czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 37


 Oliver wszedł do salonu, dostrzegając, że wszyscy utkwili w niego swoje spojrzenia. Na ich twarzy malował się smutek, żal i chyba niedowierzanie. Nikt nie rozumiał sytuacji, w której się znaleźli. Nie wiedzieli jakim cudem udało im się przeżyć. Wyszli z tego niemal bez szwanku.
 - Nadal tego, kurwa, nie rozumiem - szepnął jeden ze snajperów. Oliver niestety nie znał ich za dobrze, więc miał też problem z zapamiętaniem jego imienia.
 - Zamknij się, Jack - warknęła Mel. - Później będziemy to roztrząsać.
 - Później? Zróbmy to teraz - wstał i rzucił woreczek z lodem, który przykładał sobie do kolana. - Mieliśmy wydostać ją z magazynu. Kilka magazynów znajdowało się obok niego. My zajęliśmy się oczyszczaniem terenu. A potem nastała cisza w słuchawce. I teraz ktoś z was dokończy mi tą bajeczkę - warknął.
 - Zajęli naszą linię - odezwał się ciemnowłosy. - Rozdzieliliśmy się i wtedy nas dopadli.
 - Ja pierdole - skomentował to mój młodszy brat.
 - Max! - krzyknął starszy brat. Jakim prawem ten gówniarz tak się wyrażał?
 - Taka prawda, Ollie. Pierwsza zasada : Nigdy się nie rozdzielamy. To co przytrafiło się Luckowi jest naszą winą. Zawaliliśmy na całej linii i widać tego efekty - westchnął. - Rozdzieliliśmy się. Mieli każdego z nas na wyłączność. Dobrze się wami zajęli - zakpił.
 - Nie wiedzieliśmy, że Iza nie była ich celem. Z góry to założyliśmy i nie myśleliśmy racjonalnie.
 - Mówiłem już kiedyś, że sprawy osobiste to najgorsze jakie mogą być? I widać tego, kurwa, efekty - skomentował drugi snajper.
 - A co innego mielibyśmy zrobić? - wtrącił się Oliver. - Gdybyś to ty, albo któreś z was było na jej miejscu, to nie ruszylibyście na pomoc?
 - Oliver, to nie o to chodzi - westchnęła Mel.
 - Wiesz co? Ta cała sprawa jest jednym, wielkim gównem. Nie wiem dlaczego Speedy postanowiła mieszać się w moje życie, po tym, jak mnie zostawiła, ale wiedz, że mam w dupie to, kim dla mnie jesteście. Wy - wskazał na parę siedzącą obok niego - możecie być moimi sponsorami, jej przyjaciółmi czy kim tam chcecie być, a wy? - wskazał na wszystkich zebranych. - Jeśli jesteście jej rodziną to zachowujcie się, jak rodzina. Straciliśmy już zbyt wiele, aby teraz się rozsypać. I może niektórzy z was znają Speedy od dawna, ale ja widziałem tą prawdziwą "ją". Zwykłą, beztroską dziewczyną, która uwielbiała zabawę. I widzę, jak teraz się zmieniła. Nie powinniście ją za nic obwiniać, bo nie jest niczemu winna. Jest młoda i sama sobie w tym wszystkim nie radzi. Widzę, jak ledwo łączy początek z końcem, a teraz jeszcze ta sytuacja... Proszę was jedynie o wyrozumiałość i postawcie się w jej sytuacji - zamilkł, gdy do pomieszczenia weszła Speedy.
 - Dziękuje, braciszku, za tą przemowę, ale nie musisz się mną przejmować. Ja zawsze daję sobie radę - kolejne kłamstwo bez żadnego problemu wyszło z jej ust. - Pamiętacie, gdy wam wspomniałam o swojej przeszłości? Moja matka popełniła samobójstwo, gdy już nie wytrzymała presji swojego alfonsa. Po paru latach spotkałam tego skurwysyna i zemściłam się na nim - poczuła, jak w brzuchu pojawia się supeł, a głos powoli jej się załamywał.
 - Thea, nie musisz tego mówić - wtrącił Bash, jednak zignorowała jego uwagę.
 - Zniszczył moje życie, więc ja i jego zniszczyłam. Zamierzałam powoli ingerować w jego życie. Spotkałam się z nim twarzą w twarz i przypomnieć mu o sobie. Rozpoznał mnie, ale wyśmiał moje zamiary. Wtedy zabiłam jego pierwszego syna. Drugiego pozbyłam się z przyjemnością. Wyświadczając komuś przysługę, sama ją sobie wyświadczyłam. Trzeciego syna zostawiłam na później, chcąc zająć się jego nieślubnym dzieckiem. Pamiętasz, Ollie gościa, który ukradł mi samochód? - zwróciła się do brata. - Były w nim informacje na jej temat. Gdy je w końcu odzyskałam... Chciałam mieć to już za sobą, więc wyjechałam na parę dni do Polski, aby ją zlikwidować. Wybacz, Filip - wyszeptała. - Gdy poznałam Basha, tak na prawdę nie chciałam się z nikim związywać. Pojechałam tam, aby sprawdzić swoją ofiarę. I znalazłam ją tańczącą na parkiecie.  W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że ona nie jest niczemu winna. Jego synowie stawali się tacy sami jak tatuś, a ona... nie miała pojęcia kto jest jej ojcem. 
 Większość słuchaczy oniemiała z przerażenia. Stało się to, czego obawiała się najbardziej - jej przeszłość musiała wyjść na jaw. Nie mogła temu zaprzeczyć, ani tego ukryć. 
 - Jesteście dla mnie rodziną - przemówiła drżącym głosem. - I wiem, że to co robiłam kiedyś, nie jest fair, ale nie mogę tego zmienić. Nie jestem z siebie dumna, ale... To bolało. Szczególnie, gdy te wspomnienia wracały i za każdym razem widziałam jego. Nie spałam po nocach, obawiając się, że znowu go spotkam i w końcu znalazłam sposób. Wtedy wydawało mi się jedynym rozwiązaniem... 
 Filip spojrzał na swoją dziewczynę. Pierwszy raz spojrzał na nią, a w jego oczach można było dostrzec rozczarowanie. Wstał i bez słowa opuścił pomieszczenie, co było jeszcze większym ciosem dla Speedy. 
 - Zawsze byliście mi wierni i ja też byłam wam wierna - przemówiła ponownie. - Jeśli chcecie odejść, możecie. Możecie wyjechać gdziekolwiek tylko chcecie, gdyż jesteście wolni. Nie ma na was żadnego oskarżenia. Zostaliście oczyszczeni - omiotła wzrokiem wszystkich zebranych, po czym opuściła pomieszczenie.
 W pokoju panowała cisza, póki Jack jej nie przerwał. 
 - Jasna cholera - szepnął, głośno wzdychając. 
 - No - potwierdziła Mel. 
 - Tylko tyle macie do powiedzenia? - warknął Oliver. 
 - A czego się spodziewałeś, chłopczyku? - krzyknął ***. - Mieliśmy się do niej przytulić i powiedzieć " To nic, że jesteś mściwą zdzirą. My i tak cię kochamy" ? To nie ta bajka!
 - Moglibyście chociaż postawić się w jej sytuacji! - odwarknął chłopak.
 - Oliver - przemówiła Mel. - Ona obsesyjnie kontrolowała każdy nasz ruch. Twoje życie było wielką iluzją, jak i życie Izy. Mieliśmy na was oko, a wy o niczym nie wiedzieliście. Udawaliśmy waszych przyjaciół, sponsorów... Twoje spotkanie z Izą też nie było przypadkowe. Znalazłeś się tam, bo ona tak chciała. I my to szanowaliśmy... ale z czasem było coraz gorzej. A teraz właśnie dowiedzieliśmy się o jej przeszłości. Daj nam czas . 
 Oprócz Olivera wszyscy opuścili pokój. Chłopak siedział sam z całym tym gównem, które przed chwilą wyszło na jaw. Nie wiedział co miał zrobić ze sobą. Wszystko co sam osiągnął - a przynajmniej tak myślał - okazało się być kłamstwem. Zawsze walczył o nią i o ich przyjaźń, a teraz wyglądało na to, że ona się poddała. Czy i on też miał to zrobić?
 - Ciężko, braciszku? - odezwał się Max. Chłopak uniósł głowę, patrząc na brata. 
 - Muszę się napić - wykrztusił. 
 Młodszy podszedł do barku i podał Oliverowi butelkę whisky. Dwie szklanki wypełnione lodem zostały położone na stole. 
 - A ty co tak się gapisz? Sam nie będziesz pić - powiedział rozbawiony. 
Starszy brat bez słowa polał. Jednak jego szklanka była bardziej zapełniona. 
 - Życie jest do dupy - westchnął. 
 - Czyż to nie jest dziwne? - zagadnął młodszy. - Jednego dnia jesteś znanym motocrossowcem, a następnego dowiadujesz się, że masz siostrę, ojciec był jakimś popieprzonym gangsterem, twoja dziewczyna tak naprawdę jest córką jakiegoś pedofila, a na dodatek Thea przeżyła istne piekło w dzieciństwie. Takie wyznania potrafią zmienić człowieka. 
 - A jaką ty odgrywasz w tym wszystkim rolę? - zapytał brata.
 - Ja? - Uśmiechnął się Profesorek. - Może i mam czternaście lat, ale to ja was wszystkich pilnuję i to właśnie dzięki mnie nie wpadliście w jeszcze większe bagno. 


Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani!!! 

 Rozdział dedykuję Katarinie, dzięki której spędziłam zajebistego Sylwestra : * 
Kochanie, jesteś MEGA^^
PS. Zostaw mojego psa w spokoju! 

1 komentarz:

  1. Co za akcja... sama nie wiem czy ma mi być zal Speedy... pewnie zareagowałabym tak samo jak reszta grupy... no ale może mówi z tym wszystkim prawdę...Młody jest dobry :D :P

    Wybacz za zwłokę, ale nie mogłam ogarnąć się i blogów na których miałam i mam zaległości xD <3

    Szczęśliwego :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy