czwartek, 9 października 2014

Rozdział 34.





    Łzy spływały jej po policzkach. Czuła niemiłosierny ból w nodze. Była obolała i zrozpaczona, ale też wściekła na jej porywacza. Dave. Ten psychol ją zranił. Wiedziała, że jeśli uda jej się to przeżyć, blizna na nodze sprawi, że nigdy o tym nie zapomni. Spojrzała na ekran, szukając swoich przyjaciół. Widziała ich, chociaż nie rozpoznała twarzy. Dwie osoby zostały pobite. Inne zamknięte i torturowane. Nie tak jak ona, ale porywacze także ranili ich ciała, zostawiając tam znaki. Spojrzała na kolejny ekran i... zamarła. Luck skierował się do jakiś drzwi. Złapał za klamkę, a ona usłyszała jak coś w pomieszczeniu wydaje dziwny dźwięk. Obejrzała się. Chociaż było ciemno, widziała jak drzwi się otwierają. Ujrzała chłopaka, a jej serce zabiło mocniej. Próbowała się podnieść, ale zraniona noga jej w tym uniemożliwiła. Chłopak widząc ją, od razu podbiegł. Była cała zapłakana i roztrzęsiona. Ujął jej twarz w swoje dłonie, a na ustach złożył delikatny pocałunek.
- Iza...- wyszeptał. Bolało go to, że przez niego stała się ofiarą. Przez niego została zraniona.
- Wiedziałam, że po mnie przyjdziesz- wyszeptała, po czym przytuliła go do siebie.
- Musimy się śpieszyć- powiedział. Nie był pewien ile czasu mu zostało. Ale chciał mieć pewność, że ona będzie bezpieczna. Dźwignął się na nogi, po czym pochylił, aby pomóc jej wstać. Iza pokręciła głową.
- Nie mogę.
Chłopak dopiero teraz dostrzegł krew wokół niej. Przypomniał sobie słowa Dave. Ona także nie miała wiele czasu. Spojrzał na ranę na nodze, a poczucie winy waliło w niego bez skrupułów. Jej kończyna strasznie krwawiła. W słabym świetle, dostrzegł otwartą ranę. Musiał się spieszyć, gdyż straciła już zbyt dużo krwi. Ściągnął koszulę, zawiązując ją wokół jej nogi. Syknęła z bólu, ale wiedziała, że on próbuje jej pomóc. Wyciągnął coś małego, w kształcie kółka, po czym wsunął to do jej kieszeni. Wstał, po czym ona znalazła się w jego ramionach. Niósł ją, kierując się do wyjścia. Pomimo zagrożenia, czuła się przy nim dobrze, bezpiecznie. Drzwi ponownie zaskrzypiały, a oni wyszli z pomieszczenia, wpadając na kolejną osobę. Lucio zaklął, szybko wyciągając broń zza paska. Napastnik także zdążył już wyciągnąć pistolet.
- Boże, Luck!- jęknęła Speedy. Hol był oświetlony nikłym światłem, ale ona rozpoznała swoich przyjaciół. Wzrokiem przeszyła blondynkę, zatrzymując się na jej nodze. - Nie mamy czasu- powiedziała. Wspólnie, zeszli na parter. Brunetka nie zważała na to, że ktoś może czaić się za rogiem. Miała wyznaczony czas i to właśnie dzięki niemu, wiedziała, że dzisiaj przeżyje. Że nic się jej nie stanie przez kolejny miesiąc.
- Thea, pomóż mi- jęknął chłopak. Dziewczyna podeszła do niego i chwyciła Izę pod ramię, kierując na siebie cały ciężar ciała. Wrzuciła do jej kieszeni czip, mając nadzieję, że chociaż ta część planu nie zostanie zniszczona. Zrobiła krok do przodu, kierując się w stronę drzwi, po czym zamarła. Usłyszała to. Usłyszała dźwięk dwóch strzałów, ale nie czuła bólu. Czyżby już była martwa? Spojrzała na siebie, ale nie dostrzegła żadnych ran postrzałowych, a wtedy coś do niej dotarło. Wcześniej za wszystkie niedopatrzenia winiła czas, ale tak naprawdę to ona była temu wszystkiemu winna. Ona zaplanowała całą akcje i ponosi winę za swoją głupotę. To wszystko było ustawione. Wszystko. Jej przybycie, problemy z komunikacją, oddzielenie się od grupy... To była jedna pieprzona gra, w którą właśnie miała przegrać, ale nie poddała się. Nie, gdy chodziło o jej rodzinę.
Trzymając Izę, powoli odwróciła się i dostrzegła Hiszpana klęczącego na podłodze. Patrzył na swoją dłoń, która była pokryta ciemną substancją. Na jego koszulce plama szkarłatu także się powiększała. Dzisiaj to on był celem. A ona podała im go na tacy.
Blondynka wydała z siebie stłumiony krzyk. Nie zważała na ból w kończynie, tylko od razu rzuciła się na chłopaka. Ujęła jego twarz w swoje dłonie, po czym zaczęła płakać.
- Nie- szepnęła.- Musisz się położyć. Trzeba to jakoś zatamować!- krzyczała, chociaż on myślami był gdzieś indziej. Powoli jego ciało opadało na zimną ziemię, a świadomość, że nie zdołał jej ocalić, zapędziła go już do grobu. Zamknął powieki, po czym powoli je otworzył, dostrzegając zapłakaną twarz swojej ukochanej. Dotknął jej policzka. Wszystkie czynności wykonywał o wiele wolniej i był świadomy, że to już jest koniec. Jego koniec.
- Iza...
- Nic nie mów- zbeształa go.- Musisz oszczędzać siły, zanim przyjdzie pomoc... Nie zamykaj oczu!- krzyknęła, gdy ponownie odpłynął.
- Moja piękna Bella- szepnął.
- Luck, proszę. Nic nie mów!
- Jakim ja byłem szczęściarzem, że cię poznałem. Że pozwoliłaś, abym był częścią twojego życia... Przepraszam, że cię skrzywdziłem. Nie byłem wystarczająco dobry dla ciebie...
- Proszę, zamknij się! Thea! Pomóż mi- odwróciła się do niej, jednak ta stała jakby zobaczyła ducha. Widok umierającego przyjaciela, sprawił, że cząstka jej także umarła.
Blondynka przycisnęła dłonie do rany, próbując zatamować krwawienie. Luck syknął na chwilę, jednak potem poczuł wielką ulgę. Ból zniknął i jego życie także powoli zanikało.
- Przepraszam- powiedział.- Przepraszam, że nie dotrzymałem obietnicy. Przepraszam, że cię zawiodłem. Chciałem, aby moja księżniczka miała wszystko co najlepsze i nasza córka też... Mój mały aniołek- zamarzył się na chwilę.- Już nigdy jej nie zobaczę...
- Nie mów tak! Zobaczysz, tylko się nie poddawaj. Pomoc już jedzie...- łkała, rzucając słowami, w które sama nie wierzyła. Nie chciała dopuścić do siebie tego cichego głosu, który mówił, że to już koniec.
- Kocham cię, moja Bella. Byłaś miłością mojego życia i tak już zostanie do końca. Sprawiłaś, że znów zacząłem żyć. A teraz cię zostawiłem...
- Nie- zaprzeczyła.- Nigdy mnie nie zostawisz! Zawsze będziesz przy mnie.
- Moja Bella... Będę, o ile Bóg mi na to pozwoli. Zawsze będę przy tobie, chociaż nie będziesz mogła mnie zobaczyć.
- Luck, proszę nie mów tak...- widziała jak z trudem powstrzymuje się przed zamknięciem powiek. Jego płuca z trudem mieściły małe wdechy powietrza. Wiedział, że to już koniec. I nie miał nikomu za złe tego, że umiera. Mógłby obwiniać Dave'a, ale musiał przecież dać mu jakiś powód do tego, aby on się na nim mścił. Zasłużył sobie na wszystko, ale czemu wtedy, kiedy akurat życie zaczęło mu się jakoś układać?
- Bells, proszę, uciekaj. Nie chcę, aby i tobie się coś stało. Zasłużyłem sobie na to i w końcu karma mnie dopadła. Pamiętaj, querida. Kocham cię i nawet śmierć tego nie zmieni...
- Luck!- krzyknęła, zalewając się łzami. Jednak chłopak zamknął już powieki, a jego bezwładne ciało wysuwało jej się z rąk.
Odszedł. Zostawił ją. Ból niemiłosiernie rozwalał jej klatkę piersiową od wewnątrz. Czuła jak kawałek jej ucieka. Odrywa się od pozostałości, zostawiając wielką pustkę i nicość. Kurczowo chwyciła się jego ciała i przytuliła do siebie. W sali można było usłyszeć jej szloch. Pierwszy raz w życiu tak głośno płakała. Nawet, gdy trzymała martwe ciało brata, ból nie był tak głęboki. Może dlatego, iż w głębi duszy czuła, że to nie jest prawda? Ale teraz, gdy straciła ukochanego, straciła niemal wszystko. Osoba, która zawsze była przy niej, wspierała ją i pocieszała, zniknęła. Tak jak wszystko co dobre w jej życiu.
- Iza- odezwała się brunetka za nią. Jej głos brzmiał niepewnie. Nawet sama przeraziła się swoim tonem. Ale co miała powiedzieć? Luck... Chłopak, którego poznała przypadkowo. Któremu ocaliła życie i... sama wplątała go w ten brutalny świat. Miał być dla niego ratunkiem, a stał się końcem. W pewnym sensie sama go zabiła. I, chociaż nie była to prawda, czuła ciężar jego śmierci na sobie. Kolejna osoba, którą mogła dopisać do listy jej ofiar. A kartka wciąż się powiększała...
- Iza, musimy iść- dotknęła jej ramienia, po czym usłyszała kolejny wybuch płaczu.
- Nie zostawię go!- krzyknęła. Blondynka wstała, próbując podnieść jego ciało. Była umazana krwią, która nadal wydobywała się z ciała jej ukochanego.
- Iza, musimy go zostawić. Inaczej sama zginiesz.
- Zostaw mnie!- krzyknęła, gdy ta chciała złapać ją za ramię.- Bez niego... Bez niego moje życie nie ma sensu. Wolę zostać tu z nim, niż...
- A co na to Julka? - przerwała jej.- Straciła ojca i matkę też ma stracić? Co jej potem powiemy? A co z twoim bratem i Oliverem? Przecież tu są też inni twoi przyjaciele. Też mają zginąć, tylko dlatego, że chcieli cię uratować?- wiedziała, że jej słowa ją ranią, ale musiała ją stamtąd wyciągnąć. Nawet gdy ceną tego była ich przyjaźń.
Usłyszały pisk za sobą, który był impulsem dla Izy. Wstała, i jakby opamiętała się, zaczynając biegnąć w stroję wyjścia. Thea ruszyła za nią.


Jack ponownie odbezpieczył broń, po czym oddał czysty, celny strzał. 
- Siódmy- pomyślał, licząc kolejną ofiarę. Śrut wypadł i odbił się echem o zimną podłogę. Chłopak poczuł wielką satysfakcję. Był w swoim żywiole. Brakowało mu tego, po ostatniej misji w Afganistanie. Kiedyś był zawodowcem, ale teraz usunął się w cień. Najlepszy snajper. Może dlatego Speedy go zwerbowała? 
- Weźmiesz tego na górze?- zapytał, celując w dolnego strażnika. 
- Tam jest ściana- odparł Mathew.- Nie mogę. 
- Użyj 22 - polecił, oddając kolejny strzał. 
- Jack...- zawahał się młodszy.- Coś jest nie tak- chwycił swoją słuchawkę, nawołując kogokolwiek ze swojej ekipy. Odpowiedziała mu głucha cisza. Wybił kolejny kod, alarmując całą drużynę. Czerwone punkciki rozświetliły się. Syknął, po czym ściągnął noktowizor. Jego partner zrobił to samo. 
- Thea!- krzyknął do mikrofonu. - Jack, zbieramy się- zaczął pakować swoje rzeczy. Obydwoje zbiegli na dół z górki, mijając krzaki, w których byli ukryci. Torby wrzucili do Vana, wyciągając najpierw podręczne pistolety. Ruszyli w stronę budynku. Jednak zanim dotarli do drzwi, magazyn sam się otworzył. Wycelował w czarną pustkę swoją broń. Zauważył, że z pomieszczenia wychodzą dwie dziewczyny, które niemal od razu rozpoznał. Thea podtrzymywała młodszą siostrę swojego chłopaka. Widząc ich, poczuła niemal ulgę. Starszy chłopak pomógł jej, biorąc na ręce blondynkę. 
- Gdzie reszta?- zapytał.
- Wszyscy są już bezpieczni- wyszeptała, ruszając w stronę ich pojazdu. Bez słowa zajęła miejsce kierowcy. Gdy już wszyscy zajęli miejsca, odpaliła i ruszyła, upewniając się najpierw iż droga jest czysta. Chociaż było to zbędne. Podpisała umowę z nimi... A to wystarczyło. 
Wbiła adres docelowy na GPS'ie, wiedząc, że w innych autach on także się wyświetli. 
- Thea, co tam się stało?- Mathew w końcu odważył się zapytać, jednocześnie czując niepokój.
- Nic- odparła.- Zrobiliśmy wymianę. Odzyskaliśmy Izę. Wszystko poszło tak jak chcieliśmy- zapewniła.
- Thea!- krzyknął jej brat.- Jedź do szpitala! Iza...
Brunetka obejrzała się przez ramię. Dziewczyna była niemal blada jak trup. Wcześniej tego nie zauważyła, gdyż była przekonana iż krew na jej bluzce jest krwią Luck'a. Teraz dostrzegła wielką ranę na jej nodze, która bardzo krwawiła. Dostrzegła niewyraźny zarys starego znaku, który jednocześnie był dla niej wiadomością. Vendetta- pomyślała. Wcisnęła pedał gazu, kierując się w przeciwną stronę niż szpital. Wiedziała, że oni jej tam nie pomogą. O ile zdąży na czas, będzie potrafiła usunąć truciznę z rany. Inaczej całe poświęcenie ich i Luck'a pójdzie na marnę. 




Hej :*
Taaak. wracam po długiej przerwie :D Przepraszam, że tyle mi to zajęło. Miałam już zacząć we wrześniu regularnie dodawać rozdziały, ale... zaczęły się problemy zdrowotne >.< Latanie od lekarza do lekarza... A teraz jestem już od kilku dni w szpitalu. Więc miałam trochę czasu na napisanie :D Mam nadzieję, że nie zawaliłam ( jeśli tak to wybaczcie, ale jestem chora xd ) 
Pozdrawiam
Seo :*

Obserwatorzy