niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 39

Dwa tygodnie później...

 Dni były przepełnione słońcem i świeżym powietrzem. Morska bryza co dzień budziła mieszkańców wyspy Krk. Piękne przejrzyste morze zachwycało swoim widokiem wszystkich turystów, jak i stałych mieszkańców. Iza także była zachwycona tym widokiem. Pomimo początkowej niechęci szybko zdała sobie sprawę, że to miejsce jest idealne. Cisza i spokój - a tego teraz było jej najbardziej potrzebne. 
 Dzięki pomocy Olivera nie załamała się tak, jak wcześniej. Teraz wiedziała, że ma wokół siebie przyjaciół, którym zależy na niej. 
 Ich dom znajdował się niedaleko kamiennej plaży. Wokół niej piętrzyły się drobne skały, dzięki czemu miała swój własny azyl, gdzie mogła chociaż przez chwilę napawać się spokojem. Kilka suchych gałęzi walało się wokół, jednak nikt obcy tu nie zaglądał. Dom był wielki - zbyt wielki nawet na tak liczną grupę. W mieszkaniu znajdowało się siedem osób. Oliver nie spuszczał swojego młodszego brata z oka. Sprawdzał wszystkie jego pomysły, interesy czy wyjścia. Nawet dał mu kilku dniowy szlaban, po tym, jak młodszy spóźnił się o kilka minut do domu (zabrał mu laptopa i odciął dostęp do internetu, aby uniemożliwić korzystanie z innych urządzeń). Oczywiście Iza pomagała mu wymykać się z domu w środku nocy. Wiedziała, że nie zrobiłby nic głupiego, a potrzebował chwilę samotności, aby odreagować ostatnie wydarzenia. Nie tylko ona po tym wszystkim była zagubiona. 
 Feliks próbował nadrobić stracony czas z blondynkom. Chciał wynagrodzić jej wszystko, co zrobił, aby zapewnić siostrze bezpieczeństwo. 
 Parę dni po ich przyjeździe dołączyli do nich Alex z Amandą - jego dziewczyną. Nie potrafili całkowicie odłączyć się od swojej przeszłości czy o niej zapomnieć. A przy nich czuli się, jak z rodziną. Zresztą, dziewczyny bardzo się zaprzyjaźniły. 
 Po długiej rozmowie z Magdą, w końcu doszły do jakiegoś porozumienia i teraz to Julka była ze swoją matką. Jej towarzystwo bardzo pomogło blondynce zebrać się do kupy. 
 - Mamo! - pisnęła dziewczynka, chlapiąc ją wodą. 
 Iza aż krzyknęła, gdy poczuła jej zimno na rozgrzanej skórze. 
 - Boże, Julka! Ale zaraz ci się za to oberwie - zagroziła, choć w jej głosie można było usłyszeć rozbawienie. 
 Ruszyła za swoją córeczką, która biegła po wodzie. Na nogach miała wodne obuwie, aby nie zranić stopy o skały czy jeżowce. Dziewczynka biegła jednocześnie się śmiejąc. W końcu matka porwała ją w ramiona i okręciły się wokół własnej osi. 
 - I co mam teraz z tobą zrobić? - zapytała się małej, lecz w odpowiedzi usłyszała wybuch śmiechu. - Masz wszystko co potrzebujesz? - Dziewczynka wskazała palcem na wiaderko przepełnione kamyczkami i muszelkami. - Czyli możemy wracać do domu? 
 - Nie! Ja chce na lody! 
 Iza pokręciła głową, śmiejąc się pod nosem. Wróciła na kamień, na którym rozłożyła ręcznik i zaczęła pakować swoje rzeczy. Ubrała kremową, zwiewną sukienkę na strój, zaś córeczce założyła krótkie szorty i koszulkę. Oczywiście mała założyła taki sam, lecz mniejszy kapelusz niż jej matka. Iza schyliła się, żeby zapiąć małej buciki, po czym przerzuciła torbę przez ramię. Ruszyły do pobliskiego barku, gdzie kupiły lody. 
 - Mamo! Mamo! - krzyczała dziewczynka ciągnąc blondynkę za sukienkę. Iza odwróciła się do niej, chcąc zobaczyć co wzbudziło taką ekscytację jej córki. - Wujek Loli przyjechał - wskazała palcem na brązowego jeepa, który właśnie zaparkował nieopodal ich. Brunet uśmiechnął się do nich, gdy obydwie spojrzały na niego. Wysiadł z terenówki i ruszył w ich kierunku. 
 Mała skoczyła w objęcia bruneta. 
 - Mieliśmy się spotkać w domu - powiedziała blondynka podchodząc do niego. 
 - Taa... Ale musiałem załatwić coś na mieście i pomyślałem, że zabiorę was z powrotem - chłopak przywitał się z Izą, całując ją w policzek. 
 - Przy okazji przydałoby się zrobić jakieś zakupy - odparła. - Hormony jej buzują, a Alex ma już dość spełniania jej zachcianek. Podał mi listę rzeczy, które ona chce - zmarszczyła brwi wyciągając kartkę z torebki. - Nie znam większości tych rzeczy - podała mu kartkę.
 - Cholera - zaklął, po czym przeprosił za przekleństwo. - To zajmie nam pół dnia, a moja niespodzianka nie wytrzyma tak długo w aucie, więc będziemy musieli najpierw wstąpić do domu. 
 - Julce także nie uśmiecha się chodzenie po sklepach, prawda? - zwróciła się do dziewczynki, która energicznie pokiwała głową.
 - Co to za niespodzianka, Loli? - zapytała dziewczynka. 
 - To coś za co twoja mamusia mnie znienawidzi i coś dzięki czemu ty będziesz szczęśliwa - mruknął Oliver. 
 - Nie zrobiłeś tego! - wyznała przerażona Iza. 
 - Owszem, zrobiłem - uśmiechnął się i posadził Julkę na ziemię. - Idź do auta - zwrócił się do niej. - Zobacz na tylne siedzenie - polecił. 
 Dziecko zrobiło to o co Oliver poprosił. 
 - Chyba powiedziałam coś na ten temat - warknęła. 
 - Oj, Izuś - uśmiechnął się. - Spójrz jaka jest szczęśliwa - wskazał palcem na dziecko, które właśnie wyciągnęło z pudełka zwierzątko. Mały kotek z czerwoną wstążką związaną wokół szyi znajdował się teraz w jej ramionach. Julka zaczęła piszczeć i skakać ze szczęścia. 
 - Tak, ale to ja później będę się musiała zajmować tym zwierzakiem - skrzyżowała ręce. 
 - Wiem, ale ja ci w tym pomogę - objął ją w pasie i obydwoje ruszyli w stronę samochodu. 
 Gdy już dotarli do domku, Iza zostawiła swoje rzeczy w pokoju i zebrała ze sobą mniejszą torebkę, do której wrzuciła kilka rzeczy i zeszła na dół. Jej córka właśnie pokazywała swojego kotka Feliksowi. Zostawiając córkę pod jego opiekę udali się z Oliverem na zakupy. 
 Lista była bardzo długa, a w większości Iza nie znała tych rzeczy. Omal nie wybuchła śmiechem, gdy Oliver z grymasem na twarzy przyniósł kilka krabów i kałamarnic, po czym wykreślił te pozycje z kartki. Były one zapisane po niemiecku, dlatego też dziewczyna niezbyt rozumiała co miałaby kupić. Gdy w końcu dotarli do domu z niemal zapakowanym po brzegi samochodem, chłopak kazał jej iść do salonu, aby ta nie nadwyrężała się niosąc zakupy. 
 - No nareszcie! - krzyknął Alex z słabym niemieckim akcentem. - Amanda nie daje mi żyć - westchnął, po czym wyciągnął pudełko lodów z torby. Nałożył do miski kilka gałek, posypał je wiórkami kokosowymi, a na koniec polał karmelem. - Pycha - mruknął niezadowolony. - Mam nadzieję, że jak urodzi to się skończy. Inaczej zeświruje. 
 - Powodzenia - roześmiała się blondynka. - Mnie jeszcze przez kilka tygodni męczyły po porodzie. 
 - Boże... - jęknął, po czym ruszył do ich sypialni zanosząc Amandzie lody.
 - Czyli nie masz już żadnych zachcianek? - zapytał Oliver. Dziewczyna pokręciła głową.- A te chrupki? - wskazał palcem. - Czy przypadkiem przez nie nie zwiedziliśmy dodatkowo kilka sklepów? 
 - To dla Julki - oburzyła się. - Ona uwielbia te wafelki z czekoladą. 
 - Więc czemu je jesz?- Chłopak uniósł wyczekująco brew. 
 Blondynka odłożyła paczkę i naburmuszona usiadła obok swojego brata w salonie. Za sobą usłyszała tylko śmiech Olivera, który teraz samotnie rozpakowywał zakupy. 
 - Jak się czujesz? - zapytał jej brat. 
 - Już lepiej. Nawet sama mogę korzystać z toalety - zachichotała przypominając sobie, jak długą kłótnie odbyła z Oliverem, aby ten odwołał zatrudnioną pielęgniarkę. Już po tygodniu czuła się lepiej i mogła chodzić, lekko kuśtykając, lecz ten dla bezpieczeństwa kazał jej przeleżeć kolejny tydzień w łóżku. Dziś był wyjątek. Ubłagała go - choć tak naprawdę zagroziła wymknięciem w nocy - aby mogła wyjść z córką na spacer. 
 - Wieczorem chcemy zrobić grilla. Przyłączysz się do nas? 
 - Nie, dzięki - Feliks pokręcił głową. 
 - Nie znajdziesz jej - szepnęła, po czym położyła dłoń na jego ramieniu. - Gdyby Thea chciała zostać znaleziona, to byś już dawno przy niej był. Musisz po prostu zrozumieć, że odeszła - powiedziała, choć sama nie wierzyła w swoje słowa. 
 Obecność Thei była bardzo ważna. Szczególnie teraz, gdy jej rodzina cierpiała. Była rozbita i rozrzucona po wszystkich częściach kraju. 
 - A może pojechalibyśmy... - zaczęła, jednak zaraz umilkła. Feliks pogłośnił telewizor i teraz cała trójka wpatrywała się w wiadomości. 
" Dziś schwytano jednego z członka tajnej organizacji, która na swoim koncie miała kilka poważnych przestępstw. Thea Calvani, lat 24 przewodziła kilkuosobową szajką. W trakcie rozprawy przyznała się do zabójstwa Xawiera Delroya, jego brata Marcusa i włamania się do Narodowego Banku RNA. Niestety, nie mamy żadnych informacji co do jej życia, ani osób, z którymi współpracowała. Wiemy jedynie, że Thea wzięła całą winę na siebie i właśnie w tym momencie zostaje przetransportowana do więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie zostanie poddana czterokrotnej karze śmierci". 
 Obraz zmienił się i już nie widziano wyprowadzaną ją z sądu, tylko ciemny autobus z policyjną obstawą. 
 - To niemożliwe - wyszeptała. 
 Nagranie pokazywano, jakby z lotu ptaka. Jednak nagle obraz poruszył się. Coś w nim wstrząśnięto, a gdy ponownie pokazano autobus, ten już płonął. Następne co mogli dostrzec to biały ekran i przerwaną emisję programu. 
 Feliks wypadł z domu, jakby wystrzelono go z procy. Zaraz po nim, do pomieszczenia wszedł Alex. 
 Spojrzał na pozostałą dwójkę i zmarszczył brwi. 
 - Czy coś się stało? - zapytał. 
 Oliver pierwszy odwrócił się w jego stronę.
 - Zabrali ją - wyszeptał. - Aresztowali Theę...
 - Pierdolisz - zdziwił się. 
 - A teraz ona nie żyje - dodała Iza, po czym zaczęła płakać.



3 komentarze:

  1. Trafiłam do Cb ze spamu ^^ Tak więc lecę do rozdziału pierwszego, przeczytam co do linijki i myślę, że pod każdym rozdziałem zostawię po sobie ślad, zanim dojdę do końca może to potrwać jednak mam nadzieję, że mnie wciągnie razem z trampkami ^^

    zapraszam również na poziom-drugi.blogspot.com może Ci się spodoba ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się twój blog, jest świetny. Ciężko mnie czymś zainteresować, a tobie się udało. W związku z tym zapraszam na nowo powstałego bloga z najlepszymi opowiadaniami. Pozdrawiam :]

    http://beststoriesblogs.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham twój blog! Masz wielki talent. To jedyne opowiadanie które mnie wzruszyło (chodzi o list Lucka). Nie przestawaj pisać, widac że to twoja pasja :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy