niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 36

Witam wszystkich <3 Tak... w końcu nowy rozdział ^^ Chociaż nie tak dawno dodałam poprzedni...
Dzisiaj przychodzę do Was ze specjalną notką :3 Otóż właśnie mija rok odkąd pojawiło się moje pierwsze opowiadanie na blogspocie Ostatni taniec .
 Jestem Wam bardzo wdzięczna, za to, że zmarnowaliście trochę czasu na moje bazgroły :3 Tak naprawdę nic bym bez Was nie osiągnęła, bo to właśnie Wy motywowaliście mnie do dalszego pisania. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną przez kolejny rok.
Pozdrawiam :3
Seo.

PS. Postaram się do świąt nadrobić wszystkie zaległości na Waszych blogach. Przepraszam, ale po prostu nie miałam ostatnio zbytnio czasu :c I zapraszam także na mój nowy wymysł :




 Czarny Suzuki GSX zaparkował przed starym blokiem. Młoda dziewczyna ściągnęła kask z głowy, po czym zawiesiła go na lusterku. Wzięła głęboki wdech, chcąc się przygotować na to co za chwile miało nastąpić. Nie chciała tego robić. Ale zapragnęła zamknąć wszystkie zaległe sprawy zanim odejdzie.
 Lekko pchnęła drzwi, które otworzyły się z okropnym skrzypnięciem. Brunetka nie ukrywała swojego zniesmaczenia. Wielki grymas zagościł na jej twarzy. Ruszyła schodami ku górze, aż w końcu zatrzymała się przed brązowymi wrotami. Zapukała delikatnie, chociaż miała ochotę walić w nich tak mocno, jak byłoby to możliwe.
- Idę! - usłyszała kobiecy głos, a po chwili otworzyły się drzwi ukazując w nich drobną kobietę. - Ty - powiedziała przerażona patrząc na swojego gościa.
- Witaj, Anno - powiedziała łagodnie. - Możemy porozmawiać?
Blondynka, choć niechętnie, wpuściła ją do środka wskazując ręką pomieszczenie, do którego ta miała się udać.
- Może... Może chciałabyś czegoś się napić? - zaproponowała. Dziewczyna przecząco pokręciła głową.
- Przyszłam wyjaśnić kilka spraw. Nie zajmie nam to długo.
 Dziewczyna rozsiadła się na kanapie, po czym zaczekała, aby jej towarzyszka także zajęła miejsce. Poczuła jak wszystkie nerwy opuszczają jej ciało. Została tylko złość.
- Pragnę cię powiadomić, że zamierzam zabrać Izę. Wyjeżdżamy i ona jedzie z nami.
- To dobrze - odparła kobieta wypuszczając głośno powietrze. Brunetka uniosła pytająco brew.
- Nadal nie rozumiem dlaczego jej tak nie lubisz...
- Nienawidzę jej! - przerwała. - Jest zakałą naszej rodziny! Gdyby nie ten pieprzony bękart, bylibyśmy wszyscy razem... Przez nią straciłam syna! - krzycząc wyraziła swoją opinię.
- Nie życzę sobie, żebyś w mojej obecności się tak o niej wyrażała - odparła ze spokojem. - Iza nie zasługuje na takie traktowanie. Nie powinniśmy płacić za błędy swoich rodziców - wiedziała, że te słowa nie są skierowane tylko do niej. Mówiła także o sobie.
Anna prychnęła.
- Próbowałam ją pokochać, jakby była moim dzieckiem. Ale za każdym razem, gdy na nią patrzyłam, widziałam zdradę matki. Do dziś nie rozumiem, jak ojciec mógł jej to wybaczyć. A teraz dowiaduję się, że moja kochana mamusia przepisała cały swój majątek tej zdzirze, a nam ani grosza. Nawet nie pomyślała o swojej wnuczce!
- A czy ty pomyślałam o tym, jak ona się czuła? Za każdym razem, gdy jej ubliżałaś... Ta dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. Prawie przedawkowała, a dzisiaj omal nie została zamordowana. Nawet nie zareagowałaś, gdy uciekła z domu.
- Zgłosiłam sprawę na policji!- oburzyła się kobieta.
- Wyjaśnijmy sobie wszystko. Zachowujesz się gorzej niż dziecko. Mam gdzieś, że przyjaźniłaś się z moją matką. Nic już nas nie łączy. Iza jest twoją przyrodnią siostrą i powinna być traktowana, jak normalny człowiek. Obarczyłaś ją winą za śmierć swojego syna, ale prawda jest taka, że Feliks żyje. Upozorowaliśmy jego śmierć, gdy było pewne, że wspólnicy ojca mnie znaleźli. W ten sposób mieli myśleć, że wyjechałam, bo nic mnie tu już nie trzymało. Ale nigdy nie przestałam wam pomagać i nie spuściłam oka z Izy. Widziałam, jak ledwo radziła sobie w szkole. Nie z nauką, tylko z ludźmi. Kiedyś była radosną dziewczynką, ale przez ten wypadek i ciebie zamknęła się w sobie i cierpiała w samotności. A później okazało się, że jest w ciąży... Urodziła, ale nie oddała dziecka. Julka jest jej córką. Magda zawsze ją wspierała i nigdy nie miała problemu, że była owocem zdrady waszej matki. A ty jako jej siostra także powinnaś przy niej być, a nie tylko utrudniać sprawę - wzięła głęboki wdech. - Nie dziwię się, że matka cię za to wydziedziczyła. Nawet to udawanie wspaniałej "mamusi" nie przyniosłoby ci żadnej korzyści. Więc skoro Iza będzie przy nas, nic już od ciebie nie potrzebuję. Możesz zadzwonić do swojej córeczki i kazać jej wracać, bo ja już nie będę opłacała jej hotel, byleby utrzymać ją z dala od Izy. I dla twojej wiadomości: Feliks także nie ma ochoty cię widzieć. Brzydzi się twoim zachowaniem. - Nie czekając na żadną reakcję, wyszła z domu.
 Wsiadła na motocykl i założyła kask. Odpaliła silnik, a po chwili poczuła tępy ból w dłoni. Jednak to jej nie przeszkodziło przed opuszczeniem tego miejsca.
 W końcu powiedziała prawdę. Przestała ukrywać to przez wzgląd na przeszłość. Zanim trafiła do rodziny adopcyjnej, Anna zajęła się nią. Zaopiekowała i zadbała, aby nic jej nie brakowało. Przez lata obserwowała, jak traktuje ona swoją przyrodnią siostrę. Chociaż wiedziała, że dla młodej dobrze było dorastać przy Annie, to w końcu musiała się sprzeciwić. Nigdy nie zaakceptowała jej jako swojej siostry, a tym bardziej jako córki. I może przez kilka lat pomagała tej rodzinie ze względu na zobowiązania, ale teraz miało się to już skończyć. Na szczęście.


  Dziewczyna próbowała unieść powieki, jednak za każdym razem dopadał ją dziwny ból głowy. Im więcej ruchów wykonywała tym większe odczuwała pulsowanie. Z kolejną próbą stało ono się ledwo wytrzymywane. W końcu odpuściła, jednak słysząc otwierające się drzwi automatycznie otworzyła oczy. Zadrżała.
 - Ciii - powiedział chłopak, uśmiechając się do niej blado. 
 Podszedł do okna, które zasłonił, a następnie odstawił kubek gorącego kakaa na szafce. Usiadł obok Izy.
 - Jak się czujesz? - od razu pożałował swojego pytania. Bo przecież jak ona mogła się czuć? Prawie zginęła. Chociaż została ciężko ranna, a to Luck stracił życie... Nie miała żadnych powodów do radości. Żadnego uśmiechu czy też wesołości. Po prostu jeden wielki smutek, który chyba już na stałe zagościł w jej sercu. 
 - Czy dostałabym coś na ten okropny ból głowy? Mam wrażenie, jakby ktoś ćwiczył stepowanie na mojej głowie... - poskarżyła się. 
 O dziwo, jej słowa rozbawiły Olivera. 
- Mówię poważnie, Ollie... Boli jak cholera.
- Dobrze, postaram się coś załatwić. Iza, chciałabyś... No wiesz - jąkał się. - Czy chciałabyś pogadać ze mną o tym co się stało?
 Dziewczyna przez chwilę wahała się z odpowiedzią. Czy chciała? Oczywiście. Musiała wypowiedzieć na głos swoje myśli. Podzielić się z kimś swoimi uczuciami. Po prostu puścić je w obieg, aby ją już nie męczyły. Ale wiedziała, że jeśli zacznie się temat tej feralnej nocy, zaczną również rozmawiać na temat ich przyszłości. A ona nie była gotowa myśleć o niej bez Lucka u boku. 
- Ollie, co ze mną będzie? - zapytała.- Co będzie z moją nogą? Widziałam, jak głęboko wbijał ostrze.
- Nic z nią nie będzie. Lea jest świetnym lekarzem. Wystarczy, że twoja rana się zagoi i możesz biegać, skakać, tańczyć... Będziesz mogła robić wszystko co ci się podoba. Ale jeśli nie będzie w pełni sprawna, będziesz musiała mieć rehabilitacje. Czyli będziesz musiała poczekać kilka miesięcy zanim zaczniesz skakać - wytłumaczył.
- A jeśli rana była gorsza niż przypuszczaliście? Jeśli nie stanę na nogi i będę...
- Jeśli nie będziesz mogła chodzić, co jest mało prawdopodobne, to skończą się kakaa do łóżka. Będę twoim osobistym tragarzem, ale jeśli mi przytyjesz, to moje ego może na tym ucierpieć.
 Iza wybuchła śmiechem. Dźwięk ten był ulubioną muzyką dla niego. Uwielbiał słuchać, jak ona się śmiała. Szczególnie, gdy był tego powodem.
- Za niedługo Thea powinna wrócić. Pewnie też chciałaby z tobą porozmawiać - po tych słowach dostrzegł jak jej wyraz twarzy się zmienia. Jakby została przywrócona do prawdziwej rzeczywistości, wyrwana z najwspanialszej bajki.  - Iza, nie przejmuj się. Wiem, że teraz to tak nie wygląda, ale naprawdę mamy plan jak wszystko naprawić. 
- Nie chcę żebyście mieli jeszcze mnie na swojej głowie. Już wystarczająco narobiłam wam problemów. Jak tylko odzyskam siły wrócę do domu i dam wam święty spokój.
 Chłopak chwycił jej dłoń w swoje, a następnie złożył delikatny pocałunek na jej opuszkach. 
- Iza. Nie jesteś dla nas żadnym ciężarem, a ja mam nadzieję, że nas nie zostawisz. To co ci się wydarzyło... nie jest twoją winą. Po prostu stałaś się niewinną ofiarą.
 Dziewczyna przymknęła na chwilę powieki. Zmęczenie dawało o sobie znaki, jednak chciała dokończyć tą rozmowę i mieć ten temat za sobą. Jednak zanim coś zdążyła z siebie wykrztusić w pokoju rozniosło się pukanie. Oliver od razu stanął na nogi. 
- Możesz zostawić nas samych? - zapytała brunetka wchodząc do pokoju.
- Iza chciała coś przeciwbólowego - zakomunikował opuszczając pomieszczenie.
Brunetka otworzyła szufladę i wyciągnęła z niej niewielką strzykawkę. Po chwili napełniła ją bezbarwnym płynem, który wstrzyknęła dziewczynie. Ta lekko jęknęła. 
- To morfina - oznajmiła spokojnie.- Zaraz powinna zacząć działać.
- Thea...- zaczęła. - Musimy porozmawiać.
- Tak, wiem - odparła. - Mam ci naprawdę dużo do opowiedzenia i mam nadzieję, że mnie uważnie wysłuchasz. Od razu zmienię ci opatrunek - powiedziała po czym sięgnęła po nerkę, w której leżały szczypce i gazy. - Luck mi powiedział, że ty wiesz. I to kwestia czasu kiedy wszystko sobie posklejasz. Myślę, że właśnie nadszedł ten czas, a ja w końcu muszę przestać oszukiwać i chociaż jednej osobie powierzyć swój sekret. 
 Poznałam Lucka na wakacjach w Hiszpanii. Mój przybrany ojciec często wyjeżdżał w różne delegację, a ja z przyjemnością mu towarzyszyłam. Jak zwykle zatrzymaliśmy się w jakieś willi. Gdzie byś nie spojrzała tam górował przepych. A Luck pracował jako chłopiec na posyłki. Razem z Rafaelem. Zwykle spędzałam popołudnia w ogrodzie i w końcu ich poznałam. Na początku świetnie się dogadywaliśmy. Ułożyliśmy sobie plany na przyszłość... Takie dziecięce marzenia. Później jednak było coraz trudniej. Doskwierała im bieda, a ojciec nie pozwolił mi się do nich odzywać. 
 Nie wiem jakim cudem, ale zabrał ich na spotkanie w Chinach. Ucieszyłam się, że mieli okazję zwiedzić kawałek świata, ale to nie o to chodziło. On chciał ich sprzedać jako niewolników. Wzorowy ambasador zajmował się handlem dzieci. Domyśliłam się tego, gdy poznałam tego skurwysyna na zebraniu. Jeszcze tego samego dnia spakowałam się i uciekłam. Chłopaki pojechali ze mną. 
 Błąkaliśmy się od domu do domu, szukając schronienia. Pieniądze też się kończyły, jednak oni nie pozwolili mi pracować. Sami zaczęli kraść, żeby starczyło nam na jedzenie. Gdy mieliśmy po dwanaście lat, Rafael znalazł pracę w warsztacie. Jak na tak młodego chłopaka był bardzo wysoki i wysportowany. Podczas gdy Luck szukał jeszcze jakieś roboty, ja całymi dniami pomagałam w warsztacie. Aż sama nauczyłam się naprawiać samochody. Pracujący tam chłopaki polubili mnie i byłam tak jakby ich oczkiem w głowie. 
 Pewnego dnia Luck przyszedł do domu i oznajmił, że znalazł dla nas idealne miejsce. Poznał ludzi, którzy zapewnią nam wspaniałą przyszłość. Nie udawaliśmy naszego wahania. W końcu zaczęło nam się układać, a on ot tak chciał to wszystko porzucić. Ale byliśmy rodziną. I zawsze trzymaliśmy się razem. Postanowiliśmy jeszcze trochę zarobić i iść tam, gdzie Luck chciał. W sumie to była słuszna decyzja, gdyż parę dni później do warsztatu przyjechał Dave. Nie krzyw się tak - zagaiła ją. - Znałam go z domu dziecka i to było wspaniałe uczucie rozpoznać znajomą mordę tak daleko. Dave także opuścił to miejsce. Próbował mnie znaleźć, ale usłyszał, że ja sama uciekłam. Jakimś cudem dotarł do Chin i, w końcu, do mnie. 
 Wraz z nami opuścił to miejsce i udał się do obozu " radości " - jak to zwykle mawiał Raff. Szybko okazało się, że nie jest tak pięknie jak myśleliśmy. To miejsce było istnym koszmarem. Zaczęto uczyć nas różnych sztuk walki i to w bardzo bolesny sposób. Można by powiedzieć, że szkolono nas na jakiś ninji. Potrafiliśmy zabijać gołymi rękami. 
 Chcieliśmy odejść, ale nawet nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Jednak wpoili nam jedną zasadę, że duma i honor to przywilej nie nagroda. Nie mogliśmy zrezygnować z walk, bo tak stracilibyśmy naszą dumę i zbestrześcilibyśmy nasz honor. Aby opuścić ten horror, musieliśmy zaliczyć pełny trening. A kończył się on śmiercią naszego przeciwnika.
 Po paru latach odeszliśmy. I nigdy nie wróciliśmy do tego co tam się wydarzyło. 
 Otworzyłam z Rafaelem warsztat. Dave i Luck też często wpadali podrasować auta czy też w odwiedziny. Aż w końcu Dave namówił mnie na mały skok. Bo przecież czym byłoby życie, gdybyśmy nie mogli z niego czasem sobie zakpić? Po co szkoliliśmy się, skoro nie używaliśmy naszych umiejętności? I tak obrabowaliśmy pierwszy jubiler... 
 Nie powiem, że nie, ale bardzo mi się to spodobało. Ta adrenalina, ten dziwny dreszcz... Wszystko było znakomite i uzależniające. Z czasem zebrałam własną ekipę. Właśnie miałam jechać na swój wyścig, gdy dostałam telefon od przyjaciela mojej matki. Nie powiem, że nie była okropną matką, ale mnie kochała na swój pogrzany sposób. A z jej przyjacielem utrzymywałam jeszcze kontakty. Powiedział, że jeśli chcę poznać swojego biologicznego ojca powinnam jak najszybciej przyjechać do szpitala. I tak też zrobiłam.
 Dzięki temu poznałam Olivera. Na początku dalej robiłam to co kochałam. I do tego towarzyszył mi Ollie, co było wspaniałe. Jednak nie chciałam, aby i on paprał się w tym gównie. Był na to zbyt porządny. Po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać nad tą całą sytuacją. Zaczęłam grzebać i dowiedziałam się, kim tak naprawdę on dla mnie jest. A wtedy różne brudy z przeszłości postanowiły wypłynąć. 
 Znalazłam tego gościa, który dręczył moją matkę i postanowiłam się na nim zemścić. Zabiłam jego dwóch synów, którzy powoli zaczęli iść w ślady tatusia. Jednak on szybko się o tym dowiedział. I o mnie też. 
 Robiłam w życiu różne głupstwa, ale zawsze starałam się jakoś je naprawić. Dostać jeszcze jedną szansę od życia. Wyjechałam, chcąc zapomnieć o tym wszystkim, ale okazało się, że to życie, ta adrenalina, to jest moja prawdziwa natura, której nie mogłam się wyprzeć. Więc ją przyjęłam i zaakceptowałam. Zaczęłam polować na jego córkę, żeby zakończyć z nim wszystkie sprawy. Dzięki temu poznałam Basha. Na jego widok odebrało mi mowę i już wtedy wiedziałam, że to właśnie ten jedyny. 
 Iza, miłość potrafi człowieka zmienić. Może nie aż tak na lepsze, ale na pewno coś się z nim dzieje. W końcu doszłam do tego, że moje życie to jeden, pieprzony, zbieg okoliczności. Okazało się, że to ty jesteś jego córką. A Anna nie jest twoją biologiczną matką.

 Dziewczyna zamknęła powieki i próbowała przetrawić te informacje. Czy to możliwe? Czy jej historia jest prawdą? Czy Thea rzeczywiście zabiła jej przyrodnie rodzeństwo? 
 Miała olbrzymi mętlik w głowie i dużo pytań. W końcu doszło do tego, że sama nie wiedziała kim jest. I nie chciała wiedzieć. 



2 komentarze:

  1. To opowiadanie przeczytalam przez cala noc jest extra.. czekalam az iza bedzie z olii ... nie doczekalam sie jeszcze

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy