niedziela, 5 kwietnia 2015

Epilog

– Podsumowując – odezwała się w końcu – twoja babka była tak naprawdę twoją matką. Biologiczny ojciec doprowadził do samobójstwa matki Thei, jego synowie zabili twoją pierwszą miłość, a ty wyjechałaś ze swoim zmartwychwstałym bratem/siostrzeńcem. Zabrałaś córkę i przeniosłaś się do Chorwacji.
 Przytaknęłam.
 – A co z Laurą? Maćkiem? – dopytywała się. 
 – Wiem, że zamknięto ją za drobne kradzieże, gdy tylko Thea przestała im płacić. A Maciek... – westchnęłam. – Zginął w wypadku tuż po śmierci Thei. 
 – Ale ty w to nie wierzysz – stwierdziła przyglądając się mi. 
 – Nie –pokręciłam głową. 
Spojrzałam w okno przypominając sobie dzień jego śmierci. 
 Tuż po zamachu na Theę, na konto Maćka wpłynęła duża suma pieniędzy. Zrobił to, co zawsze planowaliśmy - wyruszył w świat. O dziwo został potrącony przez samochód. Spośród dziesiątki osób tylko on zginął. Przez kulkę w klatkę piersiową, co skutecznie zamaskowano przy akcie zgonu. 
 – Więc, jak...?
 – Słucham? – zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc pytania.
 – Jakim cudem ty wciąż żyjesz? 
Obruszyłam się na niewygodnej kanapie. 
 – Dwa razy próbowałam popełnić samobójstwo. Wpadłam w depresję, a w piwnicy miałam komplet broni, którą mogłam wykorzystać. Parę dni po pogrzebie Lucka zmarła moja matka. Później Thea i Maciek. Ale zrozumiałam, że ludzie zawsze odchodzą. To jest nieuniknione, a ja przecież miałam dla kogo żyć. 
 – Czyli uratowała cię twoja córka? 
 – Tak – przyznałam. – Feliks też. Chociaż największy wkład miał w tym Oliver. Uświadomił mi, że muszę żyć. 
 – Twój mąż, Oliver – Założyła nogę na nogę. – Więc skoro pogodziłaś się z tym wszystkim, nie widzę powodu, dla którego chodzisz na terapię. 
 – Ja też nie – uśmiechnęłam się. –Może dlatego, że mam wątpliwości?
– Iza. Masz 24 lat i radzisz sobie o wiele lepiej, niż niektórzy w błahych sytuacjach. Ludzie zabijają się przez długi, a ty przeżyłaś tyle i mogę stwierdzić, że żyjesz właściwie. Nie chcesz siępoddać. 
 – Ale to nie o to chodzi – zaprzeczyłam. – W domu nie rozmawiamy o Thei, a to ona jest tu jedną, wielką niewiadomą. 
 – Przecież ona nie żyje – przypomniała mi. 
 – Więc dlaczego nas zostawiła? Bez żadnego pożegnania czy słowa wyjaśnienia? To ona się poddała, a była z nas najsilniejsza... Nie potrafię sobie wyobrazić co przeszła w tym obozie... Feliks i ja wybaczyliśmy jej, że chciała mnie zabić. Gdybym mogła, to sama zabiłabym swoich przyrodnich braci. Krew mnie zalewa, gdy wiem, że ta kanalia wciąż chodzi po tym świecie. I wiem, że to on jest po części winien śmierci Thei.
 – Więc co zamierzasz zrobić? 
 – Chcę go zabić – oświadczyłam. – Ale nie jestem do tego zdolna...
 – Żeby go dorwać, będziesz musiała kogoś wynająć. To nie jest takie proste, jak myślisz. Potrzeba tygodnie, a nawet miesiące, żeby zabić takiego człowieka – zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. – Co? Nie patrz tak na mnie – zaśmiała się. – Sama przez kilka lat robiłam w tej branży, a to, że teraz jestem terapeutą to nie znaczy, że nie znam się na fachu. 
 – Chyba jeszcze nie jestem gotowa, aby to zrobić...
 – Nie przejmuj się, Iza – kobieta usiadła obok mnie i pogłaskała po plecach. – Na dzisiaj koniec. Widzimy się za tydzień i porozmawiamy o Thei, dobrze? 
 Przytaknęłam wstając. Poprawiłam swoją kremową sukienkę i sięgnęłam po torebkę, którą przełożyłam przez ramię. 
 – Pa! – krzyknęłam wychodząc.
 – Czekaj! – zawołała Mila. – Miałam ci to dać na początku, ale zupełnie o tym zapomniałam – wyciągnęła w moim kierunku kopertę z moim imieniem i nowym nazwiskiem. – Leżało przed biurem – wyjaśniła. 
 Podziękowałam i wyszłam. Zaparkowałam tuż pod budynkiem, więc po paru sekundach sunęłam po drodze kierując się do mojego domu. Jednak po drodze zrobiłam drobne zakupy. 
  – Jestem! – zawołałam i rzuciłam klucze na komodę. Ściągnęłam brązowe sandałki i skierowałam się z zakupami do kuchni. 
 Trochę zdziwiło mnie to, że w mieszkaniu jest tak cicho...
 – MAMA!!! – pisnął chłopczyk,
 Odwróciłam się i ujrzałam swojego synka, którego trzymał Oliver. Odebrałam od niego dziecko, a chłopiec wtulił się we mnie. Pogłaskałam go po główce. 
 – Trzeba go zabrać do fryzjera – stwierdziłam. – Patrz, jakie robią mu się loczki. 
 – Oj, nie marudź, kochanie – mężczyzna cmoknął mnie w policzek. – Jest piękny, jak jego mamusia. 
 – Podlizujemy się, panie Linden? Liczysz na coś? – poruszyłam zabawnie brwiami. 
– Nawet nie wyobrażasz sobie co teraz zaprzątają moje myśli – zbliżył się do mnie, a następnie złączył nasze usta w pocałunku. 
 – Nie! – zawołał chłopczyk, po czym swoimi małymi rączkami próbował odepchnął ojca. Roześmiałam się głośno i cmoknęłam malca w czoło. 
 – To co, Enzo? Zrobimy coś do jedzenia? – zapytałam synka, na co ten zapiszczał. 
 – Kochanie! – zawołał mąż, zanim opuścił pomieszczenie. – Twój synek zostawił ci małą niespodziankę! 
 – Jasne – warknęłam. – Kiedy trzeba go przebrać to jest mój syn? 
 – Też cię kocham! 
 – Do diabła, z twoim ojcem... – pokręciłam głowę śmiejąc się jednocześnie i wyszłam do pokoju synka, aby zmienić mu pieluchę. 

– Julka! Wyłaź! – zawołałam, pukając w drzwi dziewczynki. – Obiad jest już gotowy. 
Drzwi się otworzyły a w ich progu stanęła dziewięciolatka. Miała na sobie czarne, skórzane spodnie i kurtkę z ćwiekami. Stałam oniemiała, gapiąc się na nią. 
 Dziewczynka wyminęła mnie i ruszyła do salonu. 
 – Oliver! Chodź tu! – warknęłam, szukając mężczyzny. Zastałam go w salonie bawiącego się z Enzo. – Co to znaczy?! – wskazałam na dziewczynkę. – Dlaczego ona ma pomalowane oczy? I... Boże! Czerwone usta?! 
 – Dobra, skarbie – zaczął brunet. – Idź się przebrać. Umówiliśmy się, że będziesz chodzić tak tylko na treningi...
 – Ale tato... – jęknęła. 
 – Żadne ale. Umowa to umowa – mrugnął do niej i się roześmiał. 
 – I zmyj ten lakier z paznokci! – dodałam, gdy mała kierowała się do łazienki. – A ty – wskazałam na męża. – Teraz mi to wytłumaczysz. Ollie! Ona ma dopiero dziewięć lat! 
 – Tak, tak... Wiem kochanie – zrobił minę zbitego psa, próbując pograć mi na uczuciach. O nie, panie Ładny. Nie tym razem. – Byliśmy dzisiaj na pierwszych zajęciach z motocrossowych. 
 – To nie wyjaśnia tego wyglądu – odebrałam od niego synka i posadziłam go na jego fotelu przy stole,  a następnie założyłam mu śliniaczek. Jego błękitne oczy wpatrywały się we mnie, a gdy kręcił głową jego loki lekko podskakiwały. 
 – Najlepsze jest to, że ona nie chce chodzić na motocross – usiadł nadąsany obok Enzo i skrzyżował ręce na piersi. Wyglądał przesłodko tak się denerwując. 
 – Nie wdała się w tatusia? – zaśmiałam się. – A to pech... 
 – No, ale patrz, jak mogłoby być idealnie! I tak spędzam pół dnia na torze ucząc dzieci jeździć, a Julka mogłaby też się uczyć! Mogłaby zrobić to dla tatusia... Prawda, skarbie? – zwrócił się do dziewczynki, która zdążyła do nas wrócić. Miała na sobie krótkie jeansowe spodnie i białą bluzkę. Beż żadnego makijażu, tylko ładny, naturalny wygląd. 
 – Tatuś jest zły, bo chcę się zapisać na żużel – wyszczerzyła zęby w uśmiechu. 
 – Naprawdę? – uśmiechnęłam się. – To cudownie! 
 – I ty przeciwko mnie, kochanie?! To niesprawiedliwe! 
 – Baby górą – zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek. 
 Usiedliśmy do obiadu, a ja zaczęłam karmić naszego synka, który jak zwykle nie potrafił spokojnie usiedzieć na miejscu. Oliver widząc moje zdenerwowanie zaśmiał się i zamieniliśmy się miejscami, abym to ja mogła teraz w spokoju zjeść. Jednak nie dane mi było nawet usiąść, gdyż ktoś zadzwonił do drzwi. 
 – Otworzę – westchnęłam. 
 – Alex? – zdziwiłam się, gdy w progu ukazał się nasz przyjaciel. – Co ty tu robisz? 
 – Jak to co? – zaśmiał się. – Nie pamiętasz co dzisiaj za dzień? – pokręciłam głową. – No tak... Moja słodka, zapominalska Izzy... Dzisiaj zabieramy dzieciaki do Tripstril. Umówiliśmy się o pierwszej, że po nie przyjadę.
 – No tak! – przyłożyłam rękę do czoła przypominając sobie. – Dacie sobie radę z czwórką dzieci? – zmartwiłam się. 
 – No jasne – zaśmiał się. – Marco ma już siedem lat, a Enzo przy Mary to istny aniołek. Zresztą, przecież ma być z nami Feliks. 
 – Jeszcze Kira miała z wami jechać! – krzyknął Oliver z salonu. 
 – Faktycznie! Jeszcze będzie Kira z Melany, więc myślę, że damy sobie radę – mrugnął do mnie. 
 – Okej, to ja ich spakuję – chciałam się odwrócić, lecz drogę zagrodził mi Oliver. 
 – Już wszystko załatwione – podał wielką walizkę Alexowi. 
 – Po co aż tyle rzeczy? – zdziwiłam się. 
 – Kochanie, przecież mówiłem ci, że zostają później na noc u Alexa. Będzie za późno, żeby ich w nocy budzić i tu przywozić. 
 – Spędzicie miły wieczór razem – dodał Alex. 
 – Bardzo miły – podkreślił Oliver.
 – Dobra, chłopaki. To ja idę po dzieci, a wy zapakujcie wózek do samochodu – wróciłam do kuchni, gdzie właśnie Julka kończyła jeść obiad, a Enzo rozrzucił jedzenie po sobie i swoim krzesełku. Zabrałam go i przebrałam w czyste ubrania i wyszłam na zewnątrz. 
 – No już, dzieciaki – powiedział Alex. – Pożegnać się z rodzicami i jedziemy! 
 – Pa! – Julka przytuliła się do mnie, a następnie do Olivera. Wsiadła do samochodu i nam pomachała. 
 – Pilnuj go – ostrzegłam Alexa. – Jeśli spadnie mu choć włos z głowy, udupię cię, Alex. I nie zapomnij o tabletkach dla Julki. 
 – Tak, tak, wiem – przewrócił oczami. – Dobra, to do jutra! 
 – Do diabła! – krzyknął Enzo, a mężczyźni spojrzeli na mnie zdziwieni. Dzięki, synek. 
 – Ładnych rzeczy uczysz nasze dziecko – powiedział Oliver z udawanym zdenerwowaniem. 
 – Jesteś zły, bo nie umie powiedzieć tato – pomachałam im jeszcze raz, a następnie auto zniknęło za skałami. Zostaliśmy sami. 
– Dlatego uczysz go takich rzeczy? – uniósł brew ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam, jak te piękne, niebieskie oczy patrzą na mnie z czułością. Oliver uśmiechnął się, a ja widząc to poczułam przyjemne ciepło w środku. 
 – Choć, tatku. Mamy masę rzeczy do roboty.
 Poczułam, jak jego ręce oplatają się wokół mojej tali, Następnie uniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. 
 – No weź! Ile my mamy lat? – powiedziałam, a następnie dostałam mocnego klapsa w tyłek. Zapiszczałam.
 – Oj, kochanie – wymruczał. – Mamy wystarczająco dużo lat, na małe zabawy. 
 Zaprowadził mnie do sypialni i położył na łóżku. 
– Chyba należało by panią ukarać, za uczenie dzieci tak brzydkiego słownictwa – stwierdził, patrząc na mnie wzrokiem przepełnionym pożądaniem. Powstrzymałam chichot. 
 – Jak najbardziej, panie Linden – przytaknęłam. – Należy mi się bardzo surowa kara. 
 Oliver pochylił się nade mną, a następnie złączył nasze usta w pocałunku. Poczułam język na swoich wargach, gdy prosił o pozwolenie. Rozchyliłam usta, na po chwili nasze języki walczyły o dominację. Mężczyzna oparł się na jednej ręce a drugą chwycił za zamek od mojej sukni, który znajdował się z boku. Rozpiął go, opuszkami palców jeżdżąc po mojej nagiej skórze. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk, a on przygryzł moją wargę, ssąc ją jednocześnie. 
 – Wiec, jak bardzo mam cię ukarać? – wyszeptał do mojego ucha, a jego pocałunki to wyznaczały sobie ślad och ucha do szczęki. Nim się ocknęłam leżałam już w samej bieliźnie, a mężczyzna pochylał się nade mną nago. Wplotłam mu ręce we włosy i wygięłam się w łuk, pragnąc go jak najbliżej siebie. Oliver jedną dłonią rozpiął mój stanik i wyrzucił go w kąt. Kciukiem toczył koła na moim sutku, zaś po drugim błądził językiem. Czułam przyjemne ciepło w moim podbrzuszu, a w środku niemal eksplodowałam, gdy uświadomiłam sobie, co czeka mnie dalej. 
 Nagle poczułam lekkie ugryzienie na mojej piersi, przez co krzyknęłam bardziej z zaskoczenia niż z bólu. 
 – Uduszę cię, jeśli zrobisz mi tam kolejną malinkę – ostrzegłam śmiejąc się. 
 – Kara to kara, kochanie – pocałował mnie namiętnie w usta, a następnie possał moją pierś. Wiedziałam, że później będę kląć za tą malinkę, ale nie miałam głowy w tym momencie do tego. W moich myślach było zupełnie coś innego. 
 Gdy skończył także z drugą piersią, jego dłoń znalazła się przy mojej bieliźnie. Podniosłam tyłek, aby łatwiej było mu ją ściągnąć. Koronkowe figi przeleciały przez pokój, lądując przy staniku. 
 Jednym pchnięciem wdarł się cały we mnie, a ja głośno jęknęłam. Oplotłam go nogami, a on wchodził we mnie coraz mocniej i przyjemniej. Ponownie wplotłam rękę w jego włosy, a on zaczął mnie namiętnie całować. Jego pchnięcia stawały się coraz szysze, a gdy w końcu wypełnił mnie sobą, oboje padliśmy na łóżko, przepełnieni przyjemnością. Wtuliłam się w jego nagi tors i pocałowałam go w klatkę piersiową. 
 – Kocham cię – wyszeptałam spoglądając na jego oczy. Oliver uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie w usta. 
 – Ja ciebie też. 
 – Musimy wziąć prysznic i zabrać się do roboty – westchnęłam. Na twarzy Olivera pojawił się grymas. 
 – No wiesz co, kochanie? Nie mogliśmy jeszcze chwilę pocieszyć się sobą? 
 Zaśmiałam się. – Mamy cały dzień dla siebie. – Podniosłam się. – Dobra, idę po coś do picia, a gdy wrócę masz być w wannie. Rozumiemy się? 
 – Tak jest, pani Linden – uśmiechnął się. 
 – No to ruchy, przystojniaczku – cmoknęłam go szybko w usta i ruszyłam do kuchni, nago. 
 Wyciągnęłam z lodówki sok, a gdy postawiłam go na blacie przypadkowo zrzuciłam torebkę.
 – Cholera – zaklęłam, gdy dostrzegłam, że jej wnętrze się rozsypało. Przykucnęłam, aby wszystko pozbierać, a moim oczom ukazała się białą koperta z moim imieniem. Odstawiłam torebkę i wpatrując się w kawałek papieru usiadłam na kanapie. Zupełnie o niej zapomniałam. Przyznam, że trochę zżerała mnie ciekawość co w niej jest, ale bardziej zastanawiało mnie dlaczego została zostawiona u mojej terapeutki niż tu, w domu. Rozerwałam papier i spojrzałam na jej treść. Z moich oczu popłynęły łzy, a dłonią zasłoniłam usta, aby nie krzyczeć. 

Śmierć to tylko iluzja.
                       Thea Carstais 



No i mamy epilog :) Nareszcie skończyłam tą historię... Chociaż przyznam, że będzie mi jej trochę brakowało... Historia Izy i Oliviera potoczyła się zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowałam, ale przecież książka zawsze pisze się sama^^ 
Dziękuje wszystkim, którzy śledzili ich losy. Mam nadzieję, że również będziecie za nimi tęsknić, jak ja :* 
Zapraszam na pozostałe blogi mojej twórczości. Może coś wam przypadnie do gustu, a jeśli będziecie chętni, to przeżyjcie ich historię jeszcze raz <3 Za niedługo powstanie to opowiadanie na Wattpadzie i oczywiście postaram się poprawić wszystkie błędy, które wcześniej wystąpiły< 3 
To do następnego, kochani! 
Pozdrawiam!
Seoanaa/Lonely S

Obserwatorzy