sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 38

 Dni zlewały się w jedność. Dla Izy nie było żadnej różnicy, czy jest ranek, czy też noc. Większość przesypiała, robiąc małe przerwy. Jej rany goiły się wolno, ale na szczęście nie wdała się żadna infekcja. Speedy wiedziała co robić.
 Tydzień po zniknięciu brunetki wszyscy wracali do swoich zajęć. A przynajmniej próbowali.
 Mel i Jack wrócili do Krakowa, aby kontynuować swoje "normalne" życie. Każdy z nich próbował zapomnieć o burzliwej przeszłości, która była jedną wielką intrygą Thei. Część z nich rozumiała i współczuła jej, ale czuli się przez nią oszukani i zdradzeni. Najgorzej jednak zniósł to Bash, który czuł, jak cząstka niego odchodzi wraz z nią.
 Iza sięgnęła po naszyjnik w kształcie krzyża, a następnie zawiesiła go sobie na szyi. Palcem przejechała po zimnym metalu, czując pod opuszkami wyryty napis. Wygładziła sukienkę i sięgnęła po kule, po czym wyszła z pokoju. Doszła do windy, którą zjechała na dół, gdzie czekała na nią reszta.
 Ten dzień nie był jednym z najgorszych dni jej życia. Właśnie dzisiaj miała pożegnać swojego przyjaciela i chłopaka. Dzisiaj szła na pogrzeb Lucka.
 Oliver czekał cierpliwie na blondynkę, co chwila spoglądając w zegarek. Wiedział, że nie zaczną bez niej, ale chciał mieć to już za sobą. Przez ostatnie dni był świadkiem, jak całe jego życie zostaje zrujnowane. Rodzina rozsypuje się, a przyjaciele odchodzą. Rozumiał Basha i jego rozpacz, ale sam też był bardzo związany z siostrą. To właśnie ona uratowała go przed totalną katastrofą. Sprawiła, że znów zaczął żyć. A teraz jej nie było. Zniknęła i zostawiła go samego, bez żadnej pomocy czy wsparcia.
 Gdy usłyszał pisk windy uniósł głowę do góry. Metalowe drzwi otworzyły się, a w nich ujrzał Izę, ubraną w białą sukienkę. Jej ubranie było kontrowersyjne, zważywszy na to, gdzie się teraz udawali. Biała sukienka na pogrzeb?
 Dziewczyna, jakby słysząc jego pytanie odparła:
 - Luck niecierpił czarnego - uśmiechnęła się blado. - Biel oznaczała żałobę i czystość, zaś czerń była grzechem.
 Brunet pomógł jej wejść do samochodu, a następnie zajął miejsce kierowcy i ruszył w stronę kaplicy.
 Przed kaplicą stało już kilkanaście samochodów. Iza dostrzegła wśród grupki ludzi swojego brata, rozmawiającego z Rafaelem. Przyjaciel zmarłego miał na sobie biały garnitur, zaś Bash czarny z białą koszulą. Była wdzięczna bratu za wsparcie, chociaż wiedziała, że nigdy nie popierał ich związku. 
 Rafael dostrzegając blondynkę przeprosił swojego rozmówcę i udał się w jej stronę. Pomógł dziewczynie wyjść z samochodu i przytulił ją. Tak samo, jak ona, potrzebował czyjegoś wsparcia. A Iza rozumiała go, jak nikt inny.
 - Tak bardzo mi go brakuje... - wyszeptała, chowając twarz w jego piersi. 
 - Mi też, Bella - odparł z mocnym, hiszpańskim akcentem. - Chodźmy do środka. Wszyscy czekali na ciebie, chica.

 Pogrzeb przebiegł bez żadnych komplikacji. Rafael cały czas czuwał przy niej, tak jak Oliver. Obydwoje nie spuszczali z niej oczów, jakby bojąc się, że Iza rozklei się i załamie, gdy tylko odwrócą wzrok. Ku ich zdziwieniu, dziewczyna przetrwała całą ceremonią, a łzy spłynęły po jej policzkach, gdy chowano trumnę. Położyła bukiet kalii przed nagrobkiem, a następnie zaczęto składać jej kondolencję. 
 Iza nie znała większości ludzi. Część kojarzyła z jego clubu czy też z domu, gdzie robili za ochroniarzy. Oliver postanowił zostawić ją z Rafaelem, aby ci mogli w spokoju pożegnać Lucka. 
 - Co teraz będzie? - zwróciła się do Hiszpana. 
 - Iza.. - westchnął. - Muszę ci coś powiedzieć.
 Zmarszczyła brwi, po czym spojrzała na mężczyznę. Nie patrzył na nią. 
 - Chciał, żebym ci to dał - podał jej kopertę, którą wyciągnął z marynarki. - Powinnaś znać prawdę. 
 Dziewczyna wpatrywała się w biały papier, jednak nie potrafiła go przyjąć. Zdawała sobie sprawę, że znajdują się w niej ostatnie słowa Lucka. Do niej. 
 - Jutro wyjeżdżamy. Pomyślałem, że chłopacy ucieszą się, gdy wrócimy do domu.
 - A co z... - urwała wciąż wpatrując się w kopertę. 
 - Byłem jego zastępcą, więc to ja obejmuję po nim władzę. Mamy kilka zakładów na całym świecie, jednak nasz główny znajdował się tu, w Polce. Teraz przenosimy się do Madrytu. 
 - Zaopiekuj się nimi - szepnęła. - Luck'owi bardzo zależało na waszym przedsięwzięciu. Byliście jego rodziną. 
  Chłopak pokręcił głową. 
 - Nie, chica. To ty byłaś jego rodziną. Ty i Julianna. Kochał was całym sercem, a my byliśmy jedynie jego przyjaciółmi, z którymi łączył burzliwą przeszłość. Wy byliście jego przyszłością. Całym szczęściem... - zrobił krótką przerwę. - Weź to - wsadził jej kopertę do ręki. - Chciał, abym dał ci jeszcze kilka jego rzeczy, ale jestem pewien, że sama sobie coś wybierzesz. Wiem, że masz klucze do jego mieszkania. Oczywiście, jeśli będziesz chciała tam zamieszkać nie będę stał na twojej drodze. Jego dom jest teraz twój i możesz robić z nim co ci się tylko podoba - przytulił ją. 
 Iza była w wielkim szoku. Nie potrafiła myśleć trzeźwo w takich okolicznościach. 
 - Dziękuje, Raf - wyszeptała. 
 - To ja tobie dziękuje, chica. Zmieniłaś go, jak i nas wszystkich. Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała pomocy, wiesz, gdzie się udać - puścił do niej oko, a następnie odszedł. 
 Ręka dziewczyna, w której trzymała kopertę, drżała, a ona sama nie czuła się lepiej. Ostatni raz spojrzała na wielki stos kwiatów, które zostały ułożone na trumnie. Czuła pustkę w sercu. 
 - Żegnaj, kochany. Już na zawsze zostaniesz w moim sercu. 

 Oliver z trudem patrzył na cierpienie swojej przyjaciółki. Próbował ją wspierać, być dla niej podporą, jednak to było zbyt trudne, zważywszy na tą sytuację. Pomagał jej na tyle, na ile sama pozwalała. Póki Iza nie zgodziła się na nic więcej, trzymał się na bezpiecznej odległości. 
 Dziewczyna leżała w salonie, oglądając jakiś film. Kopertę, którą otrzymała od Rafaela, położyła na stole. List wciąż był zamknięty. 
 -Czy... - zwróciła się do niego.- Rozmawiałeś może z Magdą? 
 - Tak - odparł i usiadł obok niej. - Iza, musimy w końcu porozmawiać o naszej przyszłości. Wiem, że nie będziesz chciała wrócić do swojego domu, ale tutaj również nie możemy zostać. 
 - Zamieszkam u Lucka - powiedziała ochrypłym głosem. 
 - Nie - pokręcił głową. - Nie zostawię cię samej. Myślałem nad tym, żeby wyjechać stąd. Felix powiedział, że to dobrze ci zrobi. Zmiana otoczenia... Może nam też to wyjdzie na dobre? 
 - Ja i Julka damy sobie radę. Nie musisz się o nas martwić. 
 - Oczywiście, że muszę. Iza... Zależy mi na was i na waszym dobru. Magda mówiła, że od waszej ostatniej wizyty Julka cały czas się o ciebie pyta. Nie chce już z nią mieszkać. 
 - I nie musi. Jak tylko wyzdrowieję zabieram ją. 
 - Felix już po nią pojechał. Rozmawiałem z Max'em i obydwoje doszliśmy do porozumienia. To nie jest miejsce dla nas. Dziewczyny chcą tu zostać, ale my wyjeżdżamy. Myśleliśmy o jakimś ciepłym miejscu. Może Chorwacja? Co ty na to? - zapytał. 
 Iza widząc jego starania, uśmiechnęła się. Była mu bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc. Chciała aby jej także udzielił się jego dobry humor 
 - To by było cudowne - powiedziała, po czym przytuliła się do niego. - Chciałabym wyjechać, jak najszybciej. 
 - Nie ma sprawy - uśmiechnął się. - Max mówił, że w każdej chwili może zarezerwować nam samolot. Powiem mu, że wylatujemy jutro wieczorem. Zrobię ci herbaty - oznajmił, po czym ruszył w stronę kuchni. 
 Wzrok Izy powędrował na kopertę. Wzięła głęboki wdech i otworzyła list, pozwalając aby łzy spływały po jej policzkach.

Mi Amore, 

jeśli to czytasz, nasz plan się powiódł i jesteś bezpieczna. Ale znaczy to też również tyle, że mnie przy tobie nie ma. Przepraszam, że wciągnąłem Cię w świat, który tak naprawdę nie powinien Cię dotyczyć. Zniszczyłem tak piękną i drobną istotę... 
 Poprosiłem Theę, aby wyznała Ci prawdę, gdyż ja już na pewno nie zdążę. Nie obwiniaj się za to. Dave był i zawsze będzie zakałą naszej małej rodziny. Ale był też moim przyjacielem Wiem, że nie powinienem, ale proszę Ciebie o przebaczenie dla niego. Choć mieliśmy te same problemy, on inaczej je zniósł. Nigdy sobie z nimi nie poradził, a za każde niepowodzenie obwiniał mnie. Nie jestem na niego zły. Mam jedynie nadzieje, że Bóg przyjmie go z otwartymi ramionami. 
 Querido, byłaś jedynym dobrem w moim życiu. Dowodem decyzji, której nigdy nie żałowałem. Nie wiem, czy Thea opowiedziała Ci o okolicznościach waszego spotkania, ale ja także uczestniczyłem w tym spisku. Byłem z nią, gdy poznała Felixa i byłem też przy niej, gdy chciała Ciebie zabić. Bałem się spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć prawdę. Nie zasłużyłaś na to, ani na nic przez co przeze mnie przecierpiałaś. Dawałaś mi tyle dobra, a ja w zamian Cię raniłem. Nie proszę Cię o przebaczenie, bo nie chcę żebyś mi to wybaczyła, querido. Nie zasługuję na to. 
 Bello, jest tyle rzeczy, które chciałbym Ci powiedzieć. I tyle, za które chcę przeprosić. 
 Dzień, w którym pierwszy raz Cię ujrzałem, był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Czułem, jak moje corazón znowu bije. Uwierzyłem, że jednak Bóg o mnie nie zapomniał i właśnie miałem zostać nagrodzony. 
 Nie winię Cię za to, że nasz związek Cię przerósł. Że wystraszyłaś się odpowiedzialności, jaką sprowadził na Ciebie nasz Aniołek. I jest mi jedynie przykro, że nie ufałaś mi na tyle, żeby zwrócić się do mnie o pomoc. Zawsze pragnąłem mieć potomka i jestem szczęśliwy, że mogę mieć ją z Tobą. Jest równie piękna, jak jej matka. 
 Querido, nie wiem co mógłbym Ci powiedzieć. Nie będę już przy Tobie, ale jestem pewien, że Rafael pomoże Ci, gdybyś tego potrzebowała. Wszystko co moje, należy teraz do Ciebie. Pragnę, aby nic Ci nie brakowało i mam nadzieję, że tak też będzie. 
 Kocham Cię, mi amore. I wiem, że chociaż nie żyję, zawszę będę przy Tobie. Moje serce, dusze, a teraz i ciało należy do Ciebie. 
 Esperando por ti.
 Twój
Lucio

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 37


 Oliver wszedł do salonu, dostrzegając, że wszyscy utkwili w niego swoje spojrzenia. Na ich twarzy malował się smutek, żal i chyba niedowierzanie. Nikt nie rozumiał sytuacji, w której się znaleźli. Nie wiedzieli jakim cudem udało im się przeżyć. Wyszli z tego niemal bez szwanku.
 - Nadal tego, kurwa, nie rozumiem - szepnął jeden ze snajperów. Oliver niestety nie znał ich za dobrze, więc miał też problem z zapamiętaniem jego imienia.
 - Zamknij się, Jack - warknęła Mel. - Później będziemy to roztrząsać.
 - Później? Zróbmy to teraz - wstał i rzucił woreczek z lodem, który przykładał sobie do kolana. - Mieliśmy wydostać ją z magazynu. Kilka magazynów znajdowało się obok niego. My zajęliśmy się oczyszczaniem terenu. A potem nastała cisza w słuchawce. I teraz ktoś z was dokończy mi tą bajeczkę - warknął.
 - Zajęli naszą linię - odezwał się ciemnowłosy. - Rozdzieliliśmy się i wtedy nas dopadli.
 - Ja pierdole - skomentował to mój młodszy brat.
 - Max! - krzyknął starszy brat. Jakim prawem ten gówniarz tak się wyrażał?
 - Taka prawda, Ollie. Pierwsza zasada : Nigdy się nie rozdzielamy. To co przytrafiło się Luckowi jest naszą winą. Zawaliliśmy na całej linii i widać tego efekty - westchnął. - Rozdzieliliśmy się. Mieli każdego z nas na wyłączność. Dobrze się wami zajęli - zakpił.
 - Nie wiedzieliśmy, że Iza nie była ich celem. Z góry to założyliśmy i nie myśleliśmy racjonalnie.
 - Mówiłem już kiedyś, że sprawy osobiste to najgorsze jakie mogą być? I widać tego, kurwa, efekty - skomentował drugi snajper.
 - A co innego mielibyśmy zrobić? - wtrącił się Oliver. - Gdybyś to ty, albo któreś z was było na jej miejscu, to nie ruszylibyście na pomoc?
 - Oliver, to nie o to chodzi - westchnęła Mel.
 - Wiesz co? Ta cała sprawa jest jednym, wielkim gównem. Nie wiem dlaczego Speedy postanowiła mieszać się w moje życie, po tym, jak mnie zostawiła, ale wiedz, że mam w dupie to, kim dla mnie jesteście. Wy - wskazał na parę siedzącą obok niego - możecie być moimi sponsorami, jej przyjaciółmi czy kim tam chcecie być, a wy? - wskazał na wszystkich zebranych. - Jeśli jesteście jej rodziną to zachowujcie się, jak rodzina. Straciliśmy już zbyt wiele, aby teraz się rozsypać. I może niektórzy z was znają Speedy od dawna, ale ja widziałem tą prawdziwą "ją". Zwykłą, beztroską dziewczyną, która uwielbiała zabawę. I widzę, jak teraz się zmieniła. Nie powinniście ją za nic obwiniać, bo nie jest niczemu winna. Jest młoda i sama sobie w tym wszystkim nie radzi. Widzę, jak ledwo łączy początek z końcem, a teraz jeszcze ta sytuacja... Proszę was jedynie o wyrozumiałość i postawcie się w jej sytuacji - zamilkł, gdy do pomieszczenia weszła Speedy.
 - Dziękuje, braciszku, za tą przemowę, ale nie musisz się mną przejmować. Ja zawsze daję sobie radę - kolejne kłamstwo bez żadnego problemu wyszło z jej ust. - Pamiętacie, gdy wam wspomniałam o swojej przeszłości? Moja matka popełniła samobójstwo, gdy już nie wytrzymała presji swojego alfonsa. Po paru latach spotkałam tego skurwysyna i zemściłam się na nim - poczuła, jak w brzuchu pojawia się supeł, a głos powoli jej się załamywał.
 - Thea, nie musisz tego mówić - wtrącił Bash, jednak zignorowała jego uwagę.
 - Zniszczył moje życie, więc ja i jego zniszczyłam. Zamierzałam powoli ingerować w jego życie. Spotkałam się z nim twarzą w twarz i przypomnieć mu o sobie. Rozpoznał mnie, ale wyśmiał moje zamiary. Wtedy zabiłam jego pierwszego syna. Drugiego pozbyłam się z przyjemnością. Wyświadczając komuś przysługę, sama ją sobie wyświadczyłam. Trzeciego syna zostawiłam na później, chcąc zająć się jego nieślubnym dzieckiem. Pamiętasz, Ollie gościa, który ukradł mi samochód? - zwróciła się do brata. - Były w nim informacje na jej temat. Gdy je w końcu odzyskałam... Chciałam mieć to już za sobą, więc wyjechałam na parę dni do Polski, aby ją zlikwidować. Wybacz, Filip - wyszeptała. - Gdy poznałam Basha, tak na prawdę nie chciałam się z nikim związywać. Pojechałam tam, aby sprawdzić swoją ofiarę. I znalazłam ją tańczącą na parkiecie.  W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że ona nie jest niczemu winna. Jego synowie stawali się tacy sami jak tatuś, a ona... nie miała pojęcia kto jest jej ojcem. 
 Większość słuchaczy oniemiała z przerażenia. Stało się to, czego obawiała się najbardziej - jej przeszłość musiała wyjść na jaw. Nie mogła temu zaprzeczyć, ani tego ukryć. 
 - Jesteście dla mnie rodziną - przemówiła drżącym głosem. - I wiem, że to co robiłam kiedyś, nie jest fair, ale nie mogę tego zmienić. Nie jestem z siebie dumna, ale... To bolało. Szczególnie, gdy te wspomnienia wracały i za każdym razem widziałam jego. Nie spałam po nocach, obawiając się, że znowu go spotkam i w końcu znalazłam sposób. Wtedy wydawało mi się jedynym rozwiązaniem... 
 Filip spojrzał na swoją dziewczynę. Pierwszy raz spojrzał na nią, a w jego oczach można było dostrzec rozczarowanie. Wstał i bez słowa opuścił pomieszczenie, co było jeszcze większym ciosem dla Speedy. 
 - Zawsze byliście mi wierni i ja też byłam wam wierna - przemówiła ponownie. - Jeśli chcecie odejść, możecie. Możecie wyjechać gdziekolwiek tylko chcecie, gdyż jesteście wolni. Nie ma na was żadnego oskarżenia. Zostaliście oczyszczeni - omiotła wzrokiem wszystkich zebranych, po czym opuściła pomieszczenie.
 W pokoju panowała cisza, póki Jack jej nie przerwał. 
 - Jasna cholera - szepnął, głośno wzdychając. 
 - No - potwierdziła Mel. 
 - Tylko tyle macie do powiedzenia? - warknął Oliver. 
 - A czego się spodziewałeś, chłopczyku? - krzyknął ***. - Mieliśmy się do niej przytulić i powiedzieć " To nic, że jesteś mściwą zdzirą. My i tak cię kochamy" ? To nie ta bajka!
 - Moglibyście chociaż postawić się w jej sytuacji! - odwarknął chłopak.
 - Oliver - przemówiła Mel. - Ona obsesyjnie kontrolowała każdy nasz ruch. Twoje życie było wielką iluzją, jak i życie Izy. Mieliśmy na was oko, a wy o niczym nie wiedzieliście. Udawaliśmy waszych przyjaciół, sponsorów... Twoje spotkanie z Izą też nie było przypadkowe. Znalazłeś się tam, bo ona tak chciała. I my to szanowaliśmy... ale z czasem było coraz gorzej. A teraz właśnie dowiedzieliśmy się o jej przeszłości. Daj nam czas . 
 Oprócz Olivera wszyscy opuścili pokój. Chłopak siedział sam z całym tym gównem, które przed chwilą wyszło na jaw. Nie wiedział co miał zrobić ze sobą. Wszystko co sam osiągnął - a przynajmniej tak myślał - okazało się być kłamstwem. Zawsze walczył o nią i o ich przyjaźń, a teraz wyglądało na to, że ona się poddała. Czy i on też miał to zrobić?
 - Ciężko, braciszku? - odezwał się Max. Chłopak uniósł głowę, patrząc na brata. 
 - Muszę się napić - wykrztusił. 
 Młodszy podszedł do barku i podał Oliverowi butelkę whisky. Dwie szklanki wypełnione lodem zostały położone na stole. 
 - A ty co tak się gapisz? Sam nie będziesz pić - powiedział rozbawiony. 
Starszy brat bez słowa polał. Jednak jego szklanka była bardziej zapełniona. 
 - Życie jest do dupy - westchnął. 
 - Czyż to nie jest dziwne? - zagadnął młodszy. - Jednego dnia jesteś znanym motocrossowcem, a następnego dowiadujesz się, że masz siostrę, ojciec był jakimś popieprzonym gangsterem, twoja dziewczyna tak naprawdę jest córką jakiegoś pedofila, a na dodatek Thea przeżyła istne piekło w dzieciństwie. Takie wyznania potrafią zmienić człowieka. 
 - A jaką ty odgrywasz w tym wszystkim rolę? - zapytał brata.
 - Ja? - Uśmiechnął się Profesorek. - Może i mam czternaście lat, ale to ja was wszystkich pilnuję i to właśnie dzięki mnie nie wpadliście w jeszcze większe bagno. 


Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani!!! 

 Rozdział dedykuję Katarinie, dzięki której spędziłam zajebistego Sylwestra : * 
Kochanie, jesteś MEGA^^
PS. Zostaw mojego psa w spokoju! 

Obserwatorzy