- Krzyknęła, wychodząc z pokoju. Zasiadła na kanapie, dzierżąc w jednej dłoni pilota od telewizora. Drugą zaś obejmowała małą.
Iza założyła kurtkę, zerkając na zegar wiszący w kuchni. Było parę minut po ósmej, więc chłopak na pewno nie spał. Wychodząc na zewnątrz, wystukała jego numer w telefonie, po czym nacisnęła zieloną słuchawkę. Po niemal dwóch sygnałach usłyszała znajomy głos. Pierwszy raz rozmowa niezbyt im się kleiła. Wiedziała, że chłopak denerwuje się sprawą jego brata, jednak czuła, że coś jeszcze zaprząta jego głowę. On niestety nie chciał się do tego przyznać.
          Zaciągnęła się nikotynowym dymem, czując ulgę. Ostatnie dni spędziła na ograniczaniu się w paleniu, jednak im dłużej próbowała tym bardziej ciągnęło ją do nikotyny.
- Więc kiedy zamierzasz się wprowadzić do niego?- Zagadnął chłopak, zmieniając temat.
- Planujemy zaraz po zakończeniu szkoły. Wcześniej Luck zrobi dla Julki pokój. W przyszłym tygodniu jedziemy wybrać meble i tapetę, a reszta wyjdzie z czasem.
- To świetnie- mruknął.
- Ollie? Wszystko w porządku?
- Tak, a czemu miałoby tak nie być?
- Słuchaj. Wiem, że ostatnio cię zaniedbałam. Masz pełne prawo być na mnie zły, ale...- przerwała słysząc jego śmiech w słuchawce.
- Oj Iza... To nie tak. A zresztą tu to chyba ja najbardziej namieszałem. Nadal nie rozumiem dlaczego mi wybaczyłaś. Ale w sumie masz rację- dawno nie spędziliśmy razem czasu. Nie licząc ostatnich parę minut...
- Co powiesz na imprezę w następnym weekend? Obiecałam Melody, że z nią pójdę i w zasadzie mógłbyś z nami iść. Pobawimy się, popijemy...
- Potańczymy- dokończył chłopak, śmiejąc się.- Dobra, to widzimy się w sobotę. Przyjadę...- urwał słysząc jakiś hałas.
Iza spojrzała na tłum chłopaków ustawionych przed clubem. Była sobota, więc i coraz więcej ludzi zbierali się, gotowi pójść na imprezę. Oczywiście część z nich była już pijana. Muzyka, jak i ich głośne kłótnie, uniemożliwiły jej rozmowę z przyjacielem. Próbowała się stamtąd wydostać, aby choćby pożegnać się z nim, zanim się rozłączy, jednak ktoś zatrzymał ją. Spojrzała zdziwiona na chłopaka, zastanawiając się, co on robi w tym miejscu.





      Tym razem pogoda im dopisała. Grupka przyjaciół, śmiejąc się, opuszczała lotnisko. Słońce rozjaśniało im twarze, przez co zmuszeni zostali do przymrużenia powiek. Oczywiście, przyzwyczajeni do takiej pogody w Kalifornii, mieli ze sobą okulary przeciwsłoneczne. Ciepły wiatr muskał ich ciało. Zatrzymali się tuż przed taksówką. Chłopaki zaczęli pakować ich bagaże do samochodu, podczas gdy reszta zajmowała miejsca w środku pojazdu. Bash z hukiem zatrzasnął bagażnik, po czym spojrzał na stojącą obok niego brunetkę. Uśmiechnął się pod nosem. Wyglądała jakby była z innej bajki. Piękne, falowane, brązowe włosy spływały w nieładzie po jej twarzy. Promienie słoneczne odbijały się w jej oczach, nadając im słodkiego blasku, który i bez niego widniał w tych zielonych, kocich oczach. W krótkich, jeansowych spodenkach, mógł zobaczyć długie, idealne nogi. Miał ochotę dłońmi błądzić po nimi, jak i po jej miodowej cerze. Była piękna. A jej uśmiech utwierdzał go w tym.
- Nie jedziesz z nami prawda?- Zagadnął smutnym głosem.
- Spotkamy się na miejscu. Chce się jeszcze z kimś spotkać- odparła, chwytając torbę.
- Tylko uważaj na siebie...
- Ja zawsze uważam- zbliżyła się do niego, po czym splotła mu dłonie na szyi. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, pomimo że musiała się z nim rozstawać. Choćby tylko na kilka dni- to zawsze bolało. Złapał ją w pasie, jeszcze bardziej przyciągając do siebie. Oparł się o jej czoło.
- Gdybyś potrzebowała pomocy, wystarczy jeden telefon wsiadam w samochód i zaraz jestem przy tobie.
- Wiem. Nie musisz się o mnie martwić. Dam sobie radę- złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Wszystkie emocje zaczęły wariować, a języki toczyły własną wojnę o dominacje. Nie liczyło się dla nich nic wokół, niż obecna wspólna chwila. Musieli się sobą nacieszyć. Speedy czuła się szczęśliwa. Nigdy nie przypuszczała, że mogłaby obdarzyć kogoś takim uczuciem. Motylki ponownie zatrzepotały jej w brzuchu. W miejscach, gdzie ją dotykał czuła przyjemne dreszcze. Ich ciała stawały się coraz cieplejsze w środku. Jednak tą chwilę musieli w końcu przerwać.
- Dobra- sapnęła szczęśliwa dziewczyna.- Tym razem to ja zachowam się jak dorosła.
- A musisz?- Zapytał odgarniając jej kosmyk włosów za ucho.
- Mamy mało czasu...
- Wiem. Już nie będę cię zatrzymywał- ostatni raz złączył ich usta w pocałunku, po czym wsiadł do auta. Patrzyła na niego, póki pojazd nie schował się za zakrętem. Spojrzała na zegarek. Miała mało czasu.




***


- Co ty tu robisz?!-Wrzasnęła zdenerwowana Iza. Ponownie zlustrowała wzrokiem chłopaka, który uśmiechał się do niej szelmowsko.
- Przyjechałem do ciebie- odparł, a jej powieki jeszcze bardziej się rozszerzyły.
- To ty umiesz mówić po polsku? Jakoś na imprezie niezbyt mnie rozumiałeś...
- Bo nie było takiej potrzeby- zmniejszył dzielący ich dystans tak, że prawie czuła jego oddech na karku. Dopiero teraz zauważyła, że zostali sami. Nie było żadnej żywej duszy obok nich, gdyż drzwi do lokalu zostały otwarte i wszyscy teraz znajdowali się w środku. Słyszała głośną muzykę, wydostającą się stamtąd. Wiedziała, że żadne krzyki jej nie pomogą, gdyż nikt by jej nie usłyszał. Znajdowała się w pułapce. Jedynym wyjściem była ucieczka, ale chłopak jakby czytał jej w myślach i w momencie kiedy podjęła decyzję o ucieczce, chwycił ją za nadgarstek, uniemożliwiając odejście. Próbowała się wyrwać, jednak on był za silny. Szatyn ponownie się do niej uśmiechnął, mocniej zaciskając dłoń na jej nadgarstku. Lekko syknęła z bólu.
- Puść mnie, bo zacznę krzyczeć- zagroziła, wiedząc, że i tak ją nikt nie usłyszy.
- Oj mała, będziesz krzyczeć, ale zupełnie z innego powodu- jego śmiech napawał ją obrzydzeniem. Teraz wszystkie miłe wspomnienia zniknęły. Dlaczego nie zauważyła tego wtedy, gdy pierwszy raz spotkała go w Berlinie? Znowu zaczęła się szarpać. Miała ochotę płakać, jednak łzy nie chciały się wydostać. Jakby ich limit już się wyczerpał. Ku zdziwieniu chłopaka, zbliżyła się do niego. Niespodziewanie nogą kopnęła go w krocze. Chłopak zgiął się, jednak nie wypuścił ją z uścisku.
- Ty mała suko...- warknął, wyciągając broń zza paska.- Pójdziesz ze mną, albo odstrzelę ci tą piękną główkę.
         Wystraszona dziewczyna zaczęła posłusznie iść z nim w stronę samochodu, stojącego przy chodniku. Nie chciała tego, ale zimna lufa, dotykająca jej pleców, była zbyt przekonująca. Gdy już zbliżyli się do pojazdu, zauważyła światło, kierujące się w ich stronę. To była jej ostatnia szansa, aby wydostać się od tego psychopaty. Obróciła się, aby kierowca zauważył jego broń, jednocześnie żeby napastnik nie dostrzegł jej gestu. Motocyklista zatrzymał się tuż obok nich. Poczuła jak dłoń jeszcze mocniej zaciska się na jej ręce. Chłopak wydawał się bardzo spięty. Gdy ściągnął kask, Iza dostrzegła młodą brunetkę, która kierowała pojazdem. Położyła go tuż przed kierownicą, opierając ręce na plastikowym ochraniaczu. Blondynka spojrzała na szatyna, którego twarz wyrażała przerażenie. Była pewna, że ta dwójka zna się.
- Co robisz, Dave?- Odezwał się spokojny głos motocyklistki. Chłopak głośno przełknął ślinę.
- To chyba nie twoja sprawa- silił się na spokojny głos, jednak niezbyt mu to wychodziło.
- Owszem, moja. Bo to ja potem będę musiała cię wyciągać z kłopotów.
- Nie będziesz musiała. Tym razem skończę to raz na zawsze.
- A ty znowu o tym samym...- westchnęła.- Co on ci takiego zrobił, że go tak nienawidzisz?
- Co zrobił?! Zniszczył mi życie! Odebrał wszystko co miałem i przez niego zostałem nikim! Codziennie myślę tylko o jego śmierci. Pragnę zabić go własnymi rękami, żeby płaszczył się przede mną, błagając o życie!
- I co potem? Myślisz, że odzyskasz to? Mylisz się. On nie jest wszystkiemu winien. Obwiniasz go za to co zrobił, jednak nie dostrzegasz, że sam zrujnowałeś sobie życie. On może jest po części winien, jednak ty pozwoliłeś, aby odebrał ci resztę. Po prostu poddałeś się.
- Zamknij się! To są moje prywatne sprawy i zrobię to, co będę chciał, a tobie gówno do tego!
- Mi?- Zaśmiała się perliście.- Możesz robić co tylko ci się podoba i wiedz, że jeśli zrobisz coś tej dziewczynie, lub wykorzystasz ją do tego, osobiście cię zabiję.
- Przecież ty ją nawet nie znasz, więc jej śmierć nic nie zmieni.
- Dużo zmieni. Dave, mówiłam ci, że nie zabijamy niewinnych, ani ich nie krzywdzimy. To nasza podstawowa zasada, którą ty chcesz złamać, o ile już nie złamałeś, patrząc jak mocno ściskasz ją za dłoń- chłopak momentalnie puścił dziewczynę, która zaczęła ocierać zraniony nadgarstek.- Widzisz?
- Ona jest z nim- warknął- więc jest tak samo winna- odbezpieczył broń, przykładając ją do skroni blondynki. Ponownie fala strachu zalała ją.- Thea, proszę. Obiecałaś mi zemstę, więc pozwól mi ją zabrać.
- Obiecałam ci uzasadnioną zemstę, a to nie jest tym. To zwykły przypadek, że ona pojawiła się na twojej drodze- zrobiła krótką przerwę, głośno wypuszczając powietrze.- Teraz ją zostawisz i wrócisz do domu, gdzie poczekasz na mnie. Jeśli ją skrzywdzisz ja i Bash inaczej się tobą zajmiemy.
Chłopak lekko zawahał się, jednak opuścił broń. Wściekły, wsiadł do auta, trzaskając drzwiami i z piskiem opon, pojechał. Iza wpatrywała się w odjeżdżający pojazd. Czuła ulgę i jednocześnie strach pozostał w jej ciele. Wciąż zadawała sobie pytanie, kim on do jasnej cholery był i co właściwie się stało przed chwilą?!
- Wszystko w porządku?- Zapytała dziewczyna, nie odrywając od niej wzroku. Była ciekawa, jak ona zachowa się w tej sytuacji.
- Tak- odparła ochrypłym głosem.- Dziękuje za pomoc- podniosła kawałki swojego telefonu z ziemi, zauważając, że szybka pękła. Zaklęła pod nosem i skierowała się w stronę domu Magdy.
- Ej, zaczekaj!- Krzyknęła brunetka. Iza ponownie się spięła i głośno połknęła ślinę.- Odwiozę cię do domu.
- Nie trzeba- wymamrotała niepewnie.
- Owszem, trzeba. Ten idiota kręci się tu w pobliżu i wolałabym nie ryzykować, że ci coś zrobi.
- Dlaczego się o mnie martwisz? Przecież my się nie znamy- blondynka spojrzała na nią z dziwieniem, jednak ta tylko się uśmiechnęła.
- Może kiedyś już się spotkałyśmy? A może w przyszłości to ja będę potrzebowała twojej pomocy, a Dave pokrzyżuje moje plany? Wolę mieć pewność, że dotrzesz cała do domu.
- Dzięki- wyszeptała niepewnie chwytając kask, usiadła zaraz za brunetką. Ta odpaliła silnik i udała się do podanego przez Izę miejsca.
Po niecałych piętnastu minutach znalazły się przed mieszkaniem. Dziewczyna zsiadła z motocykla i oddała kask brunetce. Przy tym ruchu, spojrzała na swój nadgarstek, który powoli robił się już siny.
- Dlaczego on to zrobił?- Zapytała już pewnym głosem. Czuła się swobodnie przy nowo poznanej dziewczynie. Miała wrażenie jakby znały się już od lat. I ten jej uśmiech... taki znajomy.
- Nie wiem- westchnęła.- Kiedyś coś się stało między nim a Luciem, co go zmieniło- słysząc imię swojego chłopaka, Iza spięła się.- Nie martw się. On już od dawna próbuje się na nim zemścić, jednak mu to nie wychodzi.
- C...Czy on wróci po mnie?
- Mam nadzieję, że nie. Opowiedz o tym spotkaniu Lucio'wi, a ja przypilnuje Dave, żeby nic nie odwalił. Jeśli będzie coś kombinować, to od razu się tym zajmę. Możesz mi zaufać.
- Skąd znasz Luck'a? Myślałam, że nie jesteś stąd... wydawało mi się, że masz brytyjski akcent.
- Bo jestem Brytyjką- uśmiechnęła się do niej.- Właściwie to dzisiaj rano przyjechaliśmy tu. Muszę odwiedzić starego przyjaciela, więc Dave także tu jest. Ale byłam pewna, że został z nimi. Będę musiała się z nimi rozprawić- westchnęła teatralnie, na co Iza się uśmiechnęła. Wydawała się być taka miła, jednak dziewczyna nauczyła się, że pozory potrafią mylić. Z rozmowy z tym psychopatą wynikało, że są w jakimś gangu. Przypominając sobie to, przestała się uśmiechać.
- Jeszcze raz dziękuje za pomoc, Thea- powiedziała, stojąc przy drzwiach, do których próbowała wsadzić kluczyk.
- Speedy, nie lubię, gdy ktoś używa mojego imienia- poprawiła ją dziewczyna, po czym odjechała. Blondynka ze zdziwieniem patrzyła się na odjeżdżającą dziewczynę. Szybko wparowała do domu, chcąc zadzwonić do swojego przyjaciela. Widząc śpiące w salonie dziewczyny, zatrzymała się. Zabrała małą Julkę do jej pokoju, po czym włożyła ją do łóżeczka. Wróciła do Magdy, lekko potrząsając ją za ramię. Gdy ta się obudziła, zamrugała jeszcze kilka razy powiekami.
- Boże, gdzieś ty była?!
- Przepraszam... zagadałam się z Oliverem i już było za późno, żeby kupić mleko, więc wróciłam do domu...
- A ja już miałam wzywać policję- zaśmiała się kobieta, kierując się do własnej sypialni. Iza nie pozostała im dłużna. Sama wróciła do swojego pokoju. Rzuciła torbę na łóżko, w której zabrzęczały kawałki jej telefonu. Automatycznie sięgnęła po pilota od telewizora, włączając jakiś program. Zabrała się za składanie komórki, jednak niektóre części po prostu pękły, czy też się połamały. Zrezygnowana sięgnęła po telefon stacjonarny, stojący na jej nocnej szafce. Wybiła numer Olivera i niemal od razu chłopak odebrał.
- Boże, Iza! Nic ci nie jest?! Co się tam stało?!- Zaczął zawalać ją pytaniami, na co ona się roześmiała.
- Nie Ollie, jestem cała i zdrowa. Nie uwierzysz kogo spotkałam...
- Czekaj- przerwał jej, a ona usłyszała w słuchawce głos jakiegoś reportera. Sama przełączyła na wiadomości. Dostrzegła autostradę, którą zawsze jechała, aby dostać się do Krakowa, jak i do domu. Kilka samochodów leżało w różnych stronach, jak i ich części, przez co zrobił się duży karambol. Sanitariusze, jak i strażacy, zdążyli już dotrzeć do rannych. Nagle tuż obok jednej z karetek pojawił się reporter, relacjonujący wydarzenie.

Dzisiaj o godzinie dwudziestej trzeciej doszło do tragicznego wypadku, którego skutkiem były dziewięć śmiertelnych osób. Uczestniczyło w nim ponad dwadzieścia pojazdów, a strażacy wciąż szukają rannych. Liczba śmiertelnych osób wciąż się powiększa. Naoczni świadkowie twierdzą, iż kierowca samochodu ciężarowego specjalnie trącił bokiem motocyklistkę, która w tym samym czasie zmieniała pas. Właśnie w tym momencie sanitariusze wnoszą ją do karetki...”

- O mój Boże- wyszeptała roztrzęsiona Iza, zasłaniając dłonią usta.

... Motocyklistka próbowała zjechać na pobocze, chcąc uniknąć tych wydarzeń, jednak niestety nie udało jej się to. Tracąc kontrolę nad pojazdem, zahaczyła o kolejny samochód, przez co wyleciała z motocykla. Odległość od pojazdu do kierowcy szacuje się na ponad dwadzieścia metrów. Następne dwadzieścia cztery godziny zadecydują o jej stanie”.

Reporter zakończył swój wykład, zostawiając kamerzystę, który jeszcze pokazał kilka ujęć z miejsca wypadku. Serce Izy waliło jak szalone. Nie mogła zrozumieć jak to możliwe. Przecież, jeszcze parę minut temu rozmawiała z nią. A może to było dłużej?
- Ollie?- Zapytała ze łzami w oczach.
- Speedy miała wypadek- powiedział, po czym rozłączył się.



Hej ;* Nowy rozdział dodany, jednak jeszcze go nie sprawdziłam, więc za wszystkie błędy przepraszam :c

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 25


           Nadszedł kolejny dzień szkoły. Iza właśnie beztrosko przemierzała korytarz, gdy spostrzegła dziewczynę, idącą w jej stronę. Ten budynek już aż tak bardzo ją nie przerażał. Wręcz przeciwnie- chętnie do niego uczęszczała. Nie była złą uczennicą. Fakt, że miała zaległości, jednak szybko się z nimi uporała. Kilka wypracowań, parę kartkówek i sprawdzianów, zaliczyła w zaledwie dwa tygodnie. Bez problemu zapamiętywała informację zawarte w podręczniku. Dodatkowa motywacja ze strony Luck'a pomagała jej w tym. Perspektywa wspólnego mieszkania wydawała się znakomita w obecnej sytuacji. Pomimo, że już wcześniej z nim mieszkała, teraz miało być zupełnie inaczej. Miała być z nimi Julka. Czy wszystko się ułoży? Byli młodzi i mieli prawo popełniać błędy, jednak nie w tak poważnych sytuacjach. W grę wchodziło zbyt wiele. Szczególnie, że Julka mogła na tym ucierpieć.
          Wyciągnęła potrzebne podręczniki, zauważając iż wypadła jej kartka. Spojrzała na nią i uśmiechnęła się. To był rysunek dziewczynki. Nabazgrolone, dziwne kształty w ogóle nie przypominały niczego. Po prostu były to kolorowe bazgroły. Jednak dla niej było to coś więcej. Uśmiechnęła się na widok rysunku. Mała zawsze rysowała, gdy tylko Iza to robiła. Chciała robić to, co jej matka.
- Iza!- Krzyknęła Melody przytulając ją do siebie.
- Jezu, dziewczyno! Nie strasz mnie tak!- Odparła, głośno oddychając.
- Oj, nie marudź. Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia- wyszczerzyła usta w uśmiechu, ukazując swoje śnieżnobiałe uzębienie. - Ty, ja, plus club Diva dzisiaj wieczorem! Co ty na to?
- Dzisiaj?- Zapytała marszcząc brwi.
- Nie mów, że dzisiaj nie możesz. Powiedziałam, że nie przyjmuje odmowy!
- Ja naprawdę nie mogę. Po szkole jadę z Julką do Krakowa i wracam dopiero w niedzielę. Ale obiecuję, że pójdziemy w przyszły weekend.
- Trzymam cię za słowo- fuknęła, udając złą.- Dobra, w takim razie ja mykam. Może uda mi się namówić Jack'a żeby poszedł ze mną.- Ponownie przytuliła ją na pożegnanie i zniknęła w tłumie uczniów. Iza udała się w stronę następnych zajęć. Ostatnią lekcję miały osobno, więc dzisiaj już miały się nie zobaczyć. Nim weszła do klasy, ponownie została zatrzymana przez kogoś, za kim nie przepadała.
- Iza- powiedział.- Miło cię widzieć.
- Raczej bez wzajemności- odparła, poprawiając osuwający się pasek od torby.
- Nie przesadzaj Kochanie. Wciąż nie mogę zapomnieć o naszym pocałunku- wyszeptał jej do ucha, przejeżdżając dłonią po policzku. Poczuła nieprzyjemne dreszcze w miejscu, w którym ją dotknął.- To jak? Zastanowiłaś się nad moją propozycją?
- Pierdol się- warknęła, odwracając się od niego. Nie miała ochoty z nim gadać, chociaż zastanawiała ją jego propozycja. Co on wiedział, czego ona potrzebowała? Raczej nic.


      Wkurzona zachowaniem brata Melody, blondynka postanowiła odpuścić sobie ostatnią lekcję. Była zbyt podminowana, aby w pełni funkcjonować na zajęciach. Chciała powiedzieć o tym swojej przyjaciółce, jednak jak miała to zrobić? Gdyby ktoś powiedział coś złego o jej bratu, czy ona by uwierzyła? Oczywiście, że nie. Zbyt dobrze go znała, aby uwierzyć w jakiekolwiek bzdury na jego temat. Co innego, jeśli chodziłoby o Laurę, ale ich relacje... nie były najlepsze.
      Szła chodnikiem, otoczonym z obydwóch stron drzewami, gdy przed jej oczami wyrósł wielki stadion. Nogi same ją tam poniosły. Ku jej szczęściu, nikt nie stał przed wejściem- co było bardzo rzadko spotykane. Minęła hol, wychodząc na tor. Zauważyła kilku zawodników, zawzięcie dyskutując na jakiś temat. Nie dostrzegła swojego przyjaciela, więc zajęła jedno z miejsc, tuż przy siatce. W milczeniu wpatrywała się w jeżdżących po toru motocrossowcach. W pewnym momencie nawet podskoczyła, widząc jak jeden z nich, podczas skoku, ląduje ciałem na ziemi. Pojazd wypadł mu z rąk, co go bardziej wkurwiło niż bolało. Ściągnął rękawice, które z impetem rzucił o ziemię. Kask, jak i gogle, po chwili również do nich dołączył.
- Nie będę jeździł na tym gównie!- Krzyknął do starszego mężczyzny.- Chce odzyskać mój stary cross. Na tym nawet zwykłego whip'a nie da się na nim zrobić!
- Już ci mówiłem. Twoi sponsorzy zdecydowali, że albo zaczniesz jeździć na nim, albo zostaniesz żużlowcem. Mówiłem ci już od dawna, że byłbyś wspaniałym żużlowcem...
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie interesuje mnie żużel!- Krzyknął na pożegnanie. Był zbyt wkurzony, aby kontynuować tą rozmowę. Mogłoby paść zbyt dużo niepotrzebnych i nieprzyjemnych słów. Trzasnął metalową furtką, wciąż klnąc pod nosem, gdy dostrzegł dziewczynę, śmiejącą się z niego.
- Iza? A co ty tu robisz?
- Pomyślałam, że wpadnę. Dawno się nie widzieliśmy- odparła, po czym przytuliła go na przywitanie. Usłyszeli za sobą kilka gwizdów kolegów z jego drużyny, na co obydwoje wybuchli śmiechem.
- Może poczekasz na mnie chwilkę, tylko się przebiorę i pojedziemy do mnie?- Gdy dziewczyna skinęła głową, dał jej kluczyki od auta, aby ta nie była narażona na żadne spotkanie z jego kumplami. Wiedział, iż one nie skończą się za dobrze, a oni potrafią dopowiedzieć sobie niektóre fakty, więc mogło nie być miło.
Ruszył niemal biegiem do szatni. Wziął jeden z najszybszych pryszniców w swoim życiu i już po dziesięciu minutach stał czysty i przebrany w swoje ciuchy. Chwycił torbę i wybiegł ze stadionu, omijając szerokim łukiem gabinet ich trenera. Był na niego wkurzony i nie zamierzał przepraszać za swoje zachowanie. W końcu jego zdanie głównie się liczyło, gdyż to właśnie on miał podjąć decyzję o swojej przyszłości. Czy miał też zmienić sport, aby oni byli zadowoleni? Jako kierowca, mógł, jednak kochał motocross i nie zamierzał z niego rezygnować. Najwyżej znajdzie innych sponsorów, gdyż ci mogliby nieco zniszczyć jego wizerunek.
Zajął miejsce kierowcy w swoim aucie, tuż obok blondynki, która się do niego uśmiechnęła.
- Co tak naprawdę cię do mnie sprowadza?- Zapytał widząc w jej oczach podejrzliwy błysk.
- Nic- odparła wzruszając ramionami.
- Iza...
- No dobra- w skrócie opowiedziała mu wydarzenia z ostatnich kilku dni, skupiając się wyłącznie na sprawie wspólnego zamieszkania z ojcem Julki.- Bo wiesz... Ten facet, z którym wcześniej mieszkałam, to właśnie jej ojciec.
Oliver przez chwilę zastanawiał się co ma jej odpowiedzieć. To była trudna decyzja, zważywszy, że jego zdanie bardzo się dla niej liczyło. Miał on olbrzymi wpływ na to, co postanowi.
- Jesteś pewna, że będziesz z nim szczęśliwa? Jesteś młoda i może to jest za dużo dla ciebie...
- O to, to się nie martw. Nie będę sama. Ale czy powinnam się zgadzać?
- Jeśli go kochasz...- powiedział z wielką gulą w gardle- to czemu nie? Przynajmniej Julka będzie miała rodzinę.
- Dziękuje- pisnęła ponownie go przytulając. Tym razem jednak było inaczej. Coś go blokowało.- Cholera! Już jest po drugiej... Podwiózłbyś mnie pod szkołę?- W milczeniu skinął głową i zawiózł ją pod wybrane miejsce. Pożegnał się, udając, że wszystko w porządku. Jednak coś zdecydowanie nie pasowało mu. Czuł coś dziwnego, co strasznie wierciło mu dziurę w brzuchu.
Zauważył, że ostatnio stał się częstym bywalcem baru, w którym pracował Maciek. Nawet ich relacje się polepszyły.
- A tobie co?- Zagadnął blondyn, podsuwając mu kufel z piwem. Przez chwilę Oliver bawił się nim, aż w końcu odpowiedział na jego pytanie.
- Chyba się zakochałem- westchnął.
- A to nowość. Więc kto jest tą szczęściarą, która skradła naszemu przystojniakowi serce?
- O matko... Zakochałem się w Izie.



Kolejny ciąg cyfr przemieszczał przez monitor komputera. Wytatuowany chłopak wystukiwał jakieś dane na klawiaturze, po czym otwierały się kolejne okna. Trwało to kilka minut, nim otworzyły się upragnione dane. Brunetka podziękowała Alex'owi, który usunął się z miejsca, dając jej pełny dostęp do informacji. To nie było jego sprawą co znajdowało się na tym pendrivie. On już wypełnił swoje zadanie, więc postanowił skorzystać z wolnego wieczoru, jakiego wszyscy dostali, po udanej akcji. Kilka godzin zajęło jej przeczytanie jego akt, nim natrafiła na odpowiednie informacje. Poczuła niezmierną ulgę, ale i również zmartwienie. Było gorzej niż myślała. Jej brat był w niebezpieczeństwie, a ona go zostawiła. Codziennie tłumaczyła sobie, że zrobiła to dla jego dobra- obydwoje to zrobili.
- I jak?- Zagadnął Bash, podając jej zimne piwo, które z wielką radością przyjęła.
- Wiesz kto go zabił? ON. Skurwiel zabił go przeze mnie. Fakt narobił mu wielu problemów, ale to przeze mnie go zabił. I o mało nie zabiłam przez to własnego brata.
- Ale on żyje, więc chyba dobrze?
- Zależy. Moja obecność zagraża mu bardziej niż myślała. Spójrz na listę jego kontaktów- wyciągnęła kartki z wypisanymi imionami.- Większość z nich sama zabiłam, albo naraziłam ich się. Gdy tylko się dowiedzą o nim, to będzie jedyny sposób, aby mi zagrozić. Jeśli ktoś...
- Nie- przerwał jej. - Nikt się o nim nie dowie. Wszystko zatuszujemy, a jego istnienie zlikwidujemy. Dawne dane po prostu nie będą istnieć. Tak jakby państwo Calldev w ogóle nie istniało.
- Już się tym zajęłam. Na razie jest bezpieczny, jednak nie wiem jak długo to będzie trwać.
- Więc co zamierzasz zrobić? Wiesz, że jeśli coś pójdzie nie tak, możemy spierdolić całą akcję.
- Wracamy do domu- odparła pewnie, upijając kilka łyków alkoholu.

         Narobiła sobie zbyt dużej biedy, aby teraz coś poszło nie tak. Przez własną głupotę musi się teraz ukrywać i nie tylko ona. Każdy z nich coś poświęcił. Bash odszedł od rodziny, angażując swoją śmierć, aby nikt im nic nie zrobił. Alex i Jack widzieli śmierć własnych rodziców. Toby stracił wszystko. Był świadkiem śmierci własnej dziewczyny, jednak nim tak się stało, oni zgwałcili ją na jego oczach, a ten nie mógł nic zrobić. To wszystko było tylko i wyłącznie jej winą. Ona utworzyła ten zespół i byłą w pełni za to odpowiedzialna. Nie potrafiła uchronić swojego jedynego brata, a co dopiero ich. Mel i Ross znała od dzieciństwa. Wszyscy czworo trafili do Domu Dziecka, gdzie zaczęła się ich przyjaźń. Teraz wszystko wisiało na włosku. Jako lider była odpowiedzialna za najbardziej odpowiedzialne decyzje. To ona była głównym strategiem, więc to na niej spadła ta odpowiedzialność. Oni, jako jej rodzina, chcieli oczywiście pomóc, tak jak ona im kiedyś pomogła. Przecież, co by zrobili, gdyby ona się nie pojawiła? Żadne z nich nigdy nie obarczało jej za śmierć bliskich. Może i wtedy stracili część swojej rodziny, ale za to zyskali większą, lepszą. A teraz istniało ryzyko, że mogliby to wszystko stracić.
Czy podejmie się próbie ocalenia brata, jednocześnie mogąc skrzywdzić bliskich?- To pytanie z hukiem odbijało jej się po głowie.





Wiem, że rozdział krótki :< ale za to w piątek nadrobię :*
Pozdrawiam
Seo

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 24

      
     Iza wpatrywała się w swojego byłego przyjaciela. Była skłonna do wybaczenia mu tej chwili ciszy, jaką serwował jej od kilku dni, jednak musiała zachować zimną krew. Nie mogła tak łatwo odpuścić. Szczególnie, że on musiał dostać za swoje. Była mściwa, ale potrafiła okiełznać swój temperament. 
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać i nie muszę tego robić!- Krzyknęła, kierując się w stronę wyjścia. Miała także żal do przyjaciela, że podstępem zmusił ją do przyjścia tu.
- Iza, proszę... Naprawdę jest mi przykro, że zachowałem się jak ostatni dupek. Chciałem zadzwonić do ciebie już następnego dnia, ale musiałem pilnie wyjechać z...
- Nie interesuje mnie to- warknęła, przerywając mu.- Zrobiłeś, co zrobiłeś i możesz teraz zapomnieć o mnie. Udowodniłeś ile jestem dla ciebie warta! 
Wybiegła na rynek. Miała nadzieję, że w tłumie ludzi Oliver jej nie znajdzie, ani nie będzie urządzać żadnej sceny.
- Przepraszam- powiedział, chwytając ją za dłoń. - Jestem pieprzonym dupkiem, który spierdolił wszystko. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to. Naprawdę zależy mi na tobie.
Dziewczyna rozglądnęła się wokół siebie. Widziała rozgadane grupki przyjaciół, trzymające się za ręce pary zakochanych. Patrzyła na to wszystko, pogrążona we własnych, niewesołych myślach. 
- Bałam się, że cię stracę- wyszeptała, po czym kilka słonych łez spłynęło po jej policzkach.- Wiesz, jak bardzo mnie to zabolało, gdy zdałam sobie sprawę, że już nie wrócisz? Po prostu poczułam się jak nic nie warty śmieć... Zostawiłeś mnie, a obiecałeś, że zawsze będziesz przy mnie. Że zaopiekujesz się mną, żebym więcej nie zrobiła sobie krzywdy. A sam mnie zraniłeś...
Chłopak nie wiedząc co zrobić, przyciągnął ją do siebie i przytulił. 
- Wiem. I nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo się za to nienawidzę. Spierdoliłem sprawę, ale chce wszystko naprawić. Musiałem wyjechać i przypadkowo zostawiłem telefon w domu. Wyjechałem, bo zadzwonił do mnie brat. Zrozum, nie rozmawiałem z nim od kilku lat i stęskniłem się za nim.
- Ja za tobą też, chociaż pewnie cię to nie obchodzi...
- Obchodzi i to bardzo! Zadzwoniłbym już następnego dnia... Jak tylko wróciłem od razu zacząłem do ciebie wydzwaniać. Iza, proszę daj mi ostatnią szansę...
         Dziewczyna niepewnie spojrzała na niego. Patrzył na nią zmartwiony. Bał się, że to wszystko jest już końcem i ona nigdy nie przebaczy mu jego głupoty. Przecież to, że Julka jest jej córka, przetrawił już w drodze do domu. Chciał zawrócił, jednak telefon od rodzicielki mu to uniemożliwił. Zatrzymał się tylko na chwilę w domu, gdzie zostawił przypadkowo ten przeklęty telefon i od razu ruszył na lotnisko. Jego głowę zaprzątało teraz coś innego. Dziecko zostało odrzucone na drugi plan, a jego miejsce zajęło zniknięcie Max'a, młodszego brata Olivera.


- Tylko tym razem tego nie spierdol- powiedziała, ocierając resztki łez z twarzy.






         Dziewczyna szła nocą przez śpiące ulice, o których ludzie już dawno zapomnieli. Ciemne niebo zostało przyozdobione jasnymi, mieniącymi się punktami. Wszystko było piękne. W końcu świat przybierał na barwach. Szarość i beznamiętność zostały zastąpione różnymi kolorami. Wszędzie widniały pozytywne emocje, które przyprawiały człowieka o radość. Wszystko w jej życiu idealnie się układało. Miała rodzinę. Nie chodziło jej o matkę, czy ojca, którzy ją zaakceptowali, lecz o Luck'a. Wiązała z nimi poważne plany. Jednak wiedziała, że jest jeszcze młoda i ma dużo przed sobą. Chociaż i tak wiele przeżyła. Wciąż odkładała myśli o przyszłości na później. Jednak wiedziała, że trzeba w końcu stanąć prawdzie w oczy. Nie wiedziała tylko kiedy. Może jak zaczną się wakacje? Będzie miała wtedy wiele czasu do namysłu i nic nie będzie zawracać jej głowy. Szkołę powoli nadrabiała, ale jeszcze miała wiele zaległości. I mało czasu. Ale teraz nie chciała o niej myśleć. Teraz był czas, aby się cieszyć tym, co się ma.
       Trzasnęła furtką, wchodząc na teren jego posesji. Ruszyła brukowanym chodnikiem w stronę drzwi wejściowych i już po chwili wkładała klucz do zamka, otwierając drzwi do domu Luck'a. W korytarzu panowała ciemność. Nie zaświecała światła, gdyż myślała, że może obudzić tym ich, a tego nie chciała. Ściągnęła buty i w ciszy szła, kierując się do sypialni. Jednak chłopak nie spał. Siedział w salonie, wpatrując się w swoje dłonie. Julki nie było przy nim. Pewnie zaniósł ją do łóżka w pokoju, aby było jej wygodniej. Gdy zaświeciła światło w salonie, podniósł wzrok i spojrzał na nią. Zmartwiła się. Już widziała taki wyraz twarzy u innej osoby i nie wyszło z tego nic dobrego. Na początku.
- Musimy porozmawiać- zaczął swoim poważnym tonem. Wystraszyła się. Usiadła obok niego i dostrzegła powód jego „wpatrywania” się w swoje dłonie. Trzymał zdjęcie, a na nim była ona. I to w ciąży.- To moje dziecko, prawda?
- Luck, ja nie...
- Julka- przerwał jej.- Jest moją córką.
Milczała.
- Wtedy, kiedy odeszłaś ode mnie, to dlatego, że byłaś w ciąży. Wiesz jak tęskniłem za tobą? Codziennie zastanawiałem się, co zrobiłem źle. Dlaczego mnie zostawiłaś. Nawet przez myśl nie przeszło mi, że to przez dziecko.
Przełknęła głośno ślinę.
- Czemu mi nie powiedziałaś?- Spojrzał jej w oczy. Zobaczyła ich szklistość i teraz sama się nad tym zastanawiała. Czemu tego nie zrobiła? Przecież zawsze mogła na niego liczyć...
- Bałam się- wyszeptała cicho, ledwie dosłyszalnie.- Nie wiedziałam czy mi uwierzysz. Albo czy będziesz chciał bawić się w ojca. Byliśmy młodzi, a to zmieniłoby całe nasze życie.
- Twoje zmieniło- ujął jej delikatne dłonie w swoje. Czuł jak się trzęsie.- Iza. Nigdy bym cię nie zostawił. Jesteś wszystkim co mam, a to, że moglibyśmy stworzyć rodzinę, to najpiękniejsza rzecz jaka mogłaby mi się przydarzyć. Kocham cię.
Samotna łza spłynęła po jej policzku. Nie przewidziała takiej jego reakcji. W każdym swoim scenariuszu, on zawsze ją zostawiał. A ona cierpiała. Może właśnie dlatego go zostawiła? Nie chciała przez to przechodzić.
- Jesteś pewien? Zrozumiem, jeśli będziesz chciał mnie zostawić...
- Dziewczyno! Ja cię kocham! Rozumiesz? Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
- Więc co teraz zrobimy?
- Jak to co- uśmiechnął się.- Chce żebyśmy wszyscy byli razem.
- Wiesz, że to wszystko zmieni. Teraz wszystko się zmieni- powiedziała, spoglądając mu prosto w oczy. Pomimo zapewnień chłopaka, miała pewne obawy. Czy on się nie wycofa? Jeśli już podejmą się tego kroku, nie chce potem wszystkiego zakończyć. To ją zbyt bardzo by zabolało.
- Wiem. I nawet nie wiesz jak bardzo tego chce. Zróbmy to jak najszybciej. Chce, żebyście zamieszkały ze mną.



         Kolejny dzień zdawał się być normalny, monotonny. Jednak dla młodej matki był jednym ze wspanialszych, jakie mogłaby przeżyć. Czy wszystko naprawdę wydawało się być bajką? Zwykłą iluzją, gotową, aby to magik zdradził jej sekrety, niszcząc całe szczęście, jakie zdążyła zgromadzić przez ostatni dzień?
Anna nic nie podejrzewając, o planach, czy też postanowieniach najmłodszej córki, zajmowała się Julką. Nieświadoma kobieta nawet nie podejrzewała, że właśnie zajmuje się swoją wnuczką. Iza widząc to tylko się uśmiechnęła. Ten widok nie zachwycił ją tak bardzo, jak widok zajmującego się córką Luck'a. Rzuciła swoją torbę w kąt i opadła na łóżko, głośno wzdychając w materiał. Miała już dość szkoły, ale obiecała chłopakowi skończyć ją z w miarę dobrymi wynikami. Myślała, żeby podjąć się dobrze płatnej pracy w przyszłości, gdyż nie chciała cały czas sterczeć na jego utrzymaniu. Nie podobał jej się stereotyp kobiety- kury domowej, która nie widzi świata poza kuchnią. Choć ona potrafiła gotować, nie przepadała za tym pomieszczeniem. Była młoda, on zresztą też, więc zrozumiał jej niezależność. Jednak nim podejmie się jakieś pracy, to trochę potrwa. Musiała skończyć szkołę, a dziecko w domu, może to trochę utrudnić.
               Poczuła jak ktoś wbija jej jakieś grube kijki w ciało, a właściwie jakby małe dziecko po niej chodziło. Niewiele się myliła. Jej córeczka wpełzła na nią i na czworaka zmierzała w stronę jej głowy. Gdy już zatrzymała się na plecach, wbijając w nie swoje kolana, nachyliła się do dziewczyny i cmoknęła ją w policzek. Ta uśmiechnęła się.
- Co? Idziemy na plac zabaw?- Zapytała, znając odpowiedź. Dziewczynka zeskoczyła z niej, biegnąc w stronę holu. Niezdarnie zaczęła zakładać buciki. Niestety nie dała radę, więc wyręczyła ją w tym matka. Zawinęła wokół jej małej szyjki chustkę i pozwoliła małej samej ubrać kurtkę. Miała mały problem z guzikami, więc ostatecznie znowu skończyło się na tym, że ktoś zrobił to za nią. Wyszły na dwór, kierując się do pobliskiego parku. Julka radośnie skakała po chodniku, omijając wszystkie wcięcia i pęknięcia. Nawet Iza się przyłączyła do jej zabawy, tylko po to, aby uszczęśliwić małą.
Pod bacznym okiem matki, Julka stała przy stawie, karmiąc kaczki. Rzucała im kawałki chleba, czasem trafiając w zwierzęta. Ten tylko zaskwierczał, jednak nie opuścił jedzenia. Mała machnęła rączką, rozsypując im ostatnie okruchy, smutna wróciła do blondynki.
- Lody!- Krzyknęła, widząc szyld z włoskimi specjałami. Dziewczyna przewróciła oczami. Wiedziała, że ta teraz będzie jej marudzić całą drogę, aby tam zajrzeć, więc musiała dać za wygraną.- Chodź- powiedziała dziewczynka, ciągnąc ją w stronę tekturowego znaku. Iza chwyciła ją i podniosła na ręce, kierując się w stronę kawiarni. Wychodząc z parku, przypadkowo wpadła na kogoś.
- Przepraszam- bąknęła rumieniąc się. Kolejny dowód jej gapiostwa....
- Iza?- Wyszczerzył się w uśmiechu.- A co ty tu robisz?
- Właśnie szłam z nią na lody, przyłączysz się?- Bez większego namysłu, Oliver zgodził się z nimi iść.            
        Odebrał z jej rąk dziewczynkę, która ucieszyła się na jego widok. Weszli do kawiarni, znajdującej się nieopodal. Zajęli miejsca, a już po chwili ich zamówienia zostały przyjęte. Julka niecierpliwiąc się, udała się do kąciku przeznaczonego specjalnie dla dzieci. Usiadła na małym krzesełku i zaczęła malować pozostawione kolorowanki. To musiała mieć po matce. Wystarczyło dać jej jakiegoś mazaka, a cały dom byłby „udekorowany”.
- Jak tam?- Zagadnął chłopak, przenosząc wzrok z córki na matkę.
- W sumie dobrze. Mama nadal miła, Julka jest przy mnie, a Luck... jak to on. A u ciebie?
- Bez zmian- odparł smutno.- Nie mogę się z nim skontaktować. Chciałem jechać w przyszłym tygodniu do domu, ale mam zawody.
- Czytałam- odparła, uśmiechając się przy tym słabo.- To będą klasyfikacje do światowych, prawda?- Chłopak przytaknął.- Nie możesz ich opuścić. Są zbyt ważne. Jeśliby twojemu bratu coś się stało lub potrzebował pomocy, na pewno ktoś by się z tobą skontaktował.
- Tak myślisz? Nie jestem pewien. Młody ma problemy. Czuje to, ale nie mogę do niego dotrzeć. Mam wrażenie, jakby był tuż pod moim nosem. Nawet dzisiaj miałem wrażenie, że go widziałem w sklepie. Głupie, nie? Ostatni raz widziałem go parę lat temu, więc wątpię, abym potrafił go rozpoznać.
- Chyba dużo do tego nie potrzebujesz. Zwykle to takie przeczucie, które samo jakoś to ujawnia. Choćbyś nie widział go Bóg wie ile czasu, to na pewno rozpoznalibyście się.
- Myślę, że masz rację. A co jeśli to był on?
- Zostało tylko czekać, aż sam cię znajdzie.



           Wieczorem jak zwykle udała się do Maćka. Choć powoli naprawdę obwiniała się, że zaniedbała swojego przyjaciela, więc zadzwoniła do niego. Rozmawiali krótko, gdyż chłopak był zajęty. Zresztą, ona także nie potrafiła się skupić na rozmowie. Wciąż myślała o Oliverze i jego bracie. Czy chłopak się odnajdzie? Po ich wczorajszej rozmowie, dużo się o nim dowiedziała. Był on także przyczyną pilnego wyjazdu ciemnowłosego. Krótki, jednak dużo znaczący telefon, postawił chłopaka na nogi. Był gotów zrobić wiele dla rodziny, za to też go podziwiała. Co ona zrobiłaby dla swojej? Nic.
          Oni nie byli tego warci. Nawet jeśli wybaczyła im dawne czyny, to grzechy przeszłości wciąż wracały. Jedynie jej nowa rodzina mogła liczyć na jej pełne wsparcie. Jechała z Julką ciemnym BMW, które było prowadzone przez Luck'a. Chłopak koniecznie chciał się dzisiaj z nimi spotkać. Iza tylko się zaśmiała, słysząc go wtedy przez telefon. Oni spotykali się przecież codziennie... Podczas tej krótkiej, jednak dla małej męczącej podróży, po prostu usnęła w foteliku. Delikatnie wyciągnięta przez chłopaka, została zaniesiona do sypialni i otulona kołdrą. Luck nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Czego mógł jeszcze chcieć? Miał rodzinę... Co było dla niego najważniejsze. Wcześniej nikt się nie interesował jego losem, jak i Rafaela. Chłopaki już od dziecka zajmowali się sami sobą, co też wyszło, jak wyszło. To, kim jest, nie było dla niego wstydem. Zajmował się nielegalnymi interesami, ale z czegoś musiał żyć.
          Pogłaskał ją po twarzy i złożył delikatny pocałunek we włosy. Był szczęśliwym ojcem. Nie zamierzał tego marnować. Wstał, wracając do blondynki, która właśnie opróżniała mu lodówkę z jej ulubionego soku pomarańczowego. Na szczęście miał w zapasie jeszcze kilka jego kartonów.
- Więc, czemu chciałeś się dzisiaj spotkać?- Zapytała, upijając kilka łyków. Wyglądała słodko. Wyglądała słodko. Oparta o blat, ze skrzyżowanymi rękami, wpatrywała się w niego. Kosmyki jej blond włosów, lekko w nieładzie, zaplątały jej się na twarzy. Poprawiła je dłonią, przez co on dostrzegł prześwitujący jej stanik. Był czerwony- jego ulubiony. Miał ochotę rzucić się na nią i zerwać ubrania, by potem móc...- Luck? -Zapytała otrząsając go z własnym myśli.
- Chce ci coś pokazać- powiedział, chwytając ją za dłoń. Minęli sypialnie, idąc w głąb domu. Kilka drzwi myknęło jej po bokach, jednak zatrzymali się przed zupełnie innymi niż wcześniej. Ciemnobrązowy z trzema szybkami. Chłopak nakazał jej zamknąć oczy, po czym otworzył drzwi. Wprowadził ją do środka, delikatnie ciągnąc za obie ręce. Zapalił światło, pozwalając jej otworzyć powieki. Przez chwilę trwali w milczeniu. Iza rozglądała się po pomieszczeniu, a gdy skończyła, spojrzała na niego.
- To pokój dla Julki?- Zapytała, wtulając się w jego ciepłe, umięśnione ciało.
- Tak. Dzisiaj wszystko wyniosłem. Myślę, że jest wystarczająco duży...- zachichotała widząc tyle puszek farb.- Co cie tak bawi?
- Na jaki kolor pomalujesz?- Złożyła na jego ustach kilka delikatnych pocałunków, a co on się uśmiechnął.
- No właśnie... tu jest problem. Mam czerwoną farbę, niebieską, żółtą, brązową, różową, nawet chyba czarną kupiłem...
- Zielony- odparła.- Zawsze chciałam, aby jej pokój był zielony.
- Więc taki będzie. Jutro pojedziemy kupić farbę. Do tego kilka rzeczy dla małej...
- Wiem. Ale najpierw trzeba urządzić jej ten pokój, a dopiero potem pomyślimy o zabawkach. Zresztą, ma ich trochę w Krakowie. Tam też będziemy musieli pojechać, aby zabrać jej rzeczy. No i muszę przecież z Magdą pogadać.
- Jechać z tobą?
- Nie. Zatrzymam się u niej na parę dni. Chciałabym pogadać z nią sama, wiesz może niezbyt dobrze zareagować na to co jej powiem. Dopiero potem pojedziesz ze mną.
- Jak chcesz. Ale wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Obojętnie w jakiej sytuacji, chce żebyś pamiętała o mnie.
- Nigdy o tobie nie zapomnę.

***

               Brunetka dumnie szła przez ulicę. Przypadkowy przechodzeń mógłby powiedzieć, iż idzie ona bez celu, jednak ta wiedziała dokąd podążać. Zatrzymała się przed wielką szybą, aby poprawić usta szminką. Cmoknęła nimi i, gdy miała się już odwracać, wpadła na kogoś, przez co szminka wypadła jej z rąk. Młody mężczyzna uprzejmie przeprosił ją i podał przedmiot. Podziękowała i tym razem schowała go do kieszeni swoich obcisłych spodni. Bez większych przeszkód, minęła tłum ludzi zgromadzonych przed galerią. Skierowała się do podziemnego garażu i wzrokiem wyszukała samochodu. Czarny mustang stał i czekał na nią w rogu zimnego parkingu. Wyciągnęła kluczyk, który mężczyzna jej dał i już po chwili znajdowała się w jego wnętrzu. Włączyła GPS'a i skierowała się pod wprowadzony adres. 
             Wyjechała na przedmieścia. Droga wciąż się dłużyła, a ona nie dotarła do celu, co ją strasznie zaczynało wkurzać, gdyż zależało jej na czasie. W końcu, po dwudziestu minutach, zatrzymała się przed starą halą. Wyciągnęła broń z torebki, którą schowała za pas. To miejsce było zbyt podejrzane, więc nie chciała ryzykować. Szybko napisała sms'a, informując swoich przyjaciół o jej miejscu pobytu. Obeszła kilka razy halę i dopiero potem odważyła się do niej zaglądnąć. Stare, zardzewiałe drzwi, niemal same ustąpiły. W środku było ciemno, a smród tej hali dusił ją. Zatkawszy sobie nos, skierowała się schodami do góry. Zajrzała do kilku pomieszczeń, jednak nic w nich nie znalazła. Zrezygnowana i wkurzona, chciała już opuścić to miejsce, jednak ktoś jej to uniemożliwił.
- Co ty tu robisz?- usłyszała męski głos, po czym ktoś przyłożył jej spluwę do pleców. Odbezpieczył broń.
- Szukam Paula- powiedziała spokojnie. Nie przejęła się zagrożeniem jakie on stanowił. Ona była bardziej niebezpieczna i zabójcza.
- Skąd znasz to miejsce?- Popchał ją lekko, nakazując pójście w głąb budynku.
Nie odpowiedziała. Wiedział, że nie wyciągnie tego od niej. Zresztą, rzadko komu się to udawało. Zwykle nikt nie zdradzał swoich kontaktów, ale zdarzały się wyjątki.
Znaleźli się w piwnicy. Dziewczyna przyznała, że pomyliła się co do miejsca. Popełniła podstawowy błąd. Wiedziała iż tacy ludzie jak oni, musieli mieć specyficzną kryjówkę. A to miejsce idealnie nadawało się do tego.
- Tylko bądź miła- mruknął nim otworzył drzwi.
W środku wystrój całkowicie się zmienił. Już nie przypominał tego ledwie stojącego budynku, tylko bardziej skłonna była powiedzieć, że należy do jednych z zadbanych i nowych budowli. Skórzane fotele, czyste meble i oczywiście wielkie biurko, za którym siedział Paul- niezbyt wysoki szatyn ubrany w garnitur. Obok niego stało dwóch ochroniarzy z bronią. Chłopak, który ją przyprowadził, wyciągnął z jej pasa broń, którą rzucił na stół, zajmując jedno z wolnych miejsc na kanapie. 
- Zapewne Speedy- powiedział szef, spoglądając na nią. Przytaknęła.- Co cię do mnie sprowadza?
- Myślę, że wiesz- podeszła do niego bliżej, zwracając uwagę stojących obok niego mężczyzn. Paul zatrzymał ich gestem dłoni.- Masz coś co potrzebuję.
Szatyn otworzył jedną z licznych półek i wyciągnął z niej teczkę, którą rzucił na biurko.
- Wiesz- zaczął- gromadząc te informację, natknąłem się na bardzo ważny fakt. Twój ojciec był kimś bardzo ważnym dla ciebie, prawda?
- Tak, szczególnie gdy zostawił samą moją matkę w ciąży- fuknęła zła.
- Dobry tatuś- zaśmiał się.- Nie chodzi mi o to. On nie był tym, za kim się podawał. Sprawdziłem jego prawdziwą tożsamość. Trudno było się dostać, ale do ciebie gorzej. Nic nie ma o tobie. Nigdzie.
- Zadbałam, żeby tak było. Miałeś znaleźć jego zabójce, a nie historię życia. Jeśli pozwolisz, to ja już pójdę.
- Gdzie ci się tak śpieszy? Usiądź, pogadamy- widząc iż dziewczyna nie skorzysta z jego propozycji, kontynuował.- Jego prawdziwe imię to William Almondiva. 
- Wiem- przerwała mu- i to nie zmienia faktu, że szukam jego zabójce.
- Ja go znalazłem- uśmiechnął się cwaniacko.- Znam także powód jego śmierci. Ty też możesz się dowiedzieć, za odpowiednią cenę oczywiście. Więc co proponujesz?
- Powiedzmy, że tym razem cię nie zabije- odparła, na co on wybuchł gromkim śmiechem. Dziewczyna zwinnie wyciągnęła dwa niewielkie sztylety, które miała także ukryte w pasku, jednak bardziej przypominały one ozdobę. Nasączone trucizną, w kilka sekund obezwładniły stojących obok niego strażników. Sparaliżowani opadli na ziemię. Brunetka uśmiechnęła się widząc jego wystraszoną twarz. - Jak już mówiłam, zostawię cię w spokoju, jeśli dasz mi tą teczkę.
- Myślisz, że byłbym na tyle głupi, aby nosić to ze sobą?- Rzucił w jej kierunku brązową aktówkę, z której wysypały się białe, puste kartki. Rzeczywiście, nic tam nie było.- Ostatnio o tobie głośno. Wiem do czego jesteś zdolna i nie chciałem ryzykować. Dostaniesz pendriva z informacjami, jeśli zagwarantujesz mi bezpieczne wydostaniecie się stąd. Bez żadnego zadrapania.
- Tylko tyle?- Zapytała zdziwiona jego małymi żądaniami. 
- Nie. Będziesz miała u mnie dług, który spłacisz. To, że znam Xawiera i jego ojca, nie znaczy, że będę dla nich za darmo pracował. Zrobiłem to, aby dowiedzieć się, o co ktoś narobił tyle zamieszania wokół siebie. 
- Więc już wiesz. Czy możemy przejść do konkretów? - Wyciągnęła telefon na którym wystukała krótką wiadomość, a następnie go schowała.
- Tak- powiedział, wstając. Zapiął wszystkie guziki swojego garnituru i spojrzał na nią.- Znasz tą bibliotekę, obok firmy Xawiera? Jest tam książka w której ukryłem potrzebne tobie informacje. Powiem ci która to, jak tylko się stąd wydostanę.
- To jakiś żart, tak? Ściągasz mnie tu, najpierw każąc objechać pół miasta, a teraz jeszcze mówisz, że nie masz tego, czego potrzebuje?- Wyciągnęła kolejny mały sztylet, bawiąc się nim w dłoni. Paul zbladł widząc jej zabawkę. Ale co ona mogła mu zrobić? 
Wszystko.
- Podam ci adres, a któryś z twoich ludzi pójdzie po to. W między czasie ty zrobisz coś dla mnie. Otóż zabijesz Xawiera. Ten człowiek zbyt długo działa mi na nerwy.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się nad tym. Czy miała pozwolić sobie na to, żeby ktoś jej rozkazywał? W grę wchodziła zbyt duża stawka. Jeśli zabije młodego miliardera, nie dość, że sama poczuje się usatysfakcjonowana, to zdobędzie upragnione informacje. Ale czy mężczyzna, który rzekomo był jej ojcem jest tego wszystkiego wart?
- Dobrze. Zrobię to- wystukała kolejną wiadomość, a także wysłała adres, który dostała od Paula. Zabrała ze stołu swoją broń, po czym wszyscy opuścili pomieszczenie.
- To ty włamałaś się do tego banku, prawda?- Zagadnął chłopak.- To było niesamowite! Od lat planuję go obrabować, a tu nagle pojawiasz się ty i robisz to za mnie.
- Nie obrabowałam go. Potrzebowałam kilku informacji, więc musiałam tam się dostać.
- Robisz to wszystko dla swojego ojca? Aż tak jest tego wart?
Speedy zastanawiała się nad odpowiedzią. Czy miała mu się zwierzać? Przecież i tak się już nigdy nie mieli spotkać, chyba, że znowu będzie coś od niego potrzebować, a to raczej niemożliwe.
- On nie, ale mój brat tak- odparła chłodno. Kolejna informacja, którą ujawniła. Może byłby to błąd, gdyby on mógł to jakoś użyć przeciwko niej. Chociaż podała dane swojego ojca, wiedziała iż on wielokrotnie zmieniał swoją tożsamość. Swojego brata także znała, jednak musiała chronić przed zabójcą ich ojca, gdyż on mógł dalej mścić się na nim, krzywdząc jego syna. Wiedziała, że nigdy nie było dla niej miejsca w jego świecie. Nawet nie przejął się śmiercią jej matki, ani tym, co dalej miało się z nią stać. 
- Xawier już nie żyje- powiedziała, czytając treść wiadomości, którą dostała. Pominęła część o tym, że pendriv został znaleziony, a informację na nim są prawdziwe.- Myślę, że jesteśmy już kwita, więc będ...- urwała, gdy do pomieszczenia wpadła fala uzbrojonych ludzi. Naliczyła piętnastu agentów, a do tego trzech snajperów. Zaklęła pod nosem.
- Thea Carstais- odezwał się gruby mężczyzna, zbliżając się do niej- jesteś aresztowana. Rzuć broń i unieś ręce do góry!- Krzyczał staruszek. Nie miała ochoty tego robić. Nie cierpiała, gdy ktoś jej rozkazywał, a do tego doszła napaść.
- To twoja sprawka- rzuciła oskarżycielsko na Paula.- Mogła wcześniej się domyślić. Tak bardzo bałeś się, że cię zabiję... Żałosne.
- Ostatni raz powtarzam! Rzuć broń!
- Nie do końca. Ja nikogo się nie boję- szepnął Paul.
- A powinieneś bać się mnie- warknęła zła. Niemal niedostrzegalny ruch jej dłoni, nakazał im wkroczenie do akcji. Rozpoczęli swój odstrzał. Z nie wiadomo której strony dobiegały kule, doszczętnie dziurawiąc agentów. Nawet kuloodporne kamizelki nie poradziły sobie z tą liczbą naboi.  Kolejne trupy padały na ziemię, a w oczach Paula pojawiło się przerażenie. Tego się nie spodziewał. Miał tylko zwabić ją w to miejsce, po czym przytrzymać, póki nie dostanie wiadomości. Tak też zrobił. I co to dało? Teraz mógł się pożegnać z wycofaniem oskarżeń. Nawet z życiem.
Gdy już każdy, prócz niego, leżał martwy na ziemi, Speedy zwróciła się do niego.
- Nadal twierdzisz, że się mnie nie boisz?- Zapytała, a on głośno przełknął ślinę. Dostał kulką w nogę. Opadł z krzykiem na podłogę, łapiąc się za postrzeloną kończynę. - Zdradziłeś mnie- powiedziała, ostrzeliwując jego drugą nogę. Szkarłatna plama powiększała się, topiąc ich w sobie. - Teraz posłuchasz mnie uważnie- chwyciła za zranione miejsce, mocno ściskając kończynę. Mężczyzna zawył z bólu.- Jeśli przeżyjesz i wydostaniesz się stąd, wyjedziesz natychmiast. Nie chce cię więcej spotkać na swojej drodze, wystarczająco strułeś mi życie. Radziłabym także uważać na twojego synka. Bardziej przypomina mamusię- zaśmiała się.
- Zostaw moją rodzinę w spokoju- załkał, niemal płacząc.- Proszę...
- Spójrz na siebie- powiedziała z odrazą.- Niby porządny człowiek, a niewiele różnisz się od Xawiera. Obydwoje chowacie się za pieniędzmi. Gdyby nie one, bylibyście nikim. 
Odwróciła się od niego. Jej ludzie zaczęli wyłaniać się ze swoich kryjówek. Paul zauważył dwie młode dziewczyny i czterech chłopaków. Wszyscy byli zbliżeni do siebie wiekiem. Zdziwił się, widząc tak młodych ludzi zaangażowanych w takie spraw. To było przerażające, ale jednocześnie fascynujące.
 Wszyscy wyszli przez główne wyjście, nawet nie oglądając się na niego. Nie przejmowali się tym, że zostawili go na pewną śmierć. Przecież przed chwilą odebrali życie wielu innym osobom.


Jak mówiłam, nowy rozdział w piątek ;)
Wiem, że trochę późno... ale zmieściłam się jeszcze w czasie.
Pozdrawiam
Seo






poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 23

   Iza nie wspomniała o zajściu z bratem Mel. Nie chciała do tego wracać. On był pijany i mógł źle zrozumieć jej zachowanie. Zwykłe nieporozumienie. Chociaż dalej kłębiło jej się w głowie jego ostatnie słowa. Co on wiedział, czego ona potrzebowała? I co robił wtedy w Krakowie? Teraz pamiętała skąd go zna. Czemu była, aż tak naiwna, że zapomniała o tym? Takiej twarzy przecież się nie zapomina...
Wyciągnęła z szafki talerz, na który nałożyła kilka owoców i wróciła do salonu. Ostatni dzień szkolny w tygodniu, minął jej bardzo spokojnie. Nawet w szkole nie było aż tak źle. Wraz z Melody napotkały na sobie kilka zalotnych spojrzeń chłopaków z różnych klas. Wieści o imprezie rozniosły się z ekspresową szybkością. A one dały niezły pokaz swoich tanecznych umiejętności. Dawno tak się świetnie nie bawiła. Szczególnie, wśród prawie obcych ludzi. Rozsiadła się na dywanie i zaczęła obierać owoce, które następnie podała pokrojone dziewczynce.
- Słucham- odparła po odebraniu telefonu od nieznanego jej numeru.
- Dzień dobry. Czy dodzwoniłem się do panny Izabelli Lisowskiej? Najseksowniejszej byłej kelnerki, która swoim ciałem rozpala moje wszystkie zmysły, po czym...
- Luck!- Wrzasnęła rozbawiona.
- Mam przyjemność oznajmić, że wygrała pani romantyczną kolację dla dwojga. Dzisiaj wieczorem z gorącym ciachem.
- Dzisiaj nie mogę...- oznajmiła niechętnie.- Rodzice są w pracy, a ja muszę zająć się kuzynką.
- No to znajdziemy dla niej jakiegoś opiekuna! Mam szeroki zarys odpowiednich kandydatów na to stanowisko.
- Nie zostawię jej z żadnym z twoich pracowników!- Wtrąciła zła.- To jeszcze dziecko...
- Więc nasz duet zamieniam na trio. Kolację zjemy u mnie i razem zajmiemy się dzieckiem. Będę u ciebie za dwadzieścia minut i nawet nie chce słyszeć o odmowie!- Krzyknął, po czym rozłączył się. Rozbawiona dziewczyna pokręciła głową i wróciła do pokoju, aby się przebrać. Julka przyglądała jej się z zaciekawieniem. Nie wiele rozumiała z zaistniałej sytuacji, ale zawsze chciała być blisko Izy.
- Ciebie też przebierzemy- powiedziała blondynka, podnosząc dziecko.- Musisz ładnie wyglądać dla tatusia- pocałowała małą w policzek i posadziła na łóżku. Z torby zaczęła wyciągać jej rzeczy. Wybrała szare leginsy i różową bluzkę. Zaczęła rozglądać się nad jakimś sweterkiem i trafiła na jej kurtkę. Mimowolnie zawitał na jej twarzy delikatny uśmiech, który towarzyszył wspomnieniom związanym z tym ubraniem. Miło spędziła ten dzień z Oliverem. Jednak odgoniła te myśli od siebie. Myliła się co do niego, a chciała mu zaufać. Niewiele brakowało i by to zrobiła...
Wzięła Julkę na ręce i zeszła z nią na dół, trzymając jej torbę w wolnej dłoni. Wiedziała, że dzieci w tym wieku są bardzo podatne na wszelkie zabrudzenia, dlatego też nie chciała, aby ona chodziła wiecznie brudna i do torby spakowała zapasowe ciuchy, jak i czyste pieluszki. Oczywiście, automatycznie zostawiła mamie kartkę w kuchni, z wiadomością iż wybiera się z Julką do Maćka. Wiedziała, że ona nie ma z nim żadnego kontaktu, dlatego też nie martwiła się, że jej kłamstwo wyjdzie na jaw. W duchu liczyła na to, że wróci przed nią do domu. Zamknęła drzwi od mieszkania, gdy usłyszała dzwonek na klatce. Oczywiście dziewczynka, chcąc pokazać swoje umiejętności, sama postanowiła zejść ze schodów, trzymając się jedynie za dłoń swojej rodzicielki. Iza wiedziała, że chłopak nie należał do najcierpliwszych, a takie schodzenie z nią, trochę trwało. Gdy otworzyła drzwi bloku, ujrzała jego uśmiechniętą twarz. Zbliżył się do niej i złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Niestety, Iza musiała przerwać tą chwilę czułości, gdy córka zaczęła ją ciągnąć za rękaw.
- Luck, poznaj Julkę- powiedziała wskazując na dziecko, chowające się za jej nogami. Chłopak uśmiechnął się i klęknął na jedno kolano przed nią.
- Cześć księżniczko- rzekł, wyciągając do niej rękę. Ta jedynie jeszcze bardziej schowała się za matką.
- Jest trochę nieśmiała...- zażartowała blondynka, biorąc ją na ręce.
- Może pan Miś ją przełamie?- Zapytał Hiszpan, wyciągając zza pleców wielkiego pluszaka. Dziewczynka uśmiechnęła się od ucha do ucha i przyjęła prezent. Iza tylko pokręciła głową. Nie mogła uwierzyć, że wystarczyła byle zabawka aby przekupić tą małą kruszynkę. Chłopak otworzył tylne drzwi, na co blondynka się roześmiała.
- Fotelik? Serio? Skąd go wytrzasnąłeś?- Zapytała, zapinając dziecko.
- Bezpieczeństwo najważniejsze- odparł dumnie, wypinając swoją pierś do przodu.
- Oj, już nie marudź- przewróciła teatralnie oczami.- Jedźmy już, bo jestem głodna.

        Po zjedzeniu przepysznej kolacji, Iza siedziała na kanapie, przyglądając się ich wspólnej zabawie. Trzymając w dłoniach swój szkicownik i ołówek, chciała uwiecznić tą chwilę. Julka klęczała na miękkim dywanie. Chłopak zaś leżał na brzuchu, podpierając się łokciami. Wokół nich walało się pełno zabawek, które jakimś cudem, znalazły się w jego domu. Dziewczynka dorwała kolorowankę i otworzyła na środku, ukazując kilka naklejek dołączonych do obrazków. Niezdarnie odklejała je i po prostu, przyczepiała na jego twarz. Niewielki, niebieski motyl, zdobił teraz jego noc. Blondynka roześmiała się, co sprowadziło na nią ich uwagę. Luck wstał i podszedł do niej. Zaczął ją łaskotać, przez co wiła się ze śmiechu na wszystkie strony. Nawet nie wiedziała kiedy znalazła się obok Julki na dywanie, przyciśnięta przez ciało chłopaka.
- Teraz pomalujemy tą królewnę- powiedział ciemnowłosy do dziewczynki. Nie potrzebowała więcej zachęty i chwyciła za mazaki. Unieruchomiona Iza nie dała rady stawiać oporu. Musiała poddać się woli swoich dwóch największych skarbów na świecie. Poczuła zimny pisak na policzku i lekko przekrzywiła się. Gdy już skończyła, chłopak ją puścił, jednak nie chciała spoglądać w lustro. Wiedziała, że ten widok może ją bardzo zaskoczyć. Wspólnie bawili się we trójkę, gdy przerwał im dzwonek telefonów. Równocześnie w jej, jak i jego, komórce zabrzmiał budzik. Iza bez słowa wstała i wyciągnęła tabletkę z torby Julki. Rozkruszyła ją i dodała do butelki, którą mała zaczęła sączyć, będąc trzymana w jej ramionach.
- Co to?- Zapytał zaciekawiony chłopak.
- Jakieś witaminy. Magda kazała mi jej podawać- odparła niewzruszona. Nie miała ochoty tłumaczyć się z choroby dziewczynki. Usypiając ją, kątem oka zerkała na Luck'a, który także połykał jakąś tabletkę. Gdy ten wyszedł do łazienki, postanowiła sprawdzić jego lekarstwa. Zauważyła to samo opakowanie tabletek, które przyjmowała dziewczynka, jednak w większej dawce. Zrozumiała, że chorobę musiała po nim odziedziczyć. Hiszpan także chorował na arytmie serca, jednak ona nie mogła być tego pewna. Te lekarstwa pomagały nie tylko na zaburzenie rytmu serca. Schowała je i wróciła do marudnej dziewczynki. Julka była już zmęczona, przez co strasznie stękała. Pomimo lekkiego kołysania i śpiewanych kołysanek, nie chciała usnąć, a Izie już ręce opadały. Na szczęście w usypianiu małej, wyręczyły ją dwoje, silnych męskich ramion. Korzystając z okazji, poszła do łazienki, aby zmyć z siebie makijaż przyrządzony przez tego małego szkraba. Niemal wybuchła śmiechem, widząc twarz ustrojoną w gwiazdki. Z wielkim trudem zmyła strasznie trwałe mazaki. Wycierała resztki wody w ręcznik, gdy zadzwonił jej telefon.
- Cześć Maciek- powiedziała uśmiechnięta, chociaż on nie mógł zauważyć tej radości podczas każdej ich rozmowy.
- Iza! Potrzebuje pomocy!- Wrzeszczał przerażony.
- Spokojnie, powiedz co się stało- próbowała go uspokoić, jednak jej słowa nawet na nią działały pobudzająco.
- Przyjdź do baru- zakończył ich dialog.
Dziewczyna jeszcze kilka razy próbowała się z nim skontaktować, jednak wyłączył telefon. Jak poparzona wybiegła z łazienki, kierując się do salonu. Zauważyła Luck'a leżącego na kanapie, a na jego piersi znajdowała się śpiąca dziewczynka. Jego spokojny i równomierny oddech działał na nią kojąco, przez co w końcu usnęła. Otworzył swoje zaspane powieki i zmarszczył brwi, widząc jej wyraz twarzy. Iza bezszelestnie podeszła do niego.
- Muszę na chwilę wyjść- wyszeptała.- Zajmiesz się nią?
- Nie ma sprawy- odparł radośnie. - Coś się stało?- Dodał po chwili, gdy zauważył jej roztrzęsienie.
- Maciek ma kłopoty.



    Biegła, nie zważając na zimno wywołane nocą. Minęła rynek i skierowała się prosto do baru, w którym pracował. Chciała być już u boku swojego przyjaciela. Przez myśli przechodziły jej straszne scenariusze, w których ktoś krzywdził Maćka. Próbowała odrzucić te obrazy, jednak przychodziły ze zdwojoną siłą. Wybiegła z uliczki, wpadając na jakiegoś mężczyznę. Nerwowo przeprosiła i ruszyła dalej w drogę. Dostrzegła napis lokalu, który z zewnątrz wydawał się być nienaruszony. Przepchała się przez ludzi, którzy jak to w weekend, wyszli na miasto, aby się zabawić. Wparowała do baru, zwracając na siebie uwagę wszystkich ludzi. Speszona podeszła do baru, gdzie stał, cały i zdrowy, Maciek.
- Po jaką cholerę kazałeś mi tu przybiec?!- Wrzasnęła, gdy ten popatrzył na nią wesoły.
- Nie kazałem ci biec... tylko miałaś tu przyjść...
- I ci pomóc!- Wtrąciła, opadając na krzesełko. Dziewiętnastolatek podał jej szklankę z wodą, którą z wdzięcznością przyjęła.
- Ta... - podrapał się nerwowo po głowie i wrócił do wycierania szklanek.- Jeśli o to chodzi, to już sobie poradziłem.
- Ja cię kiedyś po prostu zabiję...
- Chciałabyś kochanie- posłał jej całusa.- Ale mogłabyś mi w czymś pomóc. Chciałbym, abyś z kimś pogadała.
- Z kim?- Zapytała marszcząc przy tym czoło. Miała żal do przyjaciela, że zmusił ją do opuszczenia tak przyjemnego wieczoru. Może chciał ją sprawdzić, czy w razie jakieś potrzeby mógłby liczyć na jej wsparcie? Chociaż powinien o tym dobrze wiedzieć, gdyż ta dwójka już nie raz zmuszona była wezwać drugiego przyjaciela, będąc w potrzebie.
- Ze mną- wtrącił chłopak, wyłaniając się zza jej pleców.



    Chłopak otworzył zaspane powieki, kilkakrotnie przy tym mrugając. Dłonią przetarł po zmęczonej twarzy, i już chciał wstać, gdy dostrzegł maleńkie dziecko śpiące na nim. Powoli uniósł się, położył ją na kanapie, po czym przykrył kocem. Dziewczynka obróciła się na bok, dalej błądząc po krainie Morfeusza. Luck spojrzał na zegarek, który wskazywał godzinę dziesiątą i udał się w stronę drzwi wejściowych. Zastanawiał się, kto mógł przyjść o tej porze, jednak jedyne co wpadło mu do głowy, to to, że była to Iza, która zapomniała kluczy. Chociaż ona by pukała, nie chcąc obudzić małej. Otworzył drzwi i dostrzegł swojego przyjaciela. Jego mina wyrażała przerażenie. Wpuścił go do środka, a następnie zamknął drzwi. Mężczyźni skierowali się do gabinetu znajdującego się na piętrze, jednak musieli przejść przez salon, aby się do niego dostać. Rafael widząc śpiącą dziewczynkę przystanął na chwilę w miejscu wpatrując się w jej malutkie ciało. Jego wzrok zawędrował z powrotem na Luck'a. Hiszpan popchnął swojego przyjaciela, aby czym prędzej znaleźć się w gabinecie. Gdy zatrzasnął drzwi, chłopak od razu przeszedł do rzeczy.
- Kto to jest?- Zapytał swojego szefa, lustrując jego reakcje. 

Luck spokojnie zajął miejsce na skórzanym, obrotowym fotelu tuż za biurkiem i wyciągnął z szuflady papierosy. Następnie poczęstował nimi swojego przyjaciela.
- To Julka. Kuzynka Izy- odparł beztrosko Hiszpan.
Przez chwilę obaj siedzieli w ciszy, zaciągając się dymem nikotynowym. Rafael analizował ostatnie wydarzenia, jak i te z przed paru lat. Dziewczynka dała mu wiele do myślenia, jak i anonimową wiadomość, którą nie dawno dostał. W końcu odważył się odezwać i podzielić swoimi informacjami z przyjacielem.
- Strasznie jest do ciebie podobna...- zaczął, jednak przerwał słysząc śmiech rozmówcy.
- Przesadzasz- jego ton diametralnie się zmienił. Luck odpalił kolejnego papierosa, po czym opowiedział mu trochę o dziewczynce. Przede wszystkim zdradził jej wiek.
- Stary, pomyśl. Kiedy Iza od ciebie odeszła wtedy? To było pół roku po śmierci jej brata. Dolicz dziewięć miesięcy ciąży i masz! Wszystko prawie się zgadza. Nawet jej wiek...
- Przestań! To nie jest moja córka. Iza przecież powiedziałaby mi o tym.
- Nie koniecznie. Była młoda i ciąża może ją przerosła. Nawet masz odpowiedź, dlaczego odeszła. Wyjechała, urodziła i wróciła, a potem...
- Powiedziałem, żebyś przestał! Rozumiesz?!- Wrzasnął zdenerwowany chłopak. Przyjaciel sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnął z niej białą kulkę papieru, którą rzucił na jego biurko. 
- To znalazłem dzisiaj u siebie w gabinecie. Nikt nikogo nie widział- powiedział, a następnie opuścił pomieszczenie. To czy jego przyjaciel mu uwierzy, czy też nie, było tylko i wyłącznie jego sprawą. On chciał tylko pomóc.
   Hiszpan spojrzał na pozostawiony świstek. Niepewnie rozwinął go i ujrzał wydrukowane zdjęcie, na zwykłym papierze. Dobrze znał dziewczynę na nim. To była Iza. I rzeczywiście była w ciąży. Jej młodsza wersja, znajdowała się u ciotki Magdy, którą chłopak także dobrze znał. Często odwiedzali ją, co sprawiało jej wiele radości. Zgniótł zdjęcie i cisnął kulkę w kąt. Zdenerwowany przetarł dłonią po spoconym karku. Nie mógł przetrawić tego, że miał dziecko. Wspaniałą córkę. Ale dlaczego ona mu tego nie powiedziała? Czy rzeczywiście ciąża ją przerosła? 
Wrócił do salonu, gdzie dziewczynka smacznie sobie spała. Klęknął przed nią i przejechał dłonią po jej delikatnej twarzy. Teraz zauważył podobieństwo. Ten sam kolor włosów, mały nosek, a także uśmiech. Wiśniowe usta, które odziedziczyła po Izie, tak jak piękne zielone oczy ze srebrnym połyskiem, które zawsze były dla niego nieodgadnioną tajemnicą. Dziewczynka była jej młodszą wersją. Pełną energii i nieprzewidywalną. Mała miała milion pomysłów na minutę. Nie potrafiła siedzieć w jednym miejscu, gdyż szybko to ją nudziło i denerwowało. To akurat musiała mieć po ojcu.
- Mój mały aniołek...- wyszeptał, spoglądając na córkę. Czuł radość związaną z tym dzieckiem. Miał córkę! I to z kobietą, którą kochał ponad życie...






Hej :*
Od dzisiaj rozdziały będą regularnie publikowane.
 2 razy w tygodniu- czyli w poniedziałek i piątek.
Mam nadzieję, że tyle wystarczy ^^
Jeśli podoba Wam się mój styl pisania, serdecznie zapraszam na:
Ostatni taniec- opowiadanie fantasy
i
Shadow of a fallen star- blog prowadzony wspólnie z przyjaciółką.
Nowa notka ( mój rozdział) pojawi się jutro, bądź w środę.
Pozdrawiam
Seo


Obserwatorzy