poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 30.

            Przepraszam za to spóźnienie :c Obiecuję nadrobienie tych kilku dni w postaci długiej notki < 3
 Chciałam ją dodać jutro, ale to byłoby zbyt dużo akcji, jak na jeden rozdział xd Tak, czy siak, jest to tylko 1 część całego rozdziału, jaki planowałam, ale jest już zbyt późno, aby pisać dalej. Oczywiście, nowa notka pojawi się w piątek i nie zapomnijcie głosować !!!
Pozdrawiam
Seo 









           Jęcząc z bólu, przewróciła się na drugi bok, wtulając twarz w poduszkę. Nie była przyzwyczajona do długotrwałych urazów, więc trudno jej było pogodzić się z gipsem. Szczególnie, gdy oznaczało to wieczne leżenie i bezczynność. To ją dosyć dobijało, zważywszy na to iż ona ciągle musiała być w ruchu. Zdrową ręką sięgnęła po małą poduszeczkę leżącą tuż obok niej i machnęła nią, trafiając w leżącego obok niej chłopaka. Usłyszała jego śmiech i ponownie ciepły oddech muskał jej kark.
- Wstawaj, aniołku- szepnął, trącając nosem jej ucho. Wymówiła coś niewyraźnego w odpowiedzi.- Jest już po dwunastej...- jego słowa w końcu ją rozbudziły. Jak poparzona, wstała z łóżka i wybiegła z sypialni, ubierając po drodze wełniane buty. Blondyn oparł się o łóżko i przyglądał się tej scenie. Podparł głowę ramieniem i ponownie wzdychnął, gdy pojawiła się w pokoju. Otworzyła kolejne półki, nie mogąc znaleźć właściwych ubrań. Wciąż nie przyzwyczaiła się do innego umeblowania, niż w swoim domu w Kalifornii. Jęknęła, gdy znowu w szufladzie ukazały się nie jej ubrania.
- Zaraz zwariuję...- mruknęła, schylając się do dolnej szafki.
- Ja zaraz zwariuję jeśli się nie ubierzesz- podszedł do niej i klepnął w nagi tyłek.
- Nie musiałbyś, gdybym znalazła swoje rzeczy- burknęła sfrustrowana.
- Aniołku, sama zarezerwowałaś sobie komodę przy łóżku.- Z mebla wyciągnął strój dla niej. Delikatna, beżowa sukienka, zakończona brązowym materiałem po bokach, z cienkimi ramiączkami.
- Myślałam, że jej nie lubisz- powiedziała sięgając po swoje rzeczy.
- Nie lubię tamtej. Zbytnio opina twoje ciało, przez co faceci się za tobą oglądają- odparł z grymasem na twarzy.- Nie lubię być zazdrosny o ciebie.
- A mi się to podoba- uśmiechnęła się i pocałowała go w usta.- Robisz wtedy taką słodką minę... Prawie taką jak ta- przejechała dłonią po jego twarzy, a następnie wplątała ją w jego włosy.
- Jeśli chcesz dzisiaj się z nim spotkać, to radziłbym się ubrać, bo jak tak dalej będzie, nie wyjdziemy z tego łóżka do wieczora. Albo do jutra- wymruczał, zachłannie ją całując.
- Już wstaję... - przechyliła się przez niego, sięgając do jednej z półek.
- Weź ten czerwony komplet- powiedział Bash, widząc jej zamiary.
- Co tylko sobie życzysz, kocie.





         Ostatnia lekcja minęła spokojniej, niż przypuszczała. W końcu był już czerwiec i zaledwie kilka dni dzieliło ją od przeprowadzki, jak i wspólnego życia z ukochanym. Zadumana w swoich myślach, siedziała na ławce, czekając na swojego lubego. Dzisiaj zażyczyła sobie pieszy powrót do domu. Było zbyt ładnie na dworze, aby gotować się w samochodzie.
              Dostrzegła go idącego chodnikiem. Już tylko kilka minut dzieliło ich od siebie. Blondynka wpatrywała się w jego ciało, niemal chłonąc go wzrokiem. Był piękny. Biała koszulka, z wycięciem na „serka”, idealnie opinała jego umięśnione ciało. Jedną rękę wyciągnął z kieszeni swoich szortów, i spojrzał na zegarek. Uświadomiwszy sobie, która godzina zaczął biegnąć w jej stronę. Zachichotała, zwracając uwagę na siebie kilku dziewczyn, przechodzących obok niej. Powędrowały wzrokiem na chłopaka, którego sama pożerała swoim spojrzeniem.
- Ale ciacho...- westchnęła jedna z nich. Mijając go, ukazały swoje wdzięki. Kręcąc zmyślnie biodrami, próbowały zwrócić jego uwagę. Niestety na daremnie. Luck był wpatrzony w blondynkę, siedzącą na ławce. Gdy ona znajdowała się w pobliżu, nie liczyło się nic więcej. Spotkanie z nią, przeważało nad wszystkim. Dotyk złocistej skóry i jedwabnych włosów. Ale najważniejsze było, aby dotknąć jej usta i pocałunki.
Podszedł do niej i już po chwili znajdowała się w jego ramionach, chłonąc bliskość, jak i jego zapach. Pocałował ją namiętnie i długo.
- Jak w szkole?- zapytał odrywając się od niej. Objął ją ramieniem i razem ruszyli w stronę centrum.
- Teraz jest już o wiele lepiej- wymruczała, posyłając mu figlarne spojrzenie. Uśmiechnął się, a jej zrobiło się cieplej nas sercu. Brakowało jej tego. Ten szczery, zniewalający uśmiech, rozwiewał wszystkie wątpliwości. Szczególnie, gdy widziała tak młodą osobę, przepełnioną pracą i odpowiedzialnością.
- Zróbmy sobie parę dni wolnego- zaproponował, jakby czytając jej w myślach. Obydwoje potrzebowali odpoczynku. Kilka dni leniuchowania i cieszenia się ze swojego towarzystwa.- Jakieś propozycje?
- Jeszcze parę dni i będziemy razem- cmoknęła go przelotnie w policzek, ciągnąc do pobliskiego sklepu.
Przemierzali regały, w poszukiwaniu odpowiednich mebli dla ich małej księżniczki. W końcu zdecydowali się na komplet mebli,wykonanych z jasnobrązowego dębu. Średniej wielkości szafa, do tego komoda z licznymi szufladkami. Małe biurko i łóżeczko. Dokupili bujane krzesło, na którym z łatwością można by usypiać małą. Zapłacili i zostawili adres, pod którym mieli przywieźć zakupione meble, a sami pieszo udali się do restauracji na obiad.
- Więc co masz zamiar dzisiaj robić?- zagadnęła blondynka, spoglądając na niego znad swojego menu.
- Hm... Pewnie to co zwykle- wyszczerzył się w uśmiechu, a na jej policzkach zawitał rumieniec.
- Zboczuch- burknęła, zasłaniając się trzymaną kartą dań.
- To ty zaczęłaś. Ale jeśli chcesz to mógłbym...
- Przestań- przerwała mu poważnym tonem, jednak potem drgnęła, gdy jego ręka spoczęła na jej kolanie, sunąc powoli do góry.- Chyba coś powiedziałam- rzekła, jednak iskry pożądania tańczyły w jej oczach.
- Wybrałaś coś?
- Nie, ale możesz za mnie wybrać, a ja w tym czasie pójdę do łazienki- odeszła od stołu, szukając wzrokiem odpowiedniego pomieszczenia. Gdy już dotarła do łazienki, objęła dłońmi umywalkę i pochyliła się lekko nad nią. W głowie jej szumiało. Po części było to spowodowane wczorajszym wypadkiem, ale wszystkie emocje w końcu wychodziły na wierzch. Troska o swojego przyjaciela, który omal nie stracił najważniejszą osobę w swoim życiu, Maćka, zaniedbanego przez nią. Swoją rodzinę, która zachowywała się, jakby była podmieniona. Wszystkie uczucia, jakimi darzyła ich wcześniej, po prostu zniknęły i powróciła nienawiść. Dlaczego nie powiedzieli jej o chorobie babci? Przecież wiedzieli jak bardzo są sobie bliskie... Magda też wszystkiego nie ułatwiała. Poczucie winy, porzucenie jej, jak i wykorzystanie, zbytnio ją dobijało. Wszystkie problemy, nagle ujrzały światło dzienne. I na dodatek pojawienie się Feliksa. Czy to było jakieś przewidzenie?- pytała samą siebie. Zwykła halucynacja, spowodowana zmęczeniem, jak i nagłe spotkanie przyjaciółki Olivera, najwyraźniej wywarło na nią zbyt duży wpływ. Ale czemu nie podzieliła się swoimi spostrzeżeniami z nimi? Nikomu nie zdradziła widoku zmarłego brata. Nie wiedziała, czy kogoś to będzie interesować, zważywszy, że on nie żyje, a sama była przy jego śmierci.
     Obejrzała się w lustrze i wykrzywiła usta w grymasie. Nie wyglądała zbyt dobrze. Jej szczęśliwa maska, przysłaniająca codzienność, sama się osunęła, ukazując prawdziwą naturę. Teraz wszystko można było wyczytać z niej. Była niczym otwarta książka, do której każdy chciał dotrzeć. Zobaczyła swoje podkrążone powieki. Nawet zimna woda nie pomogła, więc po prostu wróciła do swojego stolika.
- Nie wiem jak ty, ale miałem ochotę na cheeseburgera z frytkami. Tobie również zamówiłem. Powinnaś teraz dużo jeść- zagadnął, gdy zajęła swoje miejsce. Poczuła jego ciepłą dłoń, owijającą jej palce. Zwykle ten gest poprawiłby jej humor, jednak dzisiaj była inna. Czuła się obca w swoim ciele. - Coś się stało, kochanie?- zapytał, widząc jej nagłą zmianę.
- Dlaczego, chcesz ze mną być?
- Co...? Skąd to głupie pytanie?- zapytał wyraźnie wstrząśnięty.
- Nie jest głupie. Po prostu chce wiedzieć, co widzisz we mnie, że chcesz ze mną być. Mógłbyś przecież być z każdą, a wybrałeś mnie. Jestem nikim, w przeciwieństwie do ciebie...
- Przestań- przerwał jej kategorycznie.- Nigdy nie mów, że jesteś nikim.
- Ale to prawda! Spójrz na mnie. Na moją rodzinę, czy życie. Wszystko jest do dupy. Rodzice nie wiedzą, co się ze mną dzieję. Nie wiedzą, że planuje razem zamieszkać z facetem, którego kocham ponad życie. Nie wiedzą o naszej córce, czy o tym co się działo przez ostatnie dwa lata. Jedynie teraz postanowili się wpieprzyć...
- Iza- powiedział surowo.- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. To, co dzieje się między nami, jest tak głębokie, że nie można od tak tego zniszczyć. Gdybyś tylko widziała, co się ze mną działo przez ten czas, gdy postanowiłaś mnie zostawić. Nigdy więcej tego nie rób, bo drugi raz, nie poradzę sobie z tym.
- Znajdziesz lepszą...
- Boże, dziewczyno! Nie chce nikogo, oprócz ciebie! Zwariowałem na twoim punkcie. Pochłonęłaś mnie całkowicie i nie zamierzam ci pozwolić odejść. Kocham cię- wyznał.- Jesteś dla mnie największym dobrem, jakie w życiu mnie spotkało.
- To nie zmienia faktu, że...- przerwała, gdy pocałował ją w usta.
- Kocham cię, rozumiesz? Obojętnie co się stanie, nic nie zmieni mojego uczucia do ciebie.
- Obiecujesz?- zapytała ochrypłym głosem, nie wierząc w jego słowa. Jej poziom własnej wartości, zmniejszał się, szczególnie, gdy po śmierci brata, znienawidziła siebie.
- Obiecuję- powiedział, przypieczętowując swoje słowa namiętnym pocałunkiem.- Chodź do domu, weźmiemy jedzenie na wynos- splótł razem ich palce i pociągnął w stronę wyjścia. Dziewczyna poczuła stęskniony uśmiech na swojej twarzy. Onieśmielona tym drobnym, jednak intymnym gestem, dumnie podążała za nim, nie mogąc doczekać się na chwilę samotności, ze swoją miłością.


Ubrana w samą męską bluzkę, sięgającą jej do połowy ud, gapiła się w zieloną ścianę, przygryzając końcówkę pędzla. Założyła za ucho jeden kosmyk, który wydostał się z niesfornego koka, i zamoczyła swoje narzędzie malarskie w czerwonej farbie. Przyłożyła włosie do ściany i zrobiła kilka machnięć na niej, zostawiając po sobie czerwony ślad. Podążyła za wcześniej naszkicowanych liniach. Skończywszy jedno z swoich małych dzieł, przeniosła wzrok, na kolejne wolne miejsce na ścianie.
- Chyba już wystarczy?- zapytała, niepewnie spoglądając na pokój. Luck właśnie kończył malować ostatnią ścianę, podczas gdy ona zdobiła pozostałe, już wyschnięte, kolorowymi kwiatkami i motylkami. Idealnie komponowały się z zielonym tłem i charakterystycznym dla pokoju dziecięcego stylu.
- Jest pięknie- zapewnił chłopak, całując ją w usta. Gdy się od niej oderwał, nie ukrywała swojego rozbawienia.
- Masz czerwoną farbę na policzku- powiedziała, widząc jego zdziwioną minę.- O, tu- wskazała palcem na plamę, znajdującą się na jego twarzy, po czym wyciągnęła zza pleców swój pędzel i przejechała nim po jego twarzy. Odsunęła się i z piskiem uciekła, gdy ten zaczął zbliżać się do niej. Uważając, by nie poślizgnąć się na rozłożonej gazecie, i zbytnio nie poplamić mieszkanie farbą, próbowała uciec od niego. Ten jednak nie dawał za wygraną. Nie spostrzegła go, gdy odwróciła się za siebie, aby oszacować odległość między nimi. Gdy go nie zobaczyła, poczuła nagle silne ramiona trzymające ją, w objęciach.
- I co teraz?- zapytał spoglądając w jej oczy.
- No cóż, jestem skazana na twoją łaskę- odparła niewinnie.- Co zamierzasz ze mną zrobić?
- Znalazłbym kilka pożytecznych dla ciebie zadań, ale najpierw...- pochylił się, aby ją pocałować. Nim złączył ich usta, odchylił się i musnął jej twarz, wałkiem malarskim, pozostawiając zielony pasek na jej skórze. Zachichotał, widząc jej zdziwienie.
- Masz zielone usta- oznajmił radośnie.
- A ty czerwone...
- Hm... Zobaczymy co z tego wyjdzie?- Pochylił się, aby ją pocałować. Pocałunek był namiętny i długi. Obydwoje byli spragnieni swojej bliskości. W każdym dotyku, chcieli sobie nawzajem przekazać uczucie, jakim się darzą.
Iza oderwała się od niego, gdy usłyszała dzwoniący telefon.- Muszę już iść...- powiedziała niechętnie.
- Zostań na noc- zaproponował.- Odwiozę cię rano.
- Nie mogę, misiek...Zresztą, za niedługo będziemy razem cały czas.
- To dopiero za parę dni...
- Wytrzymasz- zapewniła, wstając. Zmyła resztki farby z twarzy i zaczęła ubierać się.





- Jesteśmy na miejscu- oznajmił kierowca.
Brunetka, ledwo przytomna, otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Rząd podobnych budynków, ustawionych wokół siebie, wywołało na jej twarz niesmak. Znała tą ulicę. Sama mieszkała tu przez pewien czas i oczywiście nie zrobiła tego nadaremnie. Wszystkie decyzje w jej życiu, miały w sobie ukryty cel. Przeprowadzka tutaj, wiązała się z jedną z nich.
- Co z nimi?- Zapytała sięgając po skórzaną kurtkę.
- Dojadą za parę minut. Chcesz się z nim sama spotkać?
- Nie- zaprotestowała.- Chcę, abyś był ze mną. Już i tak cię widział, więc nic się nie stanie, gdy zrobi to ponownie.
- Jak sobie życzysz, Aniołku- pocałował ją w skroń, po czym pomógł wysiąść z auta. Obydwoje skierowali się do drzwi frontowych. Stanęła przed nimi i mocniej ścisnęła dłoń na jego ręce. Denerwowała się. I miała też ku temu powód. Ostatnie lata nieźle dały jej w kość. W końcu to powoli miało się skończyć. Młoda para była już zmęczona ciągłą walką. Zostało jeszcze kilka rzeczy do wykonania. Oczywiście na koniec, pozostawiono te najtrudniejsze.
- Dasz radę- szepnął jej do ucha, dodając przy tym otuchy. Te dwa krótkie słowa, jeszcze bardziej ją zmotywowały. Nacisnęła dzwonek, po czym w cichy czekali aż ktoś otworzy im drzwi.
Ciemnowłosy zastygł w miejscu, dostrzegając ją za progiem.
- Witaj Oliverze- powiedziała spokojnie.
- Thea... A ten to...?
- Bash- przedstawił się podając mu dłoń. Uścisnął ją, chociaż niepewnie.- To skrót od Sebastiana- wytłumaczył.
- Obiecałam ci, że wrócę. No i jestem. Chyba należą ci się jakieś wytłumaczenia, nie sądzisz?- wpuścił ich do środka, kierując do salonu. Wiedział, że ten dom w połowie należy do niej, więc nie miał nic przeciwko temu, że czuła się jak u siebie, pomimo że zostawiła go samego.
- Napijecie się czegoś?- zapytał, po czym przyniósł dwie żądane kawy. Sam musiał coś mocniejszego wypić, aby spokojnie przetrawić to zamieszanie.
- Na pewno masz jakieś pytania... Więc?
- Jak to się wszystko zaczęło?- odparł, gdy dziewczyna ledwie skończyła mówić.
- Poznali się na koncercie...
- Nie to- przerwał jej.- Jak ty się w tym znalazłaś? Czemu nie zajmie się tym nikt inny, tylko właśnie ty?
Przez chwilę, nikt nic nie mówił. Brunetka w ciszy odtwarzała swoją przeszłość, która boleśnie odbiła się na jej zdrowiu. Pomimo jej zewnętrznego spokoju, którego wciąż próbowała utrzymać, wewnątrz była połamana i niechlujnie sklejona. Udawała, że wszystko jest w porządku, byleby odtrącić jakiejkolwiek podejrzenia skierowane w jej stronę. Nie lubiła zbytniego szumu wokół siebie. Szczególnie, gdy sama raniła wszystkich dookoła.

- To było, zanim trafiłam do tej pieprzonej rodziny adopcyjnej- wyznała. Bash ścisnął mocniej jej dłoń, wiedząc, że opowiedzenie jemu o tym, sprawia jej wielki ból.- Ojciec kazał się nam wyprowadzić stamtąd, żeby twoja matka niczego się nie domyśliła. Wyjechaliśmy do Nowego Yorku, żeby zacząć wszystko od nowa. Na początku było trudno. Matka nie mogła znaleźć sobie pracy, a do tego koniec pieniędzy nie pomagał. W końcu poznała faceta, który był początkiem naszego końca. Gdy umarła, trafiłam do tamtej rodziny. Jakoś się z tym pogodziłam i nawet ich polubiłam. Mąż Amandy był ambasadorem, przez co dużo wyjeżdżaliśmy. Ja miałam niezły z tego ubaw. Dużo zwiedziłam. Szczególnie Chiny. Eric pozwolił mi uczestniczyć w jego spotkaniu. Już wcześniej zabierał mnie na konferencję i nawet byłam z tego zadowolona. Miałam wtedy dziesięć lat i bardzo pragnęłam, aby był ze mnie dumny. Na którymś zebraniu zaczepił mnie jakiś facet. Eric nie widział tego, ale ja go rozpoznałam. I on mnie też...

czwartek, 26 czerwca 2014

Informacja

Hej Kochani!!! Mój blog W imię wolności... bierze udział w konkursie. Wszystkich chętnych, tych którzy go czytają i lubią, a także tych, którzy chcą zagłosować na niego, proszę o wzięcie udziału w głosowaniu. To dla Was dosłownie chwilka, a dla mnie znaczy bardzo wiele :*

Pozdrawiam
Seo




                                           ANKIETA------> LINK

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 29.

          Dziewczyna, całkowicie pochłonięta tańcem, oddała się przyjemnej zabawie. Muzyka dudniła jej w uszach, co nie przeszkadzało w niczym. Poczuła szarpnięcie i otworzyła oczy, spoglądając na stojącą obok niej brunetkę. Obydwie zaśmiały się i dalej już wspólnie kręciły się po parkiecie. Iza poczuła delikatne pociągnięcie za ramię i odwróciła się. Ujrzała Feliksa, który przyglądał się jej z dziwnym błyskiem w oczach. Chłopak posłał jej ciepły uśmiech. Przetarła dłońmi oczy i rzuciła mu się na szyję.
- Tęskniłam braciszku...- wyszeptała zalewając się łzami.
- No już mała, nie płacz- kciukiem starł jej łzy z policzków i spojrzał w oczy.
- Nie zostawiaj mnie już więcej- wyszlochała, bijąc go po koszulce.
- Nie zostawię- zapewnił.- Choć ze mną- zdziwiona, uniosła jedną brew do góry. Nie wiedziała dlaczego miałaby to robić. Przecież było jej tu dobrze.
- Spójrz na nią- powiedział, wskazując na Karolinę, która wpatrywała się w nich.- Ona nie jest twoją przyjaciółką. Nienawidzisz jej- jego słowa sprawiły, że uświadomiła sobie co się działo przez ostatnie kilka lat. Jej ból i smutek po stracie brata, przyjaciółki, a wkrótce babci. Nie chciała przeżywać tego jeszcze raz. Miała nadzieję, że zdoła stamtąd uciec.
- Dobrze- zgodziła się, a on ujął jej dłoń w swoją i pociągnął w stronę wyjścia z clubu. Łzy same spływały po jej policzkach. Nie miała na nie żadnego wpływu, ale uświadomiła sobie, iż kierują się w zupełnie inne miejsce, niż myślała. Zawahała się, przez co obydwoje zatrzymali się w miejscu. Muzyka ucichła, a tańczący ludzie stanęli w miejscu. Spojrzeli na siebie.
- Czy to będzie bolało?- Zapytała niepewnie. Jej głos był cichy i lekko chrapliwy. Feliks, a raczej jego duch, przyciągnął ją do siebie i zamknął w szczelnym, i jednocześnie bezpiecznym, uścisku. Dłonią głodził ją po plecach.
- Myślę, że już wystarczająco wycierpiałaś- zapewnił i ponownie ruszyli w stronę wyjścia. Jednak ona już nie chciała z nim iść. Przed jej oczami, nagle pojawiła się Julka. Ta zwykle radosna dziewczynka, płakała. Ten obraz dobitnie nią wstrząsnął. Wiedziała, że to z jej winy ona cierpi i zapewne nie sama. Wciąż liczyła na to, że komuś na niej zależy. I nie myliła się.
- Nie mogę- wyszeptała.
- To twoja decyzja, mała. Druga nie pojawi się tak prędko. Chociaż mogę się mylić.
- Wtedy z tobą pójdę. Teraz muszę zostać. Nie jestem jeszcze goto...- urwała, gdy pomieszczenie spowiła ciemność. Wpadła w bezdenną otchłań, która przyciągała ją swoim spokojem. Nagle usłyszała echo. Echo własnego imienia wypowiadane przez kogoś. Zbyt zniekształcone, aby rozpoznać właściciela. Następne wołanie było inne...

- Iza... Obudź się!- Dziewczyna usłyszała zatroskany głos Lucka. Nie obudziła się. Nawet delikatne klepnięcia w jej policzek nie pomogły. Po prostu dalej trwał w tym błogim stanie, nie zamartwiając się niczym. Zapomniała o otaczającym ją świecie. Było jej cholernie dobrze.

- Jeśli zaraz się nie obudzisz, zerżnę cię tu na podłodze na oczach pielęgniarek- zagroził chłopak, przez co w końcu się ocknęła, śmiejąc się. Uraczyła go gniewnym wyrazem twarzy, chociaż w jej oczach widniało rozbawienie. Jej przyjaciel, jak i chłopak, poczuli ulgę widząc ją przytomną. Hiszpan chciał ją podnieść, jednak jedna z pielęgniarek kategorycznie zabroniła mu tego. Nagle tuż obok nich pojawił się lekarz, który zaczął swoje podstawowe badania kontrolne. Dziewczyna siedziała na podłodze, oparta o ciało Hiszpana.           Wciąż kręciło jej się w głowie. Nie próbowała wstać, ani wykonywać innych gwałtownych ruchów, gdyż wiedziała, że to wszystko skończy się ponownym zemdleniem i dodatkowym bólem głowy. Lekarz zawołał sanitariuszy z noszami, którzy zabrali ją na salę. Luck ze zdziwieniem popatrzył na nich, jednak nic nie powiedział.
- Podejrzewam lekki wstrząs mózgu- wyjaśnił lekarz, po czym ruszył za nimi do sali.



     Iza spędziła kilka następnych godzin na różnych badaniach. W końcu wieczorem stwierdzili, iż wstrząs ten nie jest tak niebezpieczny jak przypuszczali, więc ją wypisali. Oliver już kilka godzin wcześnie pojechał. Oczywiście na jej polecenie. Widząc go zmartwionego i tak słabego, kazała Luck'owi zawieźć go do domu. Niechętnie, obaj ruszyli w drogę. Sama wróciła taksówką do domu Magdy, czekając na powrót chłopaka. Rozsiadła się na wiklinowym krześle, znajdującym się na tarasie. Zamknęła oczy i pozwoliła, aby ciepłe, słoneczne promienie ogrzewały jej twarz. Dopiero teraz poczuła zmęczenie. Cały ten dzień, jak i noc, w końcu dały o sobie znaki. Wszystkie mięśnie ją bolały, a do tego doszedł ból głowy po upadku. Lekarz ostrzegł ją, iż mogą to być skutki tego lekkiego wstrząsu, ale nie przypuszczała, że będą tak silne. Wzięła głęboki wdech, czując jak zapach świeżo skoszonej trawy muska jej nos. Odruchowo złapała się za kieszeń, gdzie zwykle miała ukrytą paczkę papierosów. Tym razem jej tam nie było. Zaklęła pod nosem i, z ociągnięciem, wstała kierując się do wnętrza domu. Ciotka właśnie weszła do salonu, a mała dziewczynka tuż za nią, dumnie kroczyła. Widząc matkę, rzuciła się na nią i zamknęła w uścisku małe rączki na jej nogach. Blondynka schyliła się i wzięła ją na ręce. 
- I jak w szpitalu?- Zapytała ciotka, rozkładając się na kanapie. Wzięła do ręki gazetę, przeglądając jej zawartość.
- Wszystko dobrze. Z jego przyjaciółką już lepiej, dzisiaj nawet ją wypisali. Spotkałam też babcie...- kobieta na chwilę zastygła w bezruchu. Przeniosła swój wzrok na siostrzenicę.- Nie jest z nią najlepiej. Prawda?
- Jest coraz gorzej- łzy znowu napłynęły jej do oczu.- Podejrzewam, że już niedługo... No wiesz.
- Rozumiem- zapewniła.- I co zamierzasz potem zrobić?
- Nie wiem. Najpierw myślałam, że zamieszkam w jej domu, ale skoro ty chcesz mi zabrać Julkę, to chyba wrócę do Anglii.
- Oj Magda, nie to, że chce ci ją zabrać, tylko...
- Chcesz zamieszkać ze swoją rodziną- dokończyła za nią.- To chyba dobrze? W końcu będziecie razem.
- Ale nie chce, żebyś ty cierpiała.
- Iza, ja z góry już wiedziałam, że ten dzień kiedyś nastąpi. Po prostu musisz zrozumieć, że przywiązałam się do niej i nie jest mi tak łatwo ją oddać.
- Przecież będziesz mogła ją odwiedzać. Nie zabraniam ci.
- Wiem- posłała jej delikatny uśmiech i słysząc dzwonek, wstała, aby otworzyć drzwi. 
Iza uśmiechnęła się, chociaż niezbyt było jej do śmiechu. Tak samo jak Magda, była tym wszystkim już zmęczona. Jej życie było już zbyt pomieszane, aby wszystko się ułożyło. A miała tego już serdecznie dość. 
Gdy dziewczyna spojrzała na przybyłego gościa, od razu zrobiło jej się cieplej na sercu. Chłopak podszedł do niej i złączył ich usta w namiętnym i spragnionym pocałunku. Brakowało mu jej. Całą drogę martwił się o nią i jej samopoczuciu. Spojrzał w jej oczy i odgarnął kosmyk blond włosów, który okalał jej twarz. Przetarł kciukiem po policzku i jeszcze raz pocałował ją.
- Dobra gołąbki. Chyba wystarczy tych czułości- powiedziała roześmiana Magda. Iza spojrzała na nią rozbawiona i chwyciła go za dłoń.
- Magda, muszę ci coś powiedzieć- wzięła głęboki wdech nim kontynuowała swoją wypowiedź.- To Luck jest ojcem Julki...




***


      Brunetka wraz z pomocą Bash'a, wspięła się po schodach do ich domu. Otworzyli drzwi, a ona kulejąc, już sama udała się do salonu, lustrując po drodze całe otoczenie. Mieszkanie było duże i skromnie urządzone. Kuchnia, w kolorze czarno- czerwonym, połączona była z salonem. Thea delikatnie położyła się na ciemnej kanapie, ustawionej przy ścianie z ciemnobrązowej cegły. Chciała się obrócić na bok, ruszając złamaną ręką. Zasyczała z bólu, gdy przeszył ją prąd w całym ramieniu. Bash jak na zawołanie zjawił się obok niej. Stanął i wpatrywał się w nią pełnym zmęczenia wzrokiem. Dziewczyna wiedziała, że ponownie zawiodła jego zaufanie. Chociaż teraz nie było to spowodowane jej winą.
- Zamierzasz się do mnie nie odzywać?- Zaczęła zirytowana.
- A powinienem?- Usiadł obok niej i dłonią zaczął gładzić jej nogę. Pod opuszkami palca czuł każdą nierówność na jej skórze. Każdy siniak i każdą ranę, która teraz zdobiła jej ciało. Skrzywił się, gdy pod wpływem jego dotyku, dziewczyna nagle podkuliła nogę. Musiał natrafić na kolejną skazę.
- Boli- wyszeptała niemrawo.
- Wiem... Coś ty sobie w ogóle myślała? Przecież mówiłem ci, żebyś dzwoniła do mnie, gdybyś miała jakiś problem!
- Zadzwoniłam...- wybroniła się.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi! A co by się stało, gdybyś nie przeżyła? Widziałem zdjęcia z wypadku!- Zdenerwowany wstał i zaczął chodzić po pokoju.
- Ale przeżyłam- odparła spokojnie.- Wyszłam prawie bez żadnego zadrapania- zażartowała, chociaż jemu nie było do śmiechu.- Nie przypuszczałam, że ktoś będzie wiedział o naszej wizycie. Nawet mój przyjazd do Krakowa był wtedy jeszcze niepewny. Tylko ty o nim wiedziałeś...
- Chyba mnie nie podejrzewasz?!
- Oczywiście, że nie! Tylko głośno myślę. Ktoś siedzi nam na ogonie, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Przypuszczam, że ja miałam być wtedy celem, ale przeżyłam. To nie jest pierwszy atak na mnie i zapewne nie ostatni... Musiałam już tą osobę spotkać. Albo przynajmniej jej się narazić- zamyśliła się.- To na pewno jest związane z moją przeszłością.
- Myślisz, że to on?- Zapytał już łagodnym głosem.
- Tak. Innego wyjścia nie ma. Jest zbyt blisko. Musimy coś z tym zrobić. Nie chce, aby wpadł na was, albo Olivera.
- Później się tym zajmiesz. Teraz musisz wrócić do zdrowia, bo z tymi siniakami daleko nie zajdziesz.
- Tylko parę dni odpocznę. Potem pojedziemy po Olivera- ziewnęła zmęczona.- Musimy go zabrać ze sobą...
- Dobrze kochanie, ale teraz prześpij się. Zrobię obiad, a potem zawołam kogoś, żeby cię obejrzał.
- Nic mi nie jest- zapewniła.- W sumie to nawet teraz moglibyśmy jechać. Byłabym spokojniejsza, gdyby był przy mnie.
- Zastanowię się nad tym, ale jak odpoczniesz.
- A zrobisz mi herbatę?- spytała niewinnie.
- Oczywiście- uśmiechnął się. Chwycił ją za zdrową rękę i pogładził palcem. Uniósł ją do góry i pocałował jej palce, które potem przyłożył sobie do policzka.- Nie wiem co bym bez ciebie zrobił- spochmurniał.- Gdybyś wtedy zginęła...
- Ale żyję- przerwała.- Nie rozmawiajmy już na ten temat. Było minęło. Miejmy nadzieję, że to się nie powtórzy i ta ręka szybko wyzdrowieje, bo swędzi jak cholera. Może uda się ściągnąć ten gips?
- Pomyślimy nad tym- pocałował ją w czoło, a następnie sięgnął po koc, którym ją przykrył.- Skoczę do sklepu zrobić jakieś zakupy, a ty w tym czasie masz iść spać.

- Dobrze tato...- ponownie ziewnęła i wtuliła się w miękki materiał kocu, by po chwili udać się do krainy Morfeusza.






piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 28



Kochani! Chciałabym Wam bardzo, ale to bardzo, podziękować! Ostatnio zauważyłam, że jest coraz więcej odwiedzających, co strasznie mi się podoba <3 Ale mam nadzieję, że nowi, jak i starzy, czytelnicy skomentują rozdział. Chociażby napiszcie czy Wam się on spodobał. Jeśli jednak nie podoba się Wam moje pomysły, czy też styl pisania, postaram się poprawić :* 
Zapraszam także na mojego drugiego bloga--- Ostatni taniec----gdzie właśnie przed chwilą pojawił się nowy rozdział. 
Pozdrawiam
Seo
PS. Rozdziały na Waszych blogach postaram się nadrobić do czwartku :* Przepraszam za takie opóźnienie, ale przesunęli nam wystawianie ocen i przez to mam więcej czasu na poprawy. Już nie jest tego dużo, ale ja po prostu potrzebuję chwili odpoczynku ;)




- Babciu?- zawołała blondynka wchodząc do sali. Na szpitalnym łóżku leżała staruszka z zamkniętymi oczami. Jej szare włosy falami okalały poduszkę. Ta sala różniła się od pozostałych. Może dla tego, że była prywatna albo po prostu staruszka podporządkowała ją swoim gustom. Białe ściany zastąpiono kremowymi. Ładny, nowoczesny żyrandol zwisał z sufitu, a na ścianie znajdował się wielki telewizor plazmowy. Do tego brązowa sofa i meble w tym samym kolorze. Przypominał raczej zwykły pokój niż szpitalną sale. Położyła taboret przy łóżku, a jej wzrok przykuło zdjęcie znajdujące się na szafce przy łóżku. Widniały na niej cztery osoby. Ona wraz z bratem, a także Magda ze staruszką. Zrobiono je kilka lat temu w ogrodzie babci. Latem ta dwójka z przyjemnością tam jeździła. Jednak wraz ze śmiercią Feliksa, to zniknęło. Jak i chwilowo radość z życia. Chwyciła ją za rękę a ta drgnęła.
- Babciu?- ponowiła wołanie.
- Och, Iza. Ciesze się, że przyszłaś. Stęskniłam się za tobą- wyciągnęła ręce aby przytulić swoją wnuczkę, gdy ta znalazła się w jej uścisku, nie mogła powstrzymać łez.
- Nie płacz kochanie. Przecież wszystko będzie dobrze.
- Jak możesz tak mówić leżąc tutaj? Przecież Magda mówiła, że...
- Wiem. Kochanie, ja już mam ponad siedemdziesiąt lat. Po prostu czas na mnie.
- Nie babciu. Nie mów tak. Nie chce abyś mnie zostawiła. Już i tak dużo straciłam. Nie chce i ciebie stracić- wychlipała.
- Oj Izuś. Nie stracisz. Ja zawsze będę przy tobie. Wiem, że popełniłam ogromny błąd, ale to wszystko było dla twojego bezpieczeństwa. Przepraszam, że tak cierpiałaś przeze mnie.
- O czym ty mówisz?
- Iza, nie mogę ci teraz tego powiedzieć, ale za niedługo sama się tego dowiesz- przerwała przez swój donośny kaszel.- Kochanie, wiem, że możesz mieć mętlik w głowie, ale proszę zaufaj Magdzie i swoim przyjaciołom.
- Jakim przyjaciołom?- zapytała marszcząc brwi. Skąd ta staruszka o nich wiedziała? Przecież ona nigdy nie mówiła o swoim życiu.
- Melody i Jack'owi. Oni cie ochronią i wytłumaczą ci wszystko.



- Musze się stąd wydostać- zaczęła brunetka, po czym próbowała wstać. Skrzywiła się, czując ból w brzuchu. Zauważyła na swoim ciele dużą ilość siniaków, jak i zadrapań. Skrzywiła się na myśl o swoim wyglądzie. Miewała już różnej wielkości rany, ale nigdy nie zakrywały one prawie całkowicie jej ciało. Zakręciło jej się w głowie, jednak wiedziała, że nie może się teraz poddać. Musiała się wydostać stamtąd jak najszybciej, inaczej trafi za kratki.
Od jej wypadku minęło prawie 12 godzin, więc już powoli policjanci powinni dochodzić do tego, iż jest tu nielegalnie, a przede wszystkim ma kilka powiązań z różnorodnymi napadami, jak i zabójstwami.
Spojrzała na Olivera, który od chwili, gdy zdradziła mu prawdę nie odzywał się. Chłopak usiadł na fotelu i tęp wpatrywał się w swoje dłonie.
- Wszystko w porządku?- Zapytała.
- Nie, Thea. Nic nie jest w porządku. Jak długo mnie okłamywałaś?
- Nigdy cię nie okłamałam. Sama nie dawno się dowiedziałam i przyjechałam tu, aby z tobą porozmawiać. Dla mnie to też jest duży szok, ale musimy się spieszyć- ponagliła go, chociaż jej ruchy były kilka razy wolniejsze niż wcześniej. Chłopak pomógł jej się ubrać, po czym spakował do jej torby wszystkie rzeczy, które miała wcześniej na sobie lub, które używała. Pokój wyglądał tak, jakby nikogo tu nie było.
- I co masz zamiar teraz zrobić?- Zagadnął Oliver, siadając na kanapie.
- Teraz chwilę poczekamy. Zaraz przyjdzie ktoś,kto mnie stąd zabierze.
- A co ze mną? Mówiłaś, że jestem w niebezpieczeństwie.
- Bo jesteś. Ale tylko wtedy, gdy ja jestem przy tobie. Olie, narobiłam sobie dużo biedy przez ostatnie kilka miesięcy. Gdyby oni dowiedzieli się, że jestem z tobą jakoś powiązana, wykorzystaliby to, aby mnie zabić.
- Boże, Thea! Coś ty tym razem wymyśliła?!
- Ja nic- odparła niewinnie.- To wszystko było zwykłym przypadkiem. Podczas jednego ze skoków, znalazłam pewne akta, które jak się okazały, należały do bardzo wpływowego faceta. Chciałam je wykorzystać, aby go szantażować, jednak zanim to zrobiłam, zebrałam kilka informacji na jego temat. Okazało się, że już wcześniej miałam z nim do czynienia. Wiesz, że przez to co robimy, musimy często zmieniać swoją tożsamość?- Chłopak przytaknął, wiedząc iż on też zmienił swoje nazwisko przyjeżdżając tu. Jednak w przeciwieństwie do niej, zrobił to legalnie.- Znalazłam jego powiązanie z jakimś mordercą i dowiedziałam się, że zlecił zabójstwo swojego współpracownika. Sprawdziłam to i doszłam do wniosku, że to był twój ojciec. Wasz wypadek tak naprawdę nie był wypadkiem. To było zaplanowane zabójstwo. Nie wiem co by się stało, gdybyśmy się wtedy nie spotkali. Pewnie morderca ciebie też by dopadł.
- Nadal nie rozumiem, dlaczego wtedy postanowiłaś mnie przygarnąć do siebie. Przecież byłem dla ciebie zupełnie obcy.
- Widziałam w tobie coś znajomego. Wiem jak to jest, gdy człowiek potrzebuje pomocy, a własna rodzina się od ciebie odwraca. Nie chciałam, żeby ciebie też to spotkało, więc postanowiłam zaopiekować się tobą i być dla ciebie jak starsza siostra. No cóż... nie wiele się wtedy myliłam- posłała mu blady uśmiech, który odwzajemnił. Czuła, że poprzednie napięcie powoli opada, co było dużym plusem, gdyż teraz potrzebowali się jak nigdy dotąd.
- A co się stało z tamtym gościem? Tym kto zlecił to zabójstwo?
- Szuka mnie- odparła sucho.- Olie, to nie są żarty.
- To wszystko jest w ogóle chore! Gdybym był w niebezpieczeństwie, to nie musiałbym się ukrywać? A ja przecież jestem motocrossowcem! I to nie byle jakim. Ludzie piszą o mnie w gazetach, na blogach. Mam dużo fanów. A ty sama zachęcałaś mnie do tego.
- Najciemniej jest tuż pod latarnią, Oliverze. Byłeś świetnym kierowcą, a nikt by się nie spodziewał, że syn słynnego dilera ukrywa się w Polsce.
- Dilera? Czy ty się dobrze czujesz? Mój ojciec i diler!- parsknął śmiechem.
- Twój ojciec i kochanka- rzuciła gniewnie. - Gdy urodził się Max, skończył z tym. Prowadził podwójne życie. Nawet twoja matka nie wiedziała o tym, ale nie pytała, bo zbytnio omamiły ją jego pieniądze- usłyszawszy imię swojego brata, chłopak momentalnie zbladł. Wciąż nie odezwał się do niego, a ten bardzo się martwił.- Wiem, że ta część świata jest dla ciebie zupełnie obca i możesz czuć się zakłopotany...
- Zakłopotany?- przerwał jej.- Zakłopotany byłem, gdy wyjechałaś zostawiając jakąś gównianą kartkę papieru. Zakłopotany byłem jak nie odzywałaś się do mnie przez kilka miesięcy. Nie wiedziałem co się z tobą dzieję i czy w ogóle żyjesz. Teraz to jestem wkurwiony, a nie zakłopotany!
- Czyli nawet dobrze zareagowałeś- wyszczerzyła usta w uśmiechu.
- Możesz być choć przez chwilę poważna? Thea, to nie jest śmieszne!
- Jest Olie. Jak ja za tobą tęskniłam- podeszła do niego i wtuliła się w ciało chłopaka.- Wiem, że to wszystko jest do dupy. Czasami nawet sama chciałabym, aby to nie była prawda. Nie chce cię stracić- samotna łza spłynęła po jej policzku.
- Nie stracisz. Obiecuję- zapewnił.
- Nie obiecuje się czegoś, czego nie można dotrzymać. Pamiętasz?
- Tak, pamiętam- kącik jego ust zadrżał, tworząc delikatny uśmiech.
- Obiecuję, że niedługo wrócę po ciebie i wytłumaczę ci wszystko.
Drzwi do sali zostały otwarte, a w progu ukazał się wysoki chłopak o blond włosach. W ręce trzymał czarną bluzę z kapturem, którą dziewczyna ubrała. Niechętnie, Oliver ją puścił i pozwolił, aby oddaliła się z nieznajomym.
- Za niedługo się spotkamy- rzuciła radośnie na pożegnanie.- Tylko pilnuj Izy, bo oni też ją szukają.

Po rozmowie z babcią, Iza wciąż czuła w sobie niepokój. Czy to możliwe, żeby jej przyjaciółka była zaangażowana w coś przez jej babcię? No i jej brat... On o tym wiedział, a alkohol zmusił go do mówienia. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak słabo zna swoją rodzinę. Już od młodości nie interesowała się rodzicami. Jej autorytetem był brat, który zastępował wszystkich. To właśnie on był większym wsparciem, niż ta cała trójka razem wzięta. On, Magda i babcia. Tylko ich uważała za rodzinę. A potem doszła Julka. I Luck, których bardzo kocha. Miała mętlik w głowie. Staruszkę, którą zawsze uważała za zwykłą babcie, miała przed nią jakieś tajemnice. Oczywiście wiedziała, że ona nie należy do typowej staruszki z siwymi włosami, okularami i fartuszkiem. Linda pochodziła z Anglii. Poślubiła polaka, który niestety zginął, nim poznał swoją wnuczkę. Z opowieści babci wynikało, że był on cudowną osobą i tak też sobie go wyobrażała. Chociaż czasem żałowała, że nie dane było im się spotkać. Ale życie idzie dalej. Jeszcze dwa miesiące temu, nie powiedziałaby, że wróci do swojego byłego, z którym ma dziecko. Nie przypuszczała, że on się dowie, a co lepsze, że będzie chciał zająć się nimi. Zawsze go kochała. W końcu był jej pierwszą miłością. Odwróciła się, słysząc mężczyznę, wołającego jej imię. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła Luck'a. Powoli ruszyła w jego stronę, gdy dostrzegła parę wychodzącą ze szpitala. Tuż przy wyjściu jakiś chłopak niezdarnie obejmował młodą dziewczynę, ubraną w czarną bluzę. Dziewczyna była strasznie poturbowana, patrząc na jej kulejącą nogę. Nim obydwoje wyszli z budynku, chłopak odwrócił się w jej stronę, rozglądając się, czy nikt za nimi nie idzie. Zamarła.


- Feliks?- wyszeptała, nim w oczach zagościła ciemność.





piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 27


      Już od dwóch godzin siedzieli przed salą operacyjną. Żadne z nich nie miało ochoty się odzywać. Iza wiedziała, że to zbyt wiele dla niej, jak i jej przyjaciela. Przecież życie jego ukochanej leżało na włosku. Wciąż miała przed oczami widok jego, gdy zobaczył nieprzytomną Theę, wiezioną na blok operacyjny. Jego wzrok mówił sam za siebie. Wszystkie lęki wyszły na jaw, zostawiając go słabego i bezbronnego. Dlatego też nie chciała go zostawiać. On sam nie dałby sobie rady. A ona i tak potrzebowała go przy sobie. Chociaż milczeli, wspierali się nawzajem samym swoim istnieniem.
      Iza ponownie zlustrowała wzrokiem pomieszczenie. Pełno lekarzy, jak i pielęgniarek, krzątało się po holu. Mieli niemalże urwanie głowy. Z każdą nową karetką, przyjeżdżała osoba potrzebująca natychmiastowej pomocy. Zauważyła także, że policjanci niemal urządzili sobie tu drugi komisariat. Kilka mundurowych, reszta na cywilu. Czuła wzrok każdego z nich na sobie. Poczuła się nieswojo i przekręciła na krześle, zwracając uwagę otępiałego Olivera. Chwyciła jego dłoń i zauważyła zbliżające się łzy. Chłopak walczył ze sobą. Nie chciał okazać żadnych emocji. Nie miał zamiaru się poddawać. Już raz to zrobił i nie chciał popełniać tych samych błędów.
       Jego wzrok powędrował na zbliżającego się policjanta- mężczyzna w średnim wieku z krótko ściętymi brąz włosami. Miał szare oczy i kwadratową szczękę. Do tego jego umięśniona sylwetka nie dodawała mu uroku, lecz ostrości. Sam jego wygląd wystarczyłby, żeby nie zadzierać z tym gościem.
- Aspirant Tomasz Lański- przedstawił się uprzejmie.- Czy mógłbym zadać państwu parę pytań?
- Musi to pan zrobić teraz?- Warknęła zła Iza. Nie cierpiała ich poczucia czasu. Człowiek nie potrafi pogodzić się z tragedią jaka się wydarzyła, a oni oczekują, że będzie chciała wszystko jeszcze raz wspominać.
- Nie, ale chciałbym mieć to już z głowy i państwo na pewno też. Więc jak?
Chłopak skinął głową na zgodę. Iza oparła głowę na jego ramieniu, przez co on zaczął gładzić kciukiem jej dłoń.
- Jak państwo wiecie, nie mamy żadnych informacji na temat poszkodowanej. Zdaje mi się, że wy ją znacie?
- Tak- wychrypiał.- Znam ją.
- Podejrzewamy, że jest tu na fałszywych papierach- obydwoje zmarszczyli brwi, nie wierząc w słowa policjanta. Oliver szybko się otrząsnął wiedząc, że jego przyjaciółka byłaby do czegoś takiego zdolna.- Na papierach widnieje Thea McCartney, ale jak już wcześniej wspomniałem, sądzimy, że są podrobione.
- Nie, to jej prawdziwe imię- wzrok ciemnowłosego stał się beznamiętny. Iza wiedziała, że ta rozmowa nie jest zbyt odpowiednia dla niego. Ukrywał coś.
- Skoro tak... Zna pan cel jej przyjazdu do Polski?
- Przyjechała do mnie w odwiedziny- przełknął głośno ślinę.- Mieliśmy się jutro rano spotkać.
- Och... Przykro mi. A pan jest jej...?
- Bratem- skłamał.- Ma tylko mnie.
- W takim razie mogę poinformować pana o naszym śledztwie. Wiemy, że to był przemyślany atak. Ktoś chciał się jej pozbyć. Miała może jakiś wrogów?
- Gdybyś tylko wiedział ile...- przemknęło mu to przez myśl, jednak nie chciał się tym z nikim dzielić.- Nie. Ona jest spokojną dziewczyną. Nigdy nie miała żadnych problemów.
- Rozumiem. Jednak nie muszę także zamienić z panną Theą kilka słów, ale to w innym czasie. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego- policjant pożegnał się i nie odwracając się, wyszedł.
Iza była zbyt wstrząśnięta tym co powiedział Oliver. Czy to właśnie to przed nią ukrywał?
- Czemu nie powiedziałeś, że miała do ciebie przyjechać?- Wypowiedziała ostatnią myśl na głos.
- Bo nie miała. Nie wiem co ona tu robiła, ale jestem pewien, że wpadła w jakieś kłopoty.
- Ale powiedziałeś, że...
- Kłamałem Iza- przerwał jej.- To co robi Thea nie jest bezpieczne i legalne. Gdybym powiedział coś więcej, mogłaby wpaść w jakieś poważne kłopoty. Jeśli oczywiście przeżyje...
- Przepraszam- bąknęła, wtulając się w jego pierś.


         Dziewczyna obudziła się sama na pustym korytarzu. Spojrzała na zegarek, który wskazywał kilka minut po ósmej. Lekko spanikowana, jeszcze raz rozejrzała się wokół. Olivera nie było. Poczekała kilka minut, z myślą, że udał się do toalety. Jednak, gdy nie wrócił, ruszyła do szpitalnej kawiarni. Tam też go nie było. Telefonu także nie odbierał. Zdenerwowana zadzwoniła do Luck'a. Wiedziała, że ten się martwi. Zazwyczaj zaraz po przebudzeniu, które zwykle jest między siódmą a ósmą, dzwoni do niego. Teraz, gdy jej telefon leżał w kawałkach, nosiła komórkę ciotki, do której on nie znał numeru. Zaledwie po kilku sekundach usłyszała męski głos. Gdy się odezwała, chłopak zaczął swój wykład.
-... więc, jeśli jeszcze raz to się powtórzy, przykleję ci ten telefon do twojej ślicznego tyłka- zakończył z delikatnym śmiechem. Jednak ona nie miała ochoty na żadne żarty.
- Luck, jestem w szpitalu.
- Co?!
- Wczoraj przyjaciółka Olivera miała wypadek. Jest w ciężkim stanie...
- Boże, Iza! Czemu mi wcześniej tego nie powiedziałaś? Jak się czujecie?
- Z Oliverem jest źle, co mnie bardzo martwi.
- Będę za trzy godziny.
- Luck, nie trzeba...- powiedziała, choć bardzo chciała, aby on był przy niej. Potrzebowała jego bliskości.
- Dobra. Mam nadzieję, że wyrobię się w dwie godziny- rozłączył się.
Rozmowa z nim trochę poprawiła jej humor, jednak nadal było źle. Zwłaszcza, że nigdzie nie mogła znaleźć Olivera.
Ponownie przeszła po holu. Żaden lekarz nie chciał udzielić jej informacji o stanie dziewczyny. Nawet nie chcieli jej powiedzieć, gdzie ona leży. Nie cierpiała tego miejsca. To właśnie w tym szpitalu spotkała się z niemiłą recepcjonistką, jak i innym personelem. Ale oni powinni to zrozumieć. Przecież jak można być spokojnym w takiej sytuacji?!
Idąc i rozmyślając nad tą całą sprawą, nawet nie zauważyła, że na kogoś wpadła.
- Przepraszam- bąknęła.
- Iza?- Odezwała się zdziwiona blondynka w białym fartuchu, ze zwisającym stetoskopem na szyi.- Boże, dziecko, co ty tu robisz?
- A pani to...?- kobieta przez chwilę się wahała, jakby dopiero do niej to dotarło, że ona jest tu z zupełnie innego powodu.
- Przepraszam. Jestem doktor Milech. Zajmuję się twoją babcią.
- To ona tutaj leży?- nastolatka uniosła brwi ze zdziwienia.
- Och, ty nie wiesz. Tak. Leży w prywatnej sali na czwartym piętrze. Zaprowadzić cię? Na pewno będziesz chciała z nią pogadać- posłała jej pocieszający uśmiech. Iza była zbyt wstrząśnięta, aby cokolwiek z siebie wydusić, więc po prostu skinęła głową i ruszyła za kobietą.







             W pomieszczeniu panował półmrok. Chłopak ze łzami w oczach wpatrywał się w swoją przyjaciółkę. Nadal leżała w śpiączce, choć lekarze powiedzieli, że powinna się powoli budzić. Siedział tam już od ponad godziny, a jej stan się nie poprawiał. Przetarł dłonią zmęczone powieki i znów powędrowała ona na rękę dziewczyny.
- Nie opuszczaj mnie Speedy- wymamrotał.- Nie mogę cię stracić. Nie przeżyję tego...
Powtarzał tę zdania niczym mantę. Nie potrafił nic innego wypowiedzieć, gdyż aż go ściskało w gardle. Ponownie spojrzał na te wszystkie maszyny do których była podłączona. To pikanie go denerwowało. Gdy jednak spojrzał na Theę, jej twarz jak zwykle wyrażała spokój. Prawie taką ją zapamiętał. Jednak brakowało jej tego uśmiechu, który mówił, że wszystko będzie dobrze. Tym razem tak nie było. Wstał i udał się w stronę drzwi.
- Przepraszam Thea, nie mogę...- chwytając za klamkę znieruchomiał.
- JJ?- Usłyszał za sobą delikatny, ochrypły głos. Odwrócił się i zobaczył jak dwa słodkie, zielone oczka się w niego wpatrują. Poczuł jak kamień spada mu z serca.
- Jestem tu- podbiegł do niej.- Już wszystko będzie dobrze.
- Gdzie ja jestem?- poruszyła się, a na jej twarzy zawitał nieprzyjemny grymas bólu.
- Miałaś wypadek- odparł łagodnie.- Jesteś cała potłuczona, no i masz złamaną rękę...
- To wyjaśnia ten gips- uśmiechnęła się smutno.- Gdzie mój telefon?
- Och Speedy! O mal cię nie straciłem, a ty teraz o telefonie myślisz? Mogłaś zginąć!
- Ciszej! Oliverze, wiem co się stało i uwierz, ja miałam tam zginąć. A teraz proszę cię, podaj mi mój telefon, bo inaczej obydwoje będziemy mieli kłopoty- choć niechętnie, wstał i podał jej telefon. Wystukała kilka słów na ekranie, po czym wysłała wiadomość. Zamknęła oczy analizując przebieg ostatnich wydarzeń. Pamiętała jak jechała. Ledwo wjechała na autostradę, gdy dostrzegła za nią auto osobowe. Chciała mu uciec, gdyż wiedziała, że ktoś ją śledzi. Jednak nie przypuszczała, że ma wspólników. Wjechała na sąsiedni pas, gdy poczuła pchnięcie przy tylnym kole. W lusterku dostrzegła mężczyznę z bronią, ale gdy chciała zjechać, ponownie przywaliła w samochód. Ostatnie co pamiętała, to krótki i nawet przyjemny lot, a potem bolesny upadek na samochód.
- Co tu robisz Thea?- jego głos wyrwał ją z zamysłu.
- Przyjechałam cię odwiedzić- pomimo bólu, uśmiechnęła się do niego.
- Wiem, że kłamiesz. Policja także tu jest. Thea, w co ty się znowu wplątałaś?!
- Brakowało mi tego. Tęskniłam za tym surowym Oliverem. Chciałam, abyś ze mną wyjechał.
- CO?! Przecież tu jest mój dom. Nasz- poprawił się.- Sama tak powiedziałaś.
- Ale wtedy nie wiedziałam, że to miejsce zniszczy mi życie. Gdy tu przyjechaliśmy, chciałam zacząć wszystko od nowa, jednak przeszłość mnie dogoniła. Oliverze, ja naprawdę chciałam się zmienić- samotna łza spłynęła po jej policzku.- Przestałam się ścigać i zakończyłam wszystkie swoje interesy. A potem to wszystko nagle powróciło.
- Nie rozumiem- zmarszczył brwi.- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Jesteś w niebezpieczeństwie- wymamrotała.- I to wszystko przeze mnie.
- Jak to przez ciebie? Zniknęłaś na tak długo...
- Oliverze, to nie był przypadek, że się wtedy spotkaliśmy w szpitalu. Lekarz zadzwonił do mojej matki i powiedział, że mój biologiczny ojciec umiera. Pojechałam tam, żeby go poznać i jednocześnie pożegnać.
- Czyli wtedy nie tylko mój ojciec umarł- stwierdził ze smutkiem.
- Nie Olie, tylko on.
- Ale powiedziałaś, że...
- Twój ojciec był też moim ojcem. Ollie, jesteś moim bratem i omal przeze mnie nie zginąłeś.



Przepraszam, że z takim opóźnieniem, ale po prostu nie miałam czasu, żeby wcześniej go napisać :c
Wcześniej miałam już przygotowane kilka rozdziałów, jednak gdy się skończyły, skończył się także czas, aby stworzyć nowe... 
Nie zawieszam bloga ( w żadnym wypadku), tylko rozdziały bd dodawane w piątki- jeśli jednak znajdę chwilkę, dodam coś wcześniej.
W ten week mam zamiar przeczytać Wasze blogi ( linki znajdujące się w zakładce Spam) i skomentować. Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość :*
Pozdrawiam
Seo

Obserwatorzy